niedziela, 18 sierpnia 2013

Rozdział XXI - "Największa wina jest w tym, kto nie chce słuchać prawdy"

     Obudziłam się w swoim łóżku. Popatrzyłam przez okno i zobaczyłam warszawski krajobraz, którego w ostatnich tygodniach tak bardzo mi brakowało. Nie czułam się źle. Widocznie udało mi się uniknąć morderczego kaca i bólu rozsadzającego mi czaszkę. Z wielkim uśmiechem na twarzy wstałam i weszłam do łazienki. Pozwoliłam, aby strumienie letniej wody spływały po moim ciele. Nie wiem co spowodowało, że mój humor był tak dobry. Może nadal byłam pijana?
    Przypominałam sobie powoli szczegóły wczorajszego wesela. Humor psuł mi się z każdym wspomnieniem dotyczącym Zbyszka. Nie sądziłam, że tak szybko pocieszy się po naszym rozstaniu. Wiedziałam, że nie będzie żył w celibacie, ale żeby już na wakacje jechać z inną? No błagam. Przypomniałam sobie flirt z Andrzejem i mimowolnie się uśmiechnęłam. Potrzebowałam tego. Cała zgraja siatkarzy, z którą bawiłam się jak za dawnych czasów. I w końcu przypomniałam sobie Iana. To jak nie mógł zdjąć butów i nasz pocałunek.. O Boże. Wzięłam słuchawkę prysznica do ręki i skierowałam ją na  twarz. Może uda mi się w ten sposób utopić? Przecież jesteśmy przyjaciółmi.. jęknęłam w myślach. Może nie pamięta? Przecież też był nieźle wstawiony, nawet bardziej, niż ja. Wyszłam z łazienki z postanowieniem, że pierwsza nie zacznę tego tematu. Ubrana zeszłam do kuchni, gdzie wszyscy jedli już śniadanie. Wzięłam tylko kanapkę i wyszłam z domu. Włożyłam słuchawki do uszów i ruszyłam biegiem przed siebie.

Wróciłam godzinę później kompletnie padnięta. Po szybkim prysznicu dołączyłam do Iana i Zosi, którzy bawili się przy basenie z psami.
- O której jedziemy? - spytał, gdy mnie zauważył. Zaczyna się dobrze, żadnych nerwowych reakcji, więc pewnie nie pamięta.
- Myślę, że około 19 będzie idealnie. Pojedziemy na dwie godzinki, pożegnamy się i wrócimy.- odpowiedziałam, siadając obok niego. Wzięłam jednego szczeniaka na ręce. W tej samej chwili z domu wyszedł tata.
- Możemy porozmawiać? - zwrócił się do mnie. Bez słowa wstałam i ruszyłam z nim w stronę tarasu.
- O czym? - spytałam w końcu.
- Chciałbym wiedzieć, czy miałabyś coś przeciwko gdybym oświadczył się Laurze.
- Serio? - uśmiechnęłam się. - Jejku.. Pewnie, że nie mam nic przeciwko. Wow.. Kiedy?
- Planowałem zabrać ją na romantyczną kolację..
- Nie możesz zrobić tego dzisiaj w domu? - jęknęłam. - Chciałabym widzieć jej reakcję.
- Tak po prostu mam teraz do niej iść i się oświadczyć? Chciałbym, żeby to było bardziej oficjalne..
- To mam inny pomysł. - klasnęłam w dłonie. - Wrócimy o 20 i zrobię kolację. O mój Boże.. Ale wam urządzę wesele!
- Naprawdę nie masz nic przeciwko? - spytał
- No co ty.. A jakby zrobić tu na tarasie? - zamyśliłam się. Miałam tysiąc pomysłów na organizację tego wesela. Jejku, ale będzie zabawa!


Równo o 18 weszliśmy na salę, gdzie wszyscy już się bawili. Nikt nie siedział tak jak wczoraj, więc teraz zajęliśmy miejsca na przeciwko Bartmana i jego panny idealnej, którzy przesiedli się do naszego stolika.
- Piękna sukienka. - powiedziała na dzień dobry Paula.
- Dziękuję. Twoja również - odpowiedziałam z uśmiechem. Nawet ona nie popsuję mi dzisiaj humoru.
- Co tak późno przyjechaliście? - spytał Igła, podchodząc do nas.
- Ktoś tu się nie mógł wyrobić.. - Ian pokręcił głową patrząc na mnie. Uśmiechnęłam się słodko. - Chodź, zatańczymy. - wstał i wyciągnął do mnie rękę. Przez następne dwie godzinny głównie tańczyłam. Nie miałam jakoś ochoty siedzieć przy stoliku i patrzeć na zakochaną parę. Pare minut przed dwudziestą wróciłam na swoje miejsce.
- Zbieramy się? - zwróciłam się do Iana, który rozmawiał z Pitem.
- Tak, tak. - skinął głową, wstając.
- Już wychodzicie? - oburzył się Igła.
- Przykro mi, ale mój tata ma się oświadczyć dzisiaj Laurze. Muszę zrobić kolację, a wcześniej jeszcze musimy zrobić zakupy. Poza tym jutro mamy samolot o 5. I znów to pożegnanie.. - westchnęłam. - Nie martwcie się, niedługo się spotkamy znowu.  - powiedziałam z uśmiechem. - Do zobaczenia.


- Naprawdę nie musiałaś robić kolacji.. Przecież ja ją mogłam zrobić.. - wywróciła oczami Laura.
- Nie smakuję ci?
- Oczywiście, że mi smakuję, ale..
- No to nie gadaj tylko wcinaj. - nakazałam jej, kończąc swoją porcję. Gdy ostatnie sztućce znalazły się na talerzu tata głośno odchrząknął. Zagryzłam usta z podniecenia i obserwowałam uważnie przebieg wydarzeń.
- Kochanie.. - zwrócił się do Laury, biorąc ją za ręce i wstając. - Korzystając z okazji, że są tu z nami nasze dzieci chciałbym cię o coś zapytać.. - włożył rękę pod marynarkę i wyjął małe, czerwone pudełeczko. Laura zakryła usta dłonią. - Kocham cię jak nikogo innego.. - chrząknęłam odruchowo. - Oprócz ciebie.. - popatrzył na mnie, po czym znów odwrócił głowę w jej kierunku. - Czy uczynisz mnie najszczęśliwszym mężczyzną na świecie i wyjdziesz za mnie? - spytał. Nie odpowiedziała tylko skinęła głową. Nałożył jej pierścionek na palec i pocałował. Ian zaczął bić brawo, a ja i Zosia się przyłączyliśmy. Ich pocałunek stawał się coraz dłuższy.
- Chodź Zosiu.. Przeczytam ci coś na dobranoc.. - zaśmiałam się, nie chcąc im przeszkadzać. Wzięłam małą za rękę i w trójkę ruszyliśmy po schodach, zostawiając narzeczonych w obięciach.


     Wróciłam do USA i moje życie wyglądało dokładnie tak jak wcześniej. Może z wyjątkiem tego, że teraz szykowałam się do ślubu Justina, który miał się odbyć w ten weekend. Dopiero dzień przed oświadczył mi, że Igła i Zbyszek potwierdzili przybycie. Wiedziałam, że zrobiłam wszystko, żeby wybić Justinowi to z głowy. Teraz z czystym sumieniem będę mogła mu powiedzieć "A nie mówiłam.". Nadal nie rozumiałam jak można być tak ślepym. Pierwszy raz nie cieszyłam się z czyjegoś ślubu. Chociaż nie.. Tego, że Orlando Bloom żeni się z Mirandą, też nie mogłam znieść, ale tamto było z czysto egoistycznych powodów.
    Ceremonia była tradycyjna. Słowa przysięgi, które wzruszyły rodziców, kazanie i błogosławieństwo. Wszyscy w wyśmienitych nastrojach, oprócz mnie. Wesele miało miejsce w pałacu. Jak dla mnie zbyt duży przepych, ale co kto lubi. Siedzieliśmy z Ianem jak na skazaniu. To nie były nasze klimaty chociaż jak to on i tak wbił się w towarzystwo. Czułam się jak na kolejnym nudnym bankiecie. To nie było w stylu Justina. Nie rozumiałam jak to możliwe, że wesele jest w jej stylu, skoro to on wszystko przygotowywał. Po kolejnym tańcu z Igłą wyszłam się przewietrzyć. Gdyby nie to, że Justin był moim przyjacielem i liczył na mnie już dawno bym wróciła do domu. Postanowiłam się przejść. W ten sposób szybciej minie mi czas. Szłam jedną z alejek, gdy zobaczyłam białą suknię. Podeszłam bliżej. Co Sara tutaj robi i to nie sama.
- Upiłaś się? - fuknęła oburzona do kogoś kto stał przed nią. - Świetnie.
- O co ci chodzi? - usłyszałam damski głos. Kobieta do której należał musiała być nieźle wstawiona.
- O co mi chodzi? - powtórzyła. - Znasz wszystkie moje sekrety, a wiesz jaki masz długi język po alkoholu! - krzyknęła zdenerwowana. Robiło się coraz ciekawiej. Usiadłam na jednej z ławek i słuchałam dalej. Było ciemno, a dookoła nie paliła się żadna latarnia.
- Daj spokój.. Teraz i tak mi wszystko wyleciało z głowy. No może pamiętam to, że poszłaś do prasy z tą informacją o Julie i tym siatkarzu, ale nie jestem taka głupia, żeby jej o tym powiedzieć.. - westchnęła. Zamurowało mnie, ale zaraz potem fala gorąca rozeszła się po całym ciele. To ona poszła z tym do prasy? To ona zniszczyła mój związek ze Zbyszkiem? To ona była temu winna, nie on. Pozostawało tylko jedno pytanie.
- Skąd wiedziałaś? - zadałam już je na głos. Wstałam i wolnym krokiem podeszłam do nich. Jej pijana przyjaciółka zachłysnęła się powietrzem na mój widok. Mruknęła coś niezrozumiale i uciekła. Popatrzyłam Sarze prosto w oczy.  - Skąd wiedziałaś o mnie i Zbyszku? - powtórzyłam pytanie dobitniej.
- Słyszałam twoją rozmowę z Justinem na tarasie, gdy nocowaliśmy u ciebie w domu.. - powiedziała cicho.
- Mogłam się domyślić, że to ty.. - mruknęłam, kręcąc głową. - I co my teraz zrobimy..
- Chyba nie powiesz Justinowi. Jesteś jego przyjaciółką.. Nie zniszczysz mu najpiękniejszego dnia w życiu..
- Skąd wiesz co ja zrobię? - uśmiechnęłam się. - Od początku wiedziałam, że to będzie najgorszy dzień w jego życiu, ale masz rację.. Nie zniszczę mu tego dnia i mu nie powiem. - odparłam powoli. Na jej twarzy widać było rozluźnienie. Słodkie. Myślała, że jej daruję. - Ty to zrobisz. Powiesz mu dokładnie co zrobiłaś, gdzie, kiedy i dlaczego.
- A jeśli tego nie zrobię?
- Zrobisz bo wiem, że bardziej liczy się dla ciebie kariera, niż Justin.
- To się łączy. Dzięki niemu się wybiję i ostatnią rzeczą jaką mam zamiar zrobić to powiedzieć mu o tym. Jak myślisz komu uwierzy? Swojej świeżo poślubionej żonie, czy przyjaciółce, która próbowała go zniechęcić do ślubu?
- Skarbie zagrałaś w jednym filmie drugoplanową rolę. - zaczęłam, uśmiechając się. - Ja na swoim koncie mam kilkanaście filmów z najwyższej półki. Mam takie znajomości, że wystarczy jedno moje słowo, a pracę w Hollywood dostaniesz jedynie na zmywaku.
- Mam uwierzyć, że potem dasz mi spokój? Przyznam się, a ty mi darujesz?
- Pomyślmy.. Justin cię rzuci i znajdzie kobietę, która na niego zasługuję, a ja nie będę musiała oglądać twojej wytapetowanej twarzy.. Myślę, że to mi wystarczy.
Bez słowa ruszyła w kierunku wejścia, a ja usiadłam na ławce. Jaka ja byłam głupia. To nie Zbyszek się wygadał. To nie on był temu winien, a ja na niego nakrzyczałam i rzuciłam. Nasz związek rozpadł się przez moją głupotę. Nie przez niego, nie przez tą całą Paulę, tylko przeze mnie. Ukryłam twarz w dłoniach.
- Julka? - usłyszałam niski głos Bartmana. Popatrzyłam do góry i zobaczyłam zarys postaci, stojącej nade mną. Było ciemno, ale wiedziałam, że to on. 
- Co ty tutaj robisz? - spytałam cicho.
- Chciałem się przewietrzyć. W drzwiach minąłem się z jakąś pijaną kobietą, która mruczała coś w stylu Julka ją zabije.. Przestraszyłem się i przyszedłem tutaj.
- Myślałeś, że kogoś zabije?
- Wiesz z twoim temperamentem.. - wzruszył ramionami, siadając obok mnie. - Dlaczego tutaj siedzisz?
- Musimy porozmawiać. - wyrzuciłam z siebie. Wzięłam głęboki oddech i kontynuowałam. - Właśnie się dowiedziałam kto powiedział prasie o nas..
- I kto to był?
- Sara.. Słyszała moją rozmowę z Justinem, gdy nocowali u mnie. - odpowiedziałam tak, jakby to nie miało większego znaczenia. - Przepraszam. Przepraszam za to, że cię oskarżyłam, za to, że ci nie uwierzyłam, za to, że nazwałam cię żałosnym i.. - urwałam. Przypominanie mu o tym wszystkim nie było najlepszym pomysłem.
- Wybaczam.. - mruknął cicho. - Ale nie wiem czy możemy do siebie wrócić.. Nie mogę być z kobietą, która nie ma do mnie zaufania.. Poza tym jestem teraz z Paulą i..
- Rozumiem. - przerwałam mu szybko. - Nie oczekuję niczego.
- Idziemy? - wstał, a ja zrobiłam to samo. Oboje w milczeniu ruszyliśmy w stronę wejścia.
- Wiem, że spieprzyłam, ale.. Możemy zostać przynajmniej przyjaciółmi? - spytałam cicho, czekając na odpowiedź.
- Jasne.
Czego ja oczekiwałam? Wybaczenia? Po tym wszystkim? To przeze mnie się rozstaliśmy. To przeze mnie spędziliśmy tak długi czas osobno. To przeze mnie on wrócił do Pauli. To była moja wina. I choćbym nie wiem jak starała się przekonać samą siebie, że choć część tej winy należy do niego, jedynie bym się oszukiwała. Zwalanie winy na innych było dla mnie typowe. Ale czy nie lepiej  czuję się człowiek, który pociesza się, że to nie tylko jego wina? Że wina leży po obu stronach? W tym przypadku nie miałam złudzeń. Nie miałam prawa obwiniać Zbyszka. Nie dałam mu nawet dojść do słowa. Krzyczałam to co myślę. Jakie to typowe dla mnie. Żałowałam każdego słowa, które wtedy powiedziałam. Przypomniałam sobie z jakim wyrzutem nazwałam go żałosnym. Jak on musiał się wtedy poczuć? Wiedząc, że jest niewinny musiał słuchać tego wszystkiego. Czułam się okropnie. Dlaczego ja mu nie zaufałam? Teraz bawilibyśmy się razem na weselu Justina. Nie byłoby panny idealnej, a ja byłabym najszczęśliwszą osobą na świecie.
    W wejściu wpadliśmy na Justina. Widocznie powiedziała mu o wszystkim bo minę miał przepełnioną bólem.
- Wiesz już? - spytałam cicho. Nie odpowiedział tylko skinął głową. Przytuliłam go.
- Chcę jechać do domu. - mruknął w moje ramie. - Chcę być jak najdalej stąd i błagam oszczędź mi tego a nie mówiłam..
- Jadę z tobą. Przeproś ode mnie Iana, dobra? - zwróciłam się do Zbyszka.
- Nie ma sprawy.. - powiedział i wszedł do środka. Trzymając się za ręce ruszyliśmy w stronę samochodu.

________________________

Wyszło kto powiedział prasie o Julce i Zbyszku.. Zaskoczeni? :) Bardzo proszę o komentarze :) Następny już we wtorek :)

piątek, 16 sierpnia 2013

Rozdział XX - "To naj­większy dar, ja­ki może człowieka spot­kać w życiu, kiedy otaczają go ludzie, których kocha."

Co ja tutaj robię? Może powinnam wrócić? Czy naprawdę chce wracać do tego wszystkiego? Teraz, kiedy już prawie udało mi się ułożyć na nowo swoje życie. Nie, ja musiałam sobie je komplikować. Nie mogłam wieść normalnego życia w Stanach, próbując zapomnieć o siatkarzach, a szczególnie o jednym. Nie mogłam się wykręcić pracą, koncertem, czy nawet głupią chorobą? Poprawiłam sukienkę i wysiadłam z auta. Przed kościołem było dopiero kilkanaście osób, czekających na młodą parę. Wzięłam głęboki oddech i ruszyłam z Ianem po schodach, kierując się w stronę świątyni. Mimo, że ta cała szopka się skończyła nadal byliśmy przyjaciółmi. Usiedliśmy z tyłu, żeby nie rzucać się w oczy. To Kubiak i Monika mieli być dzisiaj w centrum uwagi. Z minuty na minutę robiło się coraz tłoczniej. W końcu przyjechali. Bałam się tego momentu, bo wiedziałam, że razem z nimi pojawi się również Zbyszek. Rozbrzmiał się marsz Mandelsona i wszyscy wstali. Zobaczyłam Kubiaka ubranego w czarny frak i białą koszulę z muszką zawiązaną pod szyją. Dziku - dżentelmen, uśmiechnęłam się. Obok niego szła Monika ubrana w długą, białą suknię bez ramiączek z włosami upiętymi w kok. Wyglądała jak księżniczka, a chyba na tym zależy każdej dziewczynie w tym wyjątkowym dla niej dniu. I w końcu on. Szedł za Kubiakiem razem z koleżanką Moniki. Wiedziałam, że będzie tutaj. Wiedziałam, nawet kiedy go zobaczę, ale uczucie jakie temu towarzyszyło zaskoczyło mnie samą. Serce na chwilę przestało mi bić. Poczułam jak fala gorąca rozchodzi się po całym moim ciele. Wszystko się we mnie gotowało, a jednak na zewnątrz wyglądałam jak oaza spokoju. Nie widział mnie. Nie rozglądał się po gościach, siedzących w ławkach. Szedł dumnie za młodą parą, zajmując miejsce na krzesełkach. Na przodzie zauważyłam Paulę, która siedziała obok Ignaczaków. Słyszałam, że do siebie wrócili, ale chyba do końca miałam nadzieję, że to nieprawda. Może dlatego się wygadał? Może chciał do niej wrócić? Przez cały czas, który spędziłam w USA zastanawiałam się dlaczego to zrobił i do głowy przychodziły mi coraz większe głupoty. Skupiłam się na mszy. Bartman to zamknięty rozdział.


Przed kościołem panowało zamieszanie. Goście próbowali ustawić się w dość prostej kolejce, ale co chwilę dochodziła jakaś babunia i wciskała się na początek. Staliśmy spokojnie czekając na swoją kolei. Czułam się obco, wśród tych wszystkich ludzi. Siatkarze nie wiedzieli, czy będę. Sam Kubiak dowiedział się w ostatniej chwili, że w końcu się zdecydowałam. Przez ostatni tydzień zmieniałam zdanie co jakieś pięć minut, ale chęć zobaczenia ich ponownie zwyciężyła. W tym tłumie widziałam większość. Nie było to trudne bo wystawali ponad innych. Nikt do tej pory nie zwrócił na mnie uwagi, więc chyba mnie nie zauważyli.
- Kubiak.. - westchnęłam, gdy w końcu przyszła kolei na nas. Uśmiechnął się tak jak tylko on potrafi. Obok niego stał Zbyszek, który odbierał prezenty. Przez krótką chwilę spotkaliśmy się spojrzeniami. Wiedziałam, że nie spodziewał się mnie tutaj.
- Masz szczęście, że przyszłaś. Pojechałbym do tego USA i zrobił taką awanturę.. - zaczął, kręcąc głową.
- Nie mogłam tego przegapić. - zaśmiałam się.
Złożyłam im życzenia, starając się nie patrzeć na świadka, który świdrował mnie wzrokiem, przez cały czas gdy stałam przed Michałem. Razem z Ianem wsiedliśmy do samochodu i tak jak reszta czekaliśmy, aż czarna limuzyna młodej pary odjedzie pierwsza.

Wesele miało miejsce w jednym z warszawskich zajazdów. Razem z tłumem weszliśmy do środka i ustawiliśmy się na parkiecie, gdzie wręczono każdemu kieliszki z szampanem. Po odśpiewaniu "Sto lat!" ruszyliśmy w stronę stołów. Zaczęłam rozglądać się za karteczkami z naszymi imionami. Znalazłam je przy długim stole, gdzie mieli siedzieć siatkarze. Idealnie. Miejsce koło mnie było wolne i jak się okazało należało do Igły. Nie mogłam doczekać się jego reakcji na mój widok. Nie zawiodłam się widząc jego minę, gdy podszedł do swojego miejsca razem z Iwoną i dzieciakami.
- Nie wierzę.. - patrzył na mnie jakby zobaczył ducha. Zaśmiałam się i wstałam, żeby móc się z nim przywitać. - Co ty tutaj robisz?
- Wydaje mi się, że to samo co ty.. - uśmiechnęłam się, przytulając się z nim, a następnie  z Iwoną. - Cześć - zwróciłam się do Sebastiana i Dominiki, którzy byli niewiarygodnie podobni do Krzyśka. Ian wstał i również się przywitał, po czym wszyscy zajęliśmy swoje miejsca. Reakcję kolejnych siatkarzy, były podobne do tej Igły. Każdy był szczerze zdumiony tym, że mnie widzi. Obiad jadłam z akompaniamentem słowotoku Ignaczaka, który relacjonował mi to czego nie zdążył w naszych rozmowach telefonicznych. Dopiero teraz zdałam sobie sprawę z tego, jak mi brakowało tego człowieka.
- Igła.. - westchnęłam, gdy odłożyłam sztućce na talerz. - Teraz zaczęłam się zastanawiać jak to możliwe, że za tobą tęskniłam.. - pokręciłam głową, a reszta wybuchnęła śmiechem. Na przeciwko mnie siedział Wrona, którego co jakiś czas przyłapywałam na patrzeniu na mnie. Przypomniała mi się od razu impreza po meczach z Brazylią.
- Na długo zostajesz? - spytał Winiar, który razem z Dagmarą i Olikiem siedział na ukos ode mnie.
- W poniedziałek wracam do Stanów.. - odpowiedziałam.
- Julka pójdziesz ze mną do toalety? - spytała Iwona, wstając z miejsca. Skinęłam głową. Chciałam powiedzieć to Ianowi, ale on był zajęty rozmową z Pitem, który siedział obok niego. Razem z Iwoną i Dominiką, która trzymała się jej sukienki ruszyłyśmy w stronę WC. Po drodze szybko zlustrowałam pozostałe stoły, na dłużej zatrzymując wzrok na stole w centrum, przy którym siedziała jedynie szóstka osób. Paula z zapałem szeptała coś na ucho do Zbyszka. Odwróciłam wzrok, nie chcąc tego widzieć. To już nie moja sprawa.
- Poczekasz z ciocią Julką? - Iwona zwróciła się do córki, która nadal trzymała skrawek sukienki. Skinęła jedynie głową i puściła ją do kabiny. Kucnęłam przed nią.
- Masz bardzo ładną sukienkę. - powiedziałam z uśmiechem.
- Dziękuję.. - odpowiedziała nieśmiało. - Ty też. Byłam z rodzicami kiedyś w kinie i widziałam cię tam. - dodała.
- Podobał ci się film?
- Tak, ale przez cały czas Sebastian mnie szczypał.
- Zabieranie ich do kina zawsze się tak kończy.. - powiedziała Iwona, wychodząc z kabiny i podchodząc do umywalki. - Film był świetny.. Oglądałam go dwukrotnie.
- Cieszę się, że ci się podobał. - doszłam do niej i poprawiłam włosy.
- Ty i Ian znów jesteście razem?
- Nie, nie. - odpowiedziałam szybko. - Jesteśmy przyjaciółmi.
Gdy wyszliśmy wszyscy ustawiali się w kółku. Dołączyliśmy do Iana i Krzyska, którzy stali koło siebie. Na środku stał Misiek z Moniką. Widać było po nim, że się stresuję. Zespół zaczął grać utwór "Zawsze tam gdzie ty", a oni zaczęli tańczyć.

Po kilku utworach zabawa trwała w najlepsze. Bałam się, że Ian będzie zakłopotany, ale od razu odnalazł się w towarzystwie.  Z całych sił próbowałam nie patrzeć w kierunku Bartmana, ale wzrok uciekał mi tam mimowolnie.
- Zatańczysz ze mną? - spytał Wronka,podchodząc do mojego krzesełka.
- Pewnie. - podałam mu rękę i razem wyszliśmy na parkiet.
- Przypomniała mi się impreza po wygranym meczu z Brazylią.. - zaczął z zawadiackim uśmiechem.
- Tam się poznaliśmy.. - przytaknęłam. Jeszcze wtedy chciałam wzbudzić zazdrość w Bartmanie. Jeszcze wtedy chciało mu się trzymać język za zębami.
- Szkoda, że nie przekonałem się jak świetnie radzisz sobie z masażem.. - mruknął, a ja mimowolnie się uśmiechnęłam.
- Powinieneś się raczej cieszyć, że nie miałeś problemów ze zdrowiem.. - przekrzywiłam lekko głowę, mrużąc oczy.
- Wierzę, żebyś sobie z tym poradziła. - odparł. - A ja miałbym chwilę przyjemności - szepnął mi do ucha.
- Cieszę się, że masz o mnie tak dobre zdanie.. - uśmiechnęłam się lekko. - Twoja dziewczyna cały czas na nas zerka.. - dodałam, patrząc na dziewczynę, która siedziała za stołem.
- To nie jest moja dziewczyna, tylko przyjaciółka. - odpowiedział. Piosenka się skończyła, a ja wyszłam się przewietrzyć. Szukałam wzrokiem Iana, ale on tańczył z jakąś starszą panią, prawdopodobnie babcią Kubiaka. Nie wiem, co on w sobie takiego miał, że kobiety go uwielbiały. Nie żałowałam tego, że tu przyjechałam. Dobrze czułam się w towarzystwie tych ludzi i już za nimi tęskniłam. Moje rozmyślenia przerwał dźwięk, otwierających się drzwi. Odruchowo wskoczyłam za drzewo.
- Może pójdziemy się przejść? - usłyszałam głos Pauli. Zamarłam, zasłaniając ręką usta. O mój Boże.. Co ja mam robić? Wstać? Zostać? O mój Boże. Ścisnęło mnie coś w brzuchu ze stresu.
- Nie wiem czy jako świadek mogę opuszczać wesele. - rozbrzmiał się niski głos Bartmana. Boże jak ja za nim tęskniłam. Co ja w ogóle robię? Ukrywam się? Przecież to nie przeze mnie się rozstaliśmy. Poprawiłam włosy i wyszłam zza drzewa.
- O cześć.. - przywitała się ze mną. - Co tam robiłaś? - wskazała na miejsce, z którego wyszłam. Tego nie przemyślałam.
- Rozmawiałam przez telefon. - odpowiedziałam automatycznie.
- Dawno się nie widziałyśmy.. Co u ciebie słychać? Myślałam, że rozstaliście się z Ianem..
- Jesteśmy tylko przyjaciółmi, za to wy jednak do siebie wróciliście.. - odparłam z wymuszonym uśmiechem.
- Tak.. Byliśmy razem na wakacjach i tak jakoś wyszło.. - wzruszyła ramionami. - Teraz próbuję Zbyszka namówić na romantyczny spacer, ale się wykręca..
- Jak to faceci.. - pokręciłam głową z krzywym uśmieszkiem, przypominając sobie naszą "romantyczną" kolację. - Zostawię was samych.. - dodałam i weszłam do środka. Wspólne wakacje? Szybko pocieszył się po naszym rozstaniu. Wnerwiona usiadłam na miejscu i razem z innym wzniosłam toast.

Oczami Zbyszka...

Patrzyłem jak wchodzi z powrotem do środka. Wiedziałem, że się chowała. Dla mnie ta sutyacja była równie trudna. Nie spodziewałem się jej tutaj. Misiek mówił, że nie dała mu ostatecznej odpowiedzi i pewnie okażę się dopiero na ślubie, czy będzie. Gdy ją zobaczyłem, wmurowało mnie w ziemie. Nie tylko dlatego, że wyglądała cudownie. Często wyobrażałem sobie jak to będzie spotkać ją kiedyś, a tu nagle stanęła przede mną i wyglądała nieziemsko. Tęskniłem za jej oczami, uśmiechem, za jej poczuciem humoru, a nawet za tym jej sarkastycznym uśmieszkiem. Nie mogłem zaprzeczyć, że wciąż coś do niej czułem. Ale czy chciałem do niej wrócić? Po tym jak mi nie uwierzyła? Po tym jak okazała mi totalny brak zaufana? Po tym jak nazwała mnie żałosnym i kazała odhaczyć się na liście panienek z którymi spałem? Zabolało.
- Kochanie idziemy? - z zamyślenia wyrwał mnie głos Pauli.
- Tak, tak.. - otworzyłem jej drzwi i przepuściłem pierwszą. Rozejrzałem się po sali. Wszyscy bawili się świetnie. Zatrzymałem wzrok na Julce, która po raz kolejny tańczyła z Andrzejem. Z daleka widać było, że ze sobą flirtują. Poczułem coś. Dziwne uczucie wypełniające mnie od środka, czyżby zazdrość?
Chwilę później wybiła dwunasta i jako świadek musiałem zając się oczepinami. Tak jak zwykle najpierw panna młoda rzuciła welonem, który złapała jakaś koleżanka Moniki, następnie Misiek rzucał muszką, którą złapał Piter. Szczęściarze musieli zatańczyć taniec erotyczny na jednym z krzesełek. Wyglądało to przekomicznie, bo dziewczyna była dość niskiego wzrostu i sięgała Cichemu niemalże do pasa. Potem kilka innych zabaw, w których Igła dał popis i wszyscy wrócili do zabawy. Przy stole siatkarzy panował największy gwar. Tańczyłem z Paulą i obserwowałem to zgromadzenie. Oczywiście Igła i Julka byli w centrum zainteresowania, prawdopodobnie przedrzeźniając się. Przy następnej piosence już tańczyła z Ianem. Oboje byli na lekkiej fazie, ale nie przeszkadzało im to widocznie w płynnych ruchach po parkiecie. Piosenka się zmieniła i tańczyłem teraz z Iwoną. Paulę odbił mi Krzysiek, który teraz wirował z nią po całej sali. Julka nadal tańczyła z Ianem, chichotając z czegoś ze łzami w oczach. Wyglądała przesłodko. Źle. Bartman, wróć. Masz Paulę, a Julka to zamknięty rozdział.


Oczami Julki..

Gdzie jest ta ulica, gdzie jest ten dom
Gdzie jest ta dziewczyna co kocham ją?
Znalazłem ulicę, znalazłem dom,
Znalazłem dziewczynę co kocham ją.
Na prawo, na lewo, w górę i w dół,
Na prawo, na lewo, w górę i w dół,
Do przodu, do tyłu, w górę i w dół,
Do przodu, do tyłu, w górę i w dół.

Cały nasz stolik poruszał się w rytm tej piosenki. Wszyscy byli wstawieni i nikt nie przejmował się tym, że koło nas stoi kamerzysta. Bez wątpienia byliśmy najbardziej rozrywkowym stolikiem na całej sali.

Wyszłam razem z Ianem przed 5 w doskonałych nastojach. Oboje stwierdziliśmy jednogłośnie, że to było najlepsze wesele, na jakim kiedykolwiek byliśmy. Zamówiliśmy taksówkę i kończąc butelkę wina dojechaliśmy do domu.
- Ale było fajnie.. - westchnęłam zmęczona, siedząc na schodach i zdejmując szpilki. - Jaka ulga! - krzyknęłam.
- Cicho! - zasłonił mi usta dłonią. - Wszyscy śpią.. - szepnął, siadając obok.
- Dziękuję, że ze mną poszedłeś.. - zwróciłam się do niego, patrząc jak siłuję się z czarnym butem. - Czekaj pomogę ci.. - wstałam i zaczęłam ciągnąć. - Odsznuruj go głupku! - zaśmiałam się, ciągnąc za sznurówkę. Zdjął już go samodzielnie i ruszyliśmy w stronę swoich pokoi.
- Dziękuję, że mnie zaprosiłaś. - powiedział, gdy staliśmy przed moim pokojem.
- To ja ci dziękuję. - odparłam.
- Ja dziękuję bardziej.. - zaczął sie ze mną drażnić. Wiedział, że nie lubię czegoś takiego.
- Przestań! - walnęłam go w klatkę piersiową i się zaśmiałam. Westchnęłam z uśmiechem na twarzy. Przybliżył się do mnie cały czas patrząc mi prosto w oczy. Delikatnie musnął moje usta swoimi. Nie wiem dlaczego odwzajemniłam ten pocałunek. Chciałam się zemścić na Bartmanie? Potrzebowałam faceta? A Ian miał tak miękkie, gorące usta.. Boże jestem wstawiona, przecież to mój przyjaciel! Odsunęłam się od niego. - Dobranoc. - powiedziałam z uśmiechem i szybko zamknęłam za sobą drzwi.


_________________________

Następny już w niedziele :) Proszę o komentarze :)

ask

wtorek, 13 sierpnia 2013

Rozdział XIX - "Tęsknota jest osadem w kielichu życia"

     Wyszłam na balkon i zaczerpnęłam głośno powietrza. Stałam oparta o barierkę z poczuciem, że wróciłam do punktu wyjścia. Przed wyjazdem do Polski stałam dokładnie w tym samym miejscu zastanawiając się czy dobrze robię. Wtedy jeszcze nie znałam siatkarzy, Zbyszka, a  moi rodzice byli wciąż razem.. Przez tak krótki czas to wszystko się zmieniło. Nie żałowałam tego, mimo wszystko dostrzegałam więcej pozytywnych skutków mojego wyjazdu. Po pierwsze napisałam prace magisterską, z której byłam cholernie dumna. Poznałam tych wspaniałych ludzi, za którymi już tęskniłam i których pamiętać będę zawsze. Te wszystkie chwile, które spędziliśmy w Spale, czy w rozjazdach pozostaną na zawsze w mojej pamięci. Chyba pierwszy raz czułam się częścią czegoś większego, gdzie  nie zwracano uwagi na to, że jestem sławna. Do końca życia będę im wdzięczna za to, że pozwolili mi być ich częścią. Kolejny pozytywny aspekt to Laura. Prawdopodobnie, gdyby nie mój pobyt w Polsce nigdy nie spotkałaby taty. Widziałam jak na siebie patrzyli. Ona była przeciwieństwem mamy. Przy niej był innym człowiekiem. Uśmiechał się, żartował i ani razu nie wspomniał o pracy. Najważniejsze jest jednak to, że po raz pierwszy zakochałam się. Uczucia, którym darzyłam Zbyszka.. Nadal go darze, nie doświadczyłam nigdy wcześniej. Rozpływałam się gdy na mnie patrzył.. Czułam falę gorąca, rozchodzącą się po moim ciele, gdy tylko mnie dotknął. Podobało mi się, że nie był jak inni. Znosił mój charakter z którym sama często nie mogłam wytrzymać. Akceptował mnie pyskatą i złośliwą. Czułam się przy nim bezpiecznie.. Nie mogło mi się nic stać, gdy byłam przy nim. Kochałam go, naprawdę go kochałam..
     Nie wierze.. Czułam jak po policzku spływa mi gorąca łza. Nie chciałam jej wycierać. Ostatni raz płakałam kilka lat temu. Jak to możliwe, że popłynęła gdy stałam na balkonie? Gdzie była na tych wszystkich wzruszających momentach w filmach? Gdzie była gdy napadł mnie ten psychopata? Usiadłam i oparłam głowę o zimną ścianę, pozwalając kolejnym łzom swobodnie płynąć.
~~~


"Tęskniła za nim nieus­tannie. Oprócz prag­nienia od­czu­wała tyl­ko to jed­no: tęsknotę. Ani zim­na, ani ciepła, ani głodu. Tyl­ko tęsknotę i prag­nienie. Pot­rze­bowała tyl­ko wo­dy i sa­mot­ności. Tyl­ko w sa­mot­ności mogła za­topić się w tej tęskno­cie tak, jak chciała." 


~ ~ ~



     Po kilu godzinnej rozmowie z producentem doszliśmy do wniosku, że najlepiej będzie zakończyć ten związek już teraz. To całe zamieszanie przyciągnie jeszcze więcej ludzi do kin. Oni cieszyli się ze wzrostu zysków, a ja z wolności. Postanowiłam zająć się karierą, którą w ostatnim  czasie zaniedbałam. Musiałam ustalić priorytety w moim życiu. Nie mogłam działać pochopnie, jak dotąd. 

     W czasie wolnym imprezowałam. Nie chciałam się wiązać. Nie mogłam pozwolić na to, żeby po raz kolejny skrzywdził mnie jakiś idiota. Byłam młoda i to najlepszy czas do tego, żeby się wyszaleć. Potem będę szukać "tego jedynego", jeśli w ogóle taki gdzieś tam istnieje. Jedynym problemem była prasa, która śledziła każdy mój krok. Czy to naprawdę, aż tak interesujące, że za dużo wypiłam w jednym z klubów w Las Vegas? Czy to naprawdę tak szokujące, że założyłam miniówkę i dobrze bawiłam się w gronie znajomych? Nie chciałam być wzorem dla nastolatek, za który mnie dotąd postrzegano. Obrywało mi się dwa razy bardziej, niż innym bo byłam kogoś idolem. Ale czy ja się o to prosiłam?
    Codziennie rozmawiałam z którymś z chłopaków, najczęściej z Igłą, który relacjonował mi wszystko co się dzieję. Okazało się, że Monika jest w ciąży i któregoś dnia dostałam zaproszenie na wesele. Cieszyłam się z ich szczęścia. Krzysiek powoli oswajał się z tym, że nie będę mu codziennie dogryzać i radził sobie coraz lepiej z moją nieobecnością. Jedynym problem w kadrze był spadek formy. Nikt nie wiedział, czym to jest spowodowane. Po moim wyjeździe reprezentacja przegrała wszystkie mecze w Lidze Światowej i ostatecznie uplasowali się na 11 miejscu. Chyba każdy był zawiedziony takim wynikiem. Ja najbardziej, bo wciąż zadręczałam się tym, że to może być moja wina.
    Zbyszek próbował się do mnie dodzwonić kila razy, ale nie odbierałam. Chciałam zakończyć ten rozdział definitywnie i nie widziałam potrzeby na rozmowę z nim. Tęskniłam za nim, choć starałam się przekonać samą siebie, że jest inaczej. Bzdura. W każdej sytuacji myślałam o tym co w danej chwili by powiedział lub zrobił. Pozostawało mi jedynie mieć nadzieję, że kiedyś mi to przejdzie. Bo czy jest sens myślenia o mężczyźnie, do którego nie miało się teraz za grosz zaufania?
     Justin pochłonięty był przygotowaniem do największej katastrofy w jego życiu. Mimo, że nie chciałam do tego przykładać ręki, zrobiło mi się go żal. Sara zrzuciła na niego większość obowiązków, a sama spędzała większość czasu u projektantów, którzy mieli przygotować jej suknie. Justin jakby zaślepiony nie widział co się w okół niego dzieje. Powtarzałam mu ciągle, że robi źle, ale on wtedy jedynie się oburzał i nie odzywał się do mnie przez jakieś 20 minut. W końcu zwątpiłam i gdy znalazłam trochę czasu pomogłam mu w wyborze menu, sali i innych rzeczy, którymi zazwyczaj zajmuje się panna młoda. Z Sarą kontakt się nie zmienił. Można powiedzieć, że był jeszcze gorszy, bo po setnym wymuszonym uśmiechu i "yhm", przestało mi zależeć na ociepleniu naszych relacji.
    Rozwód rodziców przebiegł szybko i bezboleśnie. Rozstali się bez orzekania o winie i mój tata wprowadził się do domu w Warszawie, zakładając tam kancelarię. Zosia powoli oswajała się z tym, że w ich życiu pojawił się mężczyzna i z tego co wiem polubiła tatę. Sądząc po głosie Laury przez telefon, była szczęśliwa jak nigdy dotąd. Mój ojciec jakby stał się innym człowiekiem. Gdy rozmawialiśmy, nie mógł się nagadać. Teraz przynajmniej wiedziałam po kim to mam. Z mamą nie miałam kontaktu, jeśli ona się nie interesowała, to ja nie miałam zamiaru odezwać się pierwsza. Wiktoria przeszła pomyślnie operację i powoli wracała do zdrowia. Czułam się okropnie nie mogąc tam być razem z nią.
    Wszystko działo się szybko. Dni mijały mi w mgnieniu oka. Film zdobywał wszystkie możliwe nagrody, więc zajęłam się koncertami, w między czasie udzielając wywiadów. Grając kolejny koncert we Francji znów spotkałam się z Antkiem. Wymieniliśmy się numerami i byliśmy w stałym kontakcie. Wszystko układało się jak najlepiej. Można nawet powiedzieć, że lepiej być nie mogło. Tylko dlaczego wciąż miałam poczucie, że coś jednak jest nie tak?

   


Oczami Zbyszka..


Wyszedłem przed halę zaczerpnąć powietrza. Dusiłem się w tych czterech ścianach, w których jeszcze kilka godzin temu Julka powiedziała, że z nami koniec. Słyszałem te słowa nadal w głowie i złość wzbierała we mnie coraz bardziej. Przypomniałem sobie pierwszy dzień, kiedy ją zobaczyłem. Siedziała z tym cholernym aktorzyną za mną na gali. Wyglądała przepięknie, a gdy wyszła na scenę nie mogłem oderwać od niej wzroku. Wiedziałem, że jest dla mnie nieosiągalna. Wtedy uważałem ją za wielką gwiazdę, która ma się za nie wiadomo kogo. Prawdę mówiąc jak większość chłopaków. Myślałem, że praca z nią będzie istną katorgą, ale już na wstępie musiałem przyznać, że się myliłem. Wtedy dopiero zaważyłem, że znikome szansę mogę mieć i warto to wykorzystać. Pierwszy pocałunek, wtedy w kuchni.. Byłem wtedy tak cholernie szczęśliwy.. Patrzyłem na nią w wesołym miasteczku, gdy śmiała się na kolejce i zakochiwałem się w niej coraz bardziej. Nie rozumiałem jak ona mogła pomyśleć, że to ja powiedziałem? Jak mogła pomyśleć, że zrobiłbym coś takiego? Po tym wszystkim? Przecież to niedorzeczne. Kocham ją, jak nikogo dotąd. Nigdy wcześniej nie spotkałem takiej dziewczyny. Była inna i to cholernie mi się w niej podobało. Była piękna, ale przestałem zwracać na to uwagę, gdy tylko lepiej ją poznałem. Nie wyobrażałem sobie tego, że nie usłyszę jej śmiechu, nie zobaczę na żywo jej uśmiechu. Nigdy nie zobaczę tych wielkich brązowych oczu z wesołymi iskierkami.. Usiadłem na krawężniku i ukryłem twarz w dłoniach. To nie może być koniec..
~~~


"Zas­ta­nawiałem się, czy Ty cho­ciaż przez jedną, je­dyną se­kundę zatęskniłaś za moją obecnością, za moimi żar­ta­mi czy dziw­ny­mi po­mysłami. Czy przez tą jedną se­kundę poczułaś tęsknotę za mną i po­wie­działaś szep­tem "Bra­kuje mi go". 
~~~


      Cały czas myślałem o Julce. Czy to możliwe, żeby przywiązać się do kogoś tak bardzo? Nie mogłem znaleźć sobie miejsca. Cały czas chodziłem zamyślony. Najgorsze było to, że wiadomość o naszym romansie pojawiła się też w polskich gazetach. Oczywiście nikt z kadry w to nie uwierzył i teraz jedynie wszyscy się z tego śmiali. Nieobecność Julki była odczuwalna na początku. Nie tylko ja czekałem, aż pojawi się w drzwiach stołówki z wielkim uśmiechem na twarzy. Nałoży na talerz więcej, niż sama waży i dosiądzie się do któregoś ze stolików. Dzwoniłem kilkakrotnie do niej, choć sam nie wiedziałem po co. Może chciałem po prostu usłyszeć jej głos? Tak cholernie za nią tęskniłem.

    Od jej wyjazdu przegrywaliśmy wszystkie mecze. Nikt nie wiedział czym to jest spowodowane. Brakiem formy? motywacji? Julki? Nie chcieliśmy zwalać na nic winy. To my nie daliśmy rady i pomimo oczekiwań zajęliśmy 11 miejsce. Trener próbował dotrzeć do nas krzykiem, proszeniem, ale to nic nie dało. Obiecaliśmy sobie, że Mistrzostwa Europy będą inne. Po krótkich wakacjach mieliśmy wrócić wypoczęci i gotowi na ciężką walkę.
     Co jakiś czas czytałem o Julce w gazetach. Po premierze filmu stała się jeszcze bardziej popularna, bo okazał się hitem. Po obejrzeniu go w kinie sam musiałem przyznać, że był genialny. Nie tak często jak o jej roli, pisano o jej pijackich imprezach. Nie wiedziałem co się z nią dzieję. Nie była tego typu dziewczyną, dlatego martwiłem się coraz bardziej widząc nagłówki "Julie bawi się do upadłego w Las Vegas", czy "Julie w wyzywającym stroju w jednym z nowojorskich klubów". Widocznie o mnie już zapomniała.   
     Paula jakby wyczuła nieobecność Julki, bo zadzwoniła do mnie kilka dni po jej wyjeździe. Spotkałem się z nią. Co mi szkodziło? Zaproponowała, żebyśmy zostali przyjaciółmi. Nie wierzyłem, że coś takiego jest możliwe, ale się zgodziłem. Lubiłem ją i naprawdę chciałem utrzymać z nią kontakt. Skończyło się na tym, że wspólnie wyjechaliśmy na wakacje. Nie myślałem, że będę się tak dobrze czuł w jej towarzystwie. Gdy zobaczyłem zdjęcie Julki i Antka w jednej z gazet postanowiłem dać nam jeszcze jedną szansę. Widocznie z Julką wszystko skończone.


______________________

Rozdział dość nietypowy, ale musiałam taki zamieścić.. :) Mam nadzieję, że nie macie mi tego za złe :) Kolejny już normalny i w piątek :) Jak zwykle proszę o komentarze :)

ask.

sobota, 10 sierpnia 2013

Rozdział XVIII - "Nie wie­dzieć cze­mu, kocha­nie, słod­ka miłość zos­ta­wiła nam na pożeg­na­nie gorzkie rozczarowanie."

"To może być szok dla fanów gwiazdorskiej pary. Jak donosi nasz informator związek Iana Somerhaldera i Julie Walkiewicz to jedna wielka ściema! Aktorka i piosenkarka podobno ma romans z jednym z zawodników reprezentacji Polski - Zbigniewem Bartmanem! Przypomnijmy, że Julie spędza dużo czasu z reprezentacją w związku z pracą magisterską dotyczącą urazów w grach zespołowych. Ponadto jak donosi źródło, to właśnie z atakującym złapała najlepszy kontakt.Wychodzi na to, że związek z amerykańskim gwiazdorem miał być  wyłącznie promocją filmu, który wychodzi za niecałe dwa miesiące. Sam Ian zapytany o to odpowiedział krótko, "Bzdura". Co na to wierni fani, którzy nazywali parę "Julian" ( czyt. dżulian) lub nawet "parą roku"?" Przeczytałam na głos artykuł w gazecie, którą przyniósł Ian.
- To prawda? - spytał zdenerwowany.
- Jeśli chodzi o tą ściemę to sam dobrze wiesz, że to prawda. - odpowiedziałam cicho.
- Dobrze wiesz o co mi chodzi.. - wycedził przez zaciśnięte zęby. - Masz romans z tym całym Bartmanem?
- Jestem z nim. - powiedziałam, prawie szeptem. Wyglądał tak jakby miał zaraz wybuchnąć.
- Powiedziałaś mu?! - krzyknął.
- Tak.. Ale jestem pewna, że on tego nie powiedział!
- Nie musiał iść z tym do prasy! Mógł coś powiedzieć komuś, a potem się rozniosło! Julie na miłość Boską, przecież się umawialiśmy! Podpisałaś umowę!
- Przepraszam bardzo! - teraz ja też zaczęłam krzyczeć. - Czy to moja wina, że się zakochałam?!
- A pamiętasz Jessicę?! Ja też byłem zakochany! Pamiętasz co mi wtedy powiedziałaś? "Ian, wiesz dobrze, że nie możesz tego ciągnąć, zobowiązaliśmy się do czegoś" - powiedział piskliwym głosem. - Mam rozumieć, że te zasady nie dotyczyły Ciebie tak? Jak możesz być taką hipokrytką!
- Wiem co wtedy powiedziałam i żałuję tego. Przepraszam.. To się jakoś stało.. - usiadłam na kanapie, załamana.
- Nie mnie przepraszaj, tylko producenta, który jest wściekły. - odparł już ciszej, ale nadal z nutą złości w głosie.
- Rozmawiałeś z nim?
- Tak. Razem z reżyserem doszli do wniosku, że w tej sytuacji najlepiej będzie przesunąć premierę.
- Na kiedy?
- Za dwa tygodnie, więc musisz wracać do USA.
- Co? - spytałam zaszokowana. - Ale ja tutaj pracuję. Podpisałam umowę i nie mogę się wycofać.
- Jak widać umowy nie mają dla ciebie większego znaczenia. Poza tym wątpię, żeby kara za zerwanie jej była większa niż ta w Stanach. Chyba, że chcesz sądzić się z całą ekipą..
- Nie chce. Wrócę, ale pierw muszę jechać do Bydgoszczy załatwić to wszystko.. - powiedziałam, łapiąc się za głowę. - Zastanawiam się tylko kto mógł iść z tym do prasy..
- A kto o tym wiedział?
- Justin i.. Zbyszek. - ostatnie imię przeszło mi z trudem przez gardło. Czy on naprawdę mógł zrobić coś takiego? - Ty nie mówiłeś nikomu? - spytałam, mając nadzieję, że komuś jednak powiedział, ale tylko zmiażdżył mnie wzrokiem. Usiadłam ponownie na kanapie. - Nie wierzę, że Zbyszek mógł komuś o tym powiedzieć..
- Podejrzewasz w takim razie Justina? - spytał ironicznie. Oboje wiedzieliśmy, że Justin nigdy nikomu nie powiedziałby o czymś takim. - Poza tym rozmawiałem z nim i przysięgał, że nikomu nic nie powiedział. -  Ukryłam twarz w dłonie. Jak on mógł coś takiego zrobić? Przecież wiedział jakie to ważne, żeby utrzymać to wszystko w tajemnicy! - Lecisz ze mną dzisiaj wieczorem? Lot jest o 21.
- Tak. Kup mi bilet i spotkamy się na lotnisku.. - powiedziałam cicho, wstając. Wyszedł bez pożegnania, a ja poszłam po walizkę. Przebrałam się i spakowałam wszystko. Pożegnałam się z dziewczynami i ruszyłam do Bydgoszczy. Nadal nie mogłam uwierzyć w to, że Bartman zdolny był do czegoś takiego. Czy on nie mógł trzymać języka za zębami! Cholera! Było tak dobrze, a on musiał to wszystko spieprzyć?!


Wysiadłam z samochodu pod Łuczniczką i szybkim krokiem ruszyłam w stronę wejścia. Siatkarze byli w stołówce, więc to był idealny moment na rozmowę ze Zbyszkiem. Napisałam do niego smsa, żeby przyszedł na halę. Nie minęło nawet 5 minut, a był już koło mnie.
- Aż tak się stęskniłaś? - uśmiechnął się i podszedł do mnie.
- Co to jest? - spytałam poważnie, podając mu gazetę.
- Nie wiem.. - wzruszył ramionami, gdy skończył czytać.
- Komu o tym powiedziałeś?
- Ja? Myślisz, że ja komuś powiedziałem?
- Tak trudno było trzymać język za zębami? Naprawdę nie mogłeś zachować tego dla siebie? Obiecałeś mi, że nikomu nie powiesz!
- Ale ja..
- Miej trochę odwagi, żeby się przyznać! - krzyknęłam. - Komu powiedziałeś? Kubiakowi, Igle, a może tej pokrzywdzonej, samotnej Pauli, żeby wyjaśnić dlaczego nie chcesz z nią być? Chciałeś się pochwalić, że wyrwałeś słynną Julie? Wielki pan Bartman, któremu żadna się nie oprze?
- Myślisz, że..
- A może znudziło ci się to całe ukrywanie, a bałeś się zerwać? Może pomyślałeś, że tak będzie po prostu łatwiej.. Media się dowiedzą, producenci się wściekną, a ona będzie musiała sama to zakończyć. Problem z głowy!
- Julka, ale ja..
- Brawo, udało ci się.. Możesz odhaczyć gwiazdę na twojej liście panienek z którymi spałeś. Teraz możesz chwalić się każdemu, że głupia Julka nabrała się na twoje "kocham cię". Mam nadzieję, że było warto..
- Ja nikomu o tym nie powiedziałem! - krzyknął szybko, żebym mu nie zdążyła przerwać.
- Daruj sobie, bo naprawdę jesteś żałosny.. - pokręciłam głową, patrząc na niego jak na karalucha. Odwróciłam się i ruszyłam w stronę wyjścia. Nie mogłam dłużej na niego patrzeć. Ma czego chciał.


Znalazłam trenera w swoim gabinecie, który dostawał na każdej hali. Zapukałam cicho i weszłam do środka. Siedział razem z prezesem i o czymś żywo dyskutowali.
- Przepraszam, może przeszkadzam.. - powiedziałam cicho.
- Nie, nie.. O co chodzi? - spytał prezes, wstając z miejsca.
- Chodzi o to, że.. - urwałam. - Muszę się tak jakby zwolnić. Przełożono premierę filmu i muszę dzisiaj lecieć do USA. Wiem, że podpisałam umowę i poniosę wszelkie konsekwencję. Naprawdę chciałabym zostać, ale mam tam zobowiązania..
- Jak długo to pani zajmie? Może wystarczy wziąć urlop.
- Nie wiem, czy wyrobię się na Mistrzostwa Europy, a nie chce wprowadzać państwa w błąd. Myślę, że najlepiej będzie zerwać umowę. - powiedziałam cicho. Nawet gdybym zdążyła załatwić wszystko przed Mistrzostwami, nie wyobrażałam sobie dalszej pracy z Bartmanem. Jeśli miałam zamykać ten rozdział to definitywnie.
- Naprawdę nam przykro. Byliśmy bardzo zadowoleni z pani pracy..
- Mi również przykro, bo lubiłam to zajęcie i dobrze się tu czułam. Niestety, mam obowiązki do których zobowiązałam się wcześniej..
- Rozumiem. Myślę, że darujemy sobie konsekwencję.. Mogliśmy się spodziewać, że ma pani większe projekty na głowie, które będą ważniejsze. No cóż.. - podszedł do mnie i wyciągnął rękę. - Miło się z panią pracowało. Życzę dalszych sukcesów.
- Dziękuję bardzo. - powiedziałam szczerze, uśmiechając się smutno.
- Mi również jest przykro.. - po praz pierwszy odezwał się trener Anastasi. - Cudownie się z tobą pracowało i naprawdę będzie mi ciebie brakowało.. - przytuliliśmy się. - A teraz najgorsze.. Musisz powiedzieć o tym chłopakom.. Może Igła da radę cię zatrzymać.. - otworzył mi drzwi i razem z nim ruszyłam w stronę hali, na której siatkarze już trenowali. Tego bałam się najbardziej. Nie wiedziałam co mam im powiedzieć. Weszliśmy na boisko, a ja wzięłam głęboki oddech, gdy usłyszałam gwizdek Anastasiego, prawdopodobnie ostatni raz..
- Julka musi wam coś powiedzieć.. - krzyknął, gdy powoli schodzili z boiska. Popatrzył na mnie, tym samym udzielając mi głosu. Popatrzyłam na ich twarze i coś ścisnęło mnie w środku. Tak bardzo chciałam tu zostać..
- Jejku nie wiem od czego zacząć.. - wzruszyłam ramionami, załamana. Czułam na sobie jedenaście spojrzeń, niby tak mało, a jednak.. Popatrzyłam na Bartmana, trzymał się z tyłu i patrzył w ziemie. - Wracam do USA. - wypaliłam prosto z mostu. Rozległy się pytania "Co?" "Ale jak to?" - Posłuchajcie! - krzyknęłam, żeby się uspokoili. Od razu umilkli. Hm.. Łatwo poszło. - Premiera filmu, który miał wyjść za dwa miesiące przesunęła się. Dzisiaj muszę wracać do Stanów. Chciałam wam tylko powiedzieć, że ten czas spędzony tutaj był naprawdę cudowny i nigdy go nie zapomnę. Jesteście świetni i naprawdę będę za wami strasznie tęskniła. Jeśli ode mnie miałoby to zależeć zostałabym tu z wami, ale niestety siła wyższa mi na to nie pozwala. Mam nadzieję, że się kiedyś jeszcze spotkamy. - uśmiechnęłam się smutno. - Na pewno będę na waszych meczach, więc jeśli się dopcham do was to porozmawiamy. - dodałam. Odpowiedziała mi jedynie cisza. Po chwili jednak żegnałam się z każdym osobiście.
- Będę tęsknił.. - podszedł do mnie Kubiak, a ja mimo wszystko zarumieniłam się.
- Ja też.. Jak sprawy z Moniką?
- Coraz gorzej, ale nie chce ci teraz zawracać tym głowy.. - mruknął.
- Pamiętaj, że ciągle mam telefon i jakbyś chciał tylko porozmawiać to dzwoń o każdej porze.. Tylko nie przed 10 - dodałam po chwili zastanowienia.
- Dzięki wielkie. - uśmiechnął się i mnie przytulił.
- A jeśli chodzi o te odgłosy dochodzące z mojego pokoju to przepraszam.. Za głośno włączyłam komedie romantyczną.. - czułam, że rumienie się coraz bardziej. Najgorsze było to, że on też wydawał się tym zakłopotany.
- Tak właśnie myślałem.. - odpowiedział szybko i się odwrócił. Na końcu podszedł do mnie Igła. To pożegnanie było najgorsze.
- Nie wiem jak możesz mi to robić.. - pokręcił głową.
- Gdyby to ode mnie zależało zostałabym tu bez zastanowienia, ale obowiązki wzywają.. - wzruszyłam ramionami.
- Powiedz przynajmniej, że będziesz mnie odwiedzać..
- Jeśli będę miała tylko czas to przyjadę i cię zamęczę swoją obecnością.
- Będę tęsknił. - powiedział, przytulając mnie mocno.
- Udusisz mnie.. - mruknęłam w jego koszulkę, ale on nic sobie z tego nie robił i nadal trzymał mnie w stalowych objęciach. Gdy w końcu mnie puścił musiałam zaczerpnąć głośno powietrza. - Też będę tęskniła. Masz do mnie dzwonić, najlepiej codziennie - rozkazałam ze smutnym uśmiechem. Popatrzyłam na zegarek, była 16, a przede mną jeszcze ponad 3 godziny drogi. - Ja już muszę lecieć. Do zobaczenia, mam nadzieję.


Wyszłam z hali i wzięłam głęboki oddech. Najgorsze było za mną. Wsiadłam do auta i szybko wyjechałam z parkingu. Musiałam zamknąć ten rozdział. Tak widocznie musiało być. Siatkówka nie jest mi pisana, nawet jeśli sama w nią nie gram.  Ruszyłam w stronę Warszawy z całych sił starając się nie myśleć o Zbyszku i całej reszcie. Na lotnisku byłam w ostatniej chwili. Ian zniecierpliwiony czekał na mnie w holu.
- Już się bałem, że nie zdążysz.. - pokręcił głową. - Miałaś jakieś problemy w związku z zerwaniem umowy?
- Nie, okazali się bardzo wyrozumiali.. - odpowiedziałam cicho.
- Chociaż tyle. Przed tobą poważniejsze zadanie.. Musisz stanąć oko w oko z producentem. Umówiłem nas na jutro.
- Ok. - wzruszyłam ramionami. Jakoś się tym nie przejmowałam. - A co dalej z nami? Po premierze..
- Mamy zerwać z powodu ciągłych kłótni, czy coś takiego.. - zmarszczył brwi. - Nie wiem.. Jutro się wszystkiego dowiemy.
Nie odpowiedziałam. Patrzyłam przez okno na lotnisko, zastanawiając się kiedy znów będzie mi to dane. Chciałam tu zostać, cholernie chciałam tu zostać, ale wiedziałam, że to niemożliwe. Bez słowa ruszyłam za Ianem do odprawy i już po 30 minutach siedziałam w samolocie do Stanów.


________________
Rozdział wcześniej na specjalne życzenie :) Zaskoczeni? :) Kolejny we wtorek! :) Proszę o komentarze :) Teraz prawdopodobnie bawię się na 18stce koleżanki i rozdział dodał się automatycznie. Mam nadzieję przynajmniej, że się dodał :O

ask.

piątek, 9 sierpnia 2013

Rozdział XVII - "Miłość kpi so­bie z rozsądku. I w tym jej urok i piękno."

Mecz w Tuluzie wygraliśmy 3:2 i w wesołym nastroju wróciliśmy do Polski. Wylądowaliśmy na warszawskim Okęciu. Siatkarze dostali wolne do środy i razem ze Zbyszkiem pojechałam do domu.
- Nie ma nikogo? - spytałam, gdy weszliśmy do środka. Zaczęłam się rozglądać. W końcu postanowiłam zajrzeć do pokoju Laury. W zwyczaju miałam to, że wchodziłam bez pukania, ale gdy otworzyłam drzwi od razu tego pożałowałam. - O mój Boże! - krzyknęłam, zamykając za sobą.
- Co się stało? - Zbyszek, jakby zmaterializował się obok, słysząc mój krzyk. Bez słowa ruszyłam w stronę salonu, a on za mną. Po chwili do pomieszczenia wpadł mój tata razem z Laurą.
- Kochanie to nie tak jak myślisz.. - zaczęła.
- Bluzkę masz odwrotnie założoną! - wskazałam. - Zostawiłam cię tu, żebyś sobie przemyślał sprawę z mamą, a nie uwodził moją gospodynie! - zwróciłam się do taty. - A ty.. Gdzie jest Zosia?
- Kto? - spytała, próbując przekręcić bluzkę na sobie.
- Mała, dziesięcioletnia blondynka, która mówi do ciebie mamo.
- U koleżanki.. - odpowiedziała, gdy udało jej się ogarnąć.
- Wiem jak to wyglądało.. - zaczął się usprawiedliwiać.
- Gwarantuje ci, że nie wiesz.. - skrzywiłam się, próbując wymazać ten obraz z pamięci. - Musimy porozmawiać. - zwróciłam się do taty i ruszyłam w stronę drzwi. Bez słowa poszedł za mną i razem wyszliśmy na taras.
- Wiem, że możesz być zdenerwowana ze względu na twoją mamę, ale..
- Nie ze względu na nią. - przerwałam mu szybko. - Laura jest dla mnie, można powiedzieć jak matka i nie chcę żeby cierpiała po tym jak wyjedziesz.. Przecież ona jest zupełnie inna, niż mama.. - pokręciłam głową nie rozumiejąc.
- Może właśnie dlatego mi się spodobała? - spytał i nie czekając na odpowiedź kontynuował.- Spędziliśmy naprawdę miło ten tydzień. Polubiliśmy się i ostatnie czego chce to ją skrzywdzić.
- A co z mamą?
- Rozwodzimy się i nie ma już szansy na zmianę decyzji. Teraz wiem na pewno, że między nami nie ma w ogóle chemii.
- Traktujesz Laurę poważnie?
- Jak najbardziej. - odpowiedział, patrząc mi prosto w oczy.
- Chodź.. - pokręciłam głową i weszłam ponownie do salonu, gdzie Zbyszek i Laura siedzieli na kanapie. Gdy mnie zobaczyła wstała zestresowana. - Macie moje błogosławieństwo.. - westchnęłam. Cała rozpromieniona mnie przytuliła. - I obiecuję, że już nigdy nie wejdę do Ciebie bez pukania. - dodałam, kręcąc głową. Wszyscy się zaśmiali.
- Może zrobię kolacje? - odezwała się, gdy emocję już opadły.
- A Zosia nocuję u tej koleżanki? -  spytałam. Skinęła głową, a ja wpadłam na pewien pomysł.- Wiecie co.. chyba powinnam Wam jakoś zrekompensować to, że wam przerwałam..
- No co ty..
- Nalegam. Zjedzcie kolację gdzieś na mieście, oczywiście na mój koszt. Jeśli mogę doradzić to w hotelu Hilton jest świetna restauracja. A co tam - machnęłam ręką. - Możecie wziąć tam nawet pokój. To kilkadziesiąt kilometrów stąd, więc choćbym chciała to wam nie przeszkodzę.
- Chcesz się nas pozbyć z domu? - spytał z lekkim uśmiechem.
- Mamy zamiar ze Zbyszkiem cały wieczór oglądać filmy przy pizzy i piwie, więc szczerze obojętne mi jest to, czy będziecie, czy nie.. Chciałam wam sprawić prezent, ale jeśli nie chcecie.. Tym bardziej, że dzisiaj nie ma Zosi, a nie wiadomo kiedy taka okazja się powtórzy - wzruszyłam ramionami.
- Co ty na to? - zwrócił się do Laury.
- Może to nie jest zły pomysł?
- To co rezerwować stolik? - spytałam z wielkim uśmiechem na twarzy.
- Nie musisz płacić.
- Tato, ale chce. - odparłam tonem nie znoszącym sprzeciwu. Wyciągnęłam telefon i wyszłam na zewnątrz. Zarezerwowałam stolik i największy pokój, jaki był dostępny. Gdy wróciłam w salonie zastałam jedynie Zbyszka.
- Czasami się ciebie boje.. - zaśmiał się, kręcąc głową. Opadłam na kanapę obok niego.
- I dobrze. - odpowiedziałam, włączając telewizor. - Na co masz ochotę? - spytałam, patrząc na niego. Uśmiechnął się przebiegle. - Mówiłam o kolacji..
- Zdaję się na ciebie.


Gdy zostaliśmy sami zajęłam się kolacją. Powoli oswajałam się z myślą o moim ojcu i Laurze. To była ostatnia rzecz jakiej się spodziewałam, ale jeśli są szczęśliwi to mi nic do tego.
- Pomóc ci? - poczułam wielkie ręce Bartmana na biodrach.
- Szkoda, że proponujesz to jak wykładam jedzenia na talerz.. - pokręciłam głową.
- Wiesz.. tak sobie myślałem co Kubiak mógł sobie pomyśleć.. - oparł się o blat kuchenny. - Biorąc pod uwagę to, że myślał, że jesteś sama.. - urwał, patrząc na mnie.
- Pewnie pomyślał, że oglądam jakiś film.. - wzruszyłam ramionami.
- Albo, że sama się.. - chrząknął. A mnie zamurowało z nożem w ręce.
- Czy ja wyglądam na osobę, która to robi? - spytałam. Wyglądał tak, jakby chciał coś powiedzieć, ale się powstrzymał. Spiorunowałam go wzrokiem.
- Teraz zdałem sobie sprawę z tego, że niebezpiecznie jest śmiać się z ciebie, gdy masz nóż w dłoni. - odsunął się na bezpieczną odległość. - Nie zjem tyle.. - wskazał na talerz z większą porcją.
- To jest dla mnie. - powiedziałam nieśmiało, a on wybuchnął śmiechem. Walnęłam go w klatkę piersiową, po czym natychmiast umilkł. - Idź nakryj do stołu na tarasie. Ja się muszę przebrać. - zdjęłam fartuszek i wyszłam z kuchni. Przebrałam się i wyszłam na taras, gdzie Zbyszek zapalał świece. Nie myślałam o tak romantycznym klimacie, ale nie miałam nic przeciwko. Zmierzył mnie wzrokiem i się uśmiechnął. Widocznie "ładnie wyglądasz" nie mogło mu przejść przez gardło.
- Dziękuję. - powiedziałam, gdy odsunął mi krzesełko, po czym usiadł na przeciwko. Nie lubiłam takich sytuacji, ale widocznie Zbyszek tak, więc nie chciałam nic mówić. Otworzył wino i nalał mi do kieliszka.
- Smacznego. - uśmiechnęłam się. W ciszy zaczęliśmy jeść kurczaka po tajsku.
- Rewelacja.. - mruknął, odkładając sztućce.
- Dziękuję, przyniosę deser. - wstałam i ruszyłam w stronę lodówki. Wyjęłam z niej dwa pucharki i wróciłam na taras.
- Co to? - spytał, gdy postawiłam jeden przed nim.
- Eton Mess.. - opowiedziałam, a on popatrzył na mnie pytająco. - Angielski deser. Justin go uwielbia, więc nauczyłam się go robić. - dodałam.
- Poczekaj chwilę.. - powiedział, gdy skończyliśmy. Wszedł do domu, a po chwili usłyszałam cichą muzykę. Wrócił i wyciągnął dłoń w moim kierunku. - Zatańczysz ze mną? - spytał, a ja zakryłam usta dłonią, żeby się nie roześmiać.
- Serio? Będziemy tańczyć?
- Cicho bądź i wstawaj.. - mruknął zniecierpliwiony. Posłusznie wstałam wciąż powstrzymując się od śmiechu. Zaczęliśmy się kołysać, a ja oparłam głowę o jego ramie i zaczęłam chichotać.
- Z czego się śmiejesz?
- Bartman naoglądałeś się tanich komedii romantycznych. To jest głupie.. - powiedziałam szczerze.
- Wiem. - odparł, uśmiechając się.
- To dlaczego to robimy?
- Bo chciałem cię pocałować, a przez stół nie mogłem..
- Jejku.. - odetchnęłam z ulgą. - Już się bałam, że lubisz te romantyczne pierdoły.. - powiedziałam, po czym wpiłam mu się w usta. Od razu odwzajemnił mój pocałunek, zaczynając namiętną walkę języków. Przyciągnął mnie mocniej do siebie, a ja wplotłam palce w jego czarne włosy. Błądził rękoma po moich plecach zjeżdżając coraz niżej. Po chwili podniósł mnie i posadził na stole. Tym samym zrzucając z niego cześć zastawy. Czułam jego oddech na szyi i usta całujące mój dekolt.
- Uwielbiam Cię. - wymruczał mi do ucha. Jednym zwinnym ruchem pozbył się mojej sukienki, dzięki czemu mógł błądzić rękoma po moim prawie nagim ciele.Ściągnęłam mu koszulkę i rzuciłam gdzieś w bok. Mogłam poczuć umięśnione ciało pod palcami. Przejechałam delikatnie dłonią po jego linii kręgosłupa, co sprawiło mu taką przyjemność, że mimowolnie zamruczał. Niemal zerwał ze mnie bieliznę, obdarzając moje ciało milionami pocałunków. Westchnęłam, rozkoszując się tym, po czym sięgnęłam po zapięcie paska, pozbawiając go spodni i bokserek. Złączył nasze ciała w jedno, a z mojego gardło wydostał się głośny, niepohamowany jęk.


Obudziłam się w swoim łóżku. Uśmiechnęłam się, gdy poczułam pod sobą klatkę piersiową Bartmana.
- Dzień dobry.. - mruknął w moje włosy. Położyłam się na brzuchu i podparłam na łokciach.
- W naszym związku nie ma za grosz romantyczności.. - zaśmiałam się, przypominając sobie wczorajszą kolację.
- Wiesz.. Ja cię mogę zabierać częściej na takie romantyczne kolacje przy świecach.
- Nie. - odpowiedziałam stanowczo.
- Za to wszystko inne w naszym związku jest doskonałe.. - uśmiechnął się i mnie pocałował. Przerwało nam moje burczenie w brzuchu, na co oboje wybuchnęliśmy śmiechem.
- Pójdę zrobić śniadanie.. - powiedziałam wstając i zakładając szlafrok. Zeszłam na dół i zastałam tam siedzącą przy stole Zosię.
- Wróciłaś już? - spytałam zaskoczona, cmokając ją w policzek. - Gdzie mama?
- Nie wiem.. Szukałam jej, ale nigdzie jej nie ma.. - odparła. Widocznie jeszcze nie wrócili.
- Zaraz pewnie wróci.. Chcesz coś zjeść? - spytałam, nastawiając wodę na kawę.
- Zrobisz mi naleśniki?
- Pewnie. Jak było u koleżanki?
- Super! Bawiłyśmy się do północy. - powiedziała podekscytowana.
- Wow.. I nie chciało ci się spać? - spytałam z podziwem.
- Nie. - odparła dumnie.
- Proszę.. - postawiłam przed nią talerz z dwoma naleśnikami z truskawkami.
- Mogę zjeść przed telewizorem skoro nie ma mamy? - popatrzyła na mnie maślanymi oczami.
- Tylko jej nie mów.. - uśmiechnęłam się.
- Cześć Zbyszek.. - przywitała się z nim, gdy minęli się w drzwiach.
- Cześć Zosia. - odpowiedział, patrząc na nią z góry. Usiadł za stołem i patrzył jak krzątam się po kuchni. Zjedliśmy śniadanie i dołączyliśmy do Zosi. Na obiad Zbyszek pojechał do rodziców, próbując mnie też zaciągnąć. Po dwudziestu minutowych dotarło do niego, że dziwne byłoby przyprowadzenie swojej fizjoterapeutki na rodzinny obiad.


- Jak było u rodziców? - spytałam, gdy siedzieliśmy w "jego miejscu".
- Była moja siostra, więc było wesoło. - odpowiedział, wywracając oczami. Nie wiem dlaczego tak dramatyzował, na jego miejscu byłabym w siódmym niebie gdybym miała taką siostrę.- A jak tam twój tata? Jak długo zostaje?
- Jutro już wyjeżdża.. A właśnie bo dzisiaj zaproponowałam, że zostanę z Zosią, żeby mogli spędzić ostatni wieczór razem..
- Powtórka z wczoraj? - uniósł brwi.
- Ale bez kolacji. - wyszczerzyłam się.
- Zaakceptowałaś już jego związek z Laurą?
- Ta.. Nigdy nie widziałam, żeby uśmiechał się tak często.. W sumie rzadko go widywałam.. - zmarszczyłam brwi. 
- Nie mieszkał z tobą?
- Mieszkał. Mieliśmy duży dom, a on poruszał się jedynie miedzy kancelarią, a gabinetem, który był w innej części domu. Jak spotykaliśmy się przy stole to i tak było dobrze..
- A mama?
- Miała gabinet koło niego i kancelarię w tym samym miejscu.
- Dlatego praktycznie wychowała cię babcia?
- Ona nie miała gabinetu. - zaśmiałam się. - Wskakujemy? - wstałam i zdjęłam bluzkę. Nie chciałam drążyć dalej tego tematu. Bez słowa wstał rozbierając się - Na trzy.. Raz.. Dwa..  TRZY..


Wróciliśmy do domu przed 18 i minęliśmy się w drzwiach z Laurą i tatą. Zrobiłam dla naszej trójki kolację i wszyscy razem zalegliśmy na kanapie oglądając Króla Lwa. W połowie wyszłam na taras odebrać telefon.
- Słucham..
- No hej.. Co słychać? - usłyszałam głos Justina.
- Opiekujemy się Zosią razem ze Zbyszkiem.
- Wprawiajcie się, bo za kilka lat może wam się do przydać - zaśmiał się.
- Powiedz, że dzwonisz z informacją o odwołanym ślubie..
- Nie. - odpowiedział automatycznie. - Dzwonie w przeciwnej sprawie. Sara dała mi listę rzeczy, które muszę zrobić, a nie wiem jak się za to zabrać.. Nie będziesz może w USA w najbliższym czasie?
- Niestety nie. Tym razem musisz poradzić sobie sam. Poza tym dzwonisz do mnie, żebym pomogła ci w organizacji wydarzenia, które zrujnuje ci życie? Naprawdę masz mnie za tak złą przyjaciółkę?
- Nie, skąd. Jesteś wzorem przyjaciółki..- odpowiedział.
- Wiem, a teraz wybacz bo zaraz scena śmierci Mufasy - powiedziałam i się rozłączyłam. Stanęłam jak wryta, gdy zobaczyłam Zosie wtuloną w śpiącego Bartmana. Oboje spali jak zabici na kanapie. Uwieczniłam to aparatem i rozłożyłam się w fotelu z miską popcornu, chcąc dokończyć bajkę. "Powtórka z wczoraj".. Jasne.


Rano Zbyszek wstał z okropnym bóle karku, ale po masażu wszystko wróciło do normy. Pojechał do Bydgoszczy jako pierwszy. Nie chciałam wzbudzać podejrzeń, tym że wrócilibyśmy razem. Kończyłam pakowanie, gdy usłyszałam dzwonek do drzwi.
- Ian.. Co ty tutaj robisz? - spytałam zdziwiona. Nie odpowiedział tylko pokazał mi to co trzymał w ręce.
- O Boże..

_____________
Ponad 7 tyś. wyświetleń, 131 komentarzy.. Dziękuję :) Kolejny rozdział w niedziele :) Bardzo proszę o komentarze :)

ask.

wtorek, 6 sierpnia 2013

Rodział XVI - "Francja cz.2"

Oczami Zbyszka...

Wróciłem po cichu do pokoju. Na szczęście Misiek jeszcze spał. Wślizgnąłem się do łóżka, tak jakbym w ogóle z niego nie wychodził.Wiedziałem, że nie zasnę po takiej nocy. Jeszcze z nikim nie było mi tak dobrze. Uwielbiałem tą dziewczynę, mimo to, że zawsze stawiała na swoim. Nie wiem jak mogłem być tak głupi i mieć wątpliwości co do naszego związku. Nie było łatwo, ale ona była warta poświęceń.
- Wstałeś już? - usłyszałem zaspany głos Kubiaka.
- Kilka minut temu - mruknąłem.
- Masz zajebiście mocny sen.. Mówiłem wczoraj do ciebie, gdy się obudziłem, a raczej mnie obudzono, a ty nic..
- Kto cię obudził? - spytałem chcąc zmienić temat.
- W sumie nie wiem.. Dziwne odgłosy dochodziły z pokoju Julki.. - chrząknął zawstydzony. - Może jakiś film oglądała..
- Pewnie tak.. - odpowiedziałem, próbując powstrzymać się od śmiechu. Wiedziałem, że Julka jest głośna, ale nie sądziłem, że słychać ją przez ściany.
- Rozmawiałem z nią wczoraj. To naprawdę świetna dziewczyna, ten Ian to ma szczęście.. - wstał kręcąc głową. Oj, nie on tylko twój najlepszy przyjaciel. - A i przestań się w końcu kłócić z nią o ten film. Wczoraj wyglądała jakby się przejęła tym, że kłócicie się o takie głupoty. Co to za różnica, czy się wybudził czy nie.. - krzyknął z łazienki. O co mu chodzi? Nie chciałem się wkopać, więc nawet nie pytałem.

Weszła do stołówki z wielkim uśmiechem na twarzy. Wyglądała przesłodko w białej sukience na ramiączkach. Stanęła w kolejce za mną.
- Cześć - przywitała się, a w jej oczach zauważyłem wesołe iskierki.
- Cześć, wyspana? - spytałem, powstrzymując się przed pocałowaniem jej. Co się ze mną dzieje?
- Bardzo.. - odpowiedziała, mrużąc oczy.
- Widzisz, a Kubiak nie bo ktoś za ścianą mu nie dał spać..
- Przecież ja mam pokój koło was. - zauważyła marszcząc brwi. Patrzyłem na nią, czekając, aż się zorientuje. - O mój Boże. - zakryła usta dłonią, a jej oczy miały jeszcze większy rozmiar. - Słyszał nas? - szepnęła.
- Ciebie. - odparłem.
- Już myślałam.. Mam zbyt donośny głos.. - pokręciła głową z grymasem na twarzy, nakładając na talerz jajecznice. - Co konkretnie mówiłam?
- Chodzi o to, że nie mówiłaś.. - uśmiechnąłem się i uniosłem znacząco brwi. Przeanalizowała sobie wszystko i otworzyła szeroko usta. Rozejrzała się po całej sali, a gdy zobaczyła go przy jednym ze stolików, szybko się odwróciła. - Zjem w pokoju. - powiedziała i zanim zdążyłem odpowiedzieć już jej nie było. Nałożyłem sobie na talerz parę naleśników i dosiadłem sie do Igły, Kubiaka i Ziomka.
- Gdzie Julka poszła? - spytał Ignaczak.
- Musi coś załatwić przez telefon i powiedziała, że zje u siebie. - skłamałem automatycznie. Widziałem jak Kubiak uśmiecha się pod nosem. Włożyłem do ust duży kawałek naleśnika, żeby się nie roześmiać.
- Nie mogę się doczekać tego koncertu, pamiętacie jakie show zrobiła na tym rozdaniu nagród?- odezwał się Ziomek.
- Jejku, wtedy jeszcze jej nie znaliśmy.. - pokręcił głową Igła.
- Wtedy miałem  wyższą samoocenę.. - zaśmiałem się.
- Jak większość z nas. - mruknął Igła, któremu dostawało się częściej, niż mi. Skończyłem jeść i wstałem. Chciałem mieć więcej czasu na rozgrzewkę. Odniosłem talerz i ruszyłem w stronę szatni. Przebrałem się i wyszedłem na boisko, na którym Julka odbijała piłkę.
- Gdzie Kubiak? - spytała, gdy mnie zobaczyła. Zaśmiałem się. - I z czego się śmiejesz? - oburzyła się i z całej siły dostałem w klatkę piersiową.
- Au. - syknąłem. Siłę miała, nie ma co.
- To twoja wina.
- Jakby nie patrząc.. - uśmiechnąłem się, robiąc unik przed kolejnym ciosem.
- Wystaw mi.. - powiedziała, odchodząc dalej.
- A co z twoją ręką?
- Wolisz, żeby walnęła ciebie, czy w piłkę? - spytała zniecierpliwiona. Zrezygnowany wystawiłem jej, a ona walnęła idealnie w róg boiska. Reszta drużyny zaczęła się pojawiać.
- Ja uciekam do pokoju..
- Wpadnę do ciebie jak Kubiak zaśnie.
- Ok, ale nie licz na wiele. Muszę sprawić, żeby jak najszybciej zapomniał o tym co usłyszał. - rzuciła przez ramie i wyszła z pomieszczenia. Zacząłem żałować, że cokolwiek jej mówiłem.

- Co byś zrobiła, gdybym teraz wyjął pierścionek i ci się oświadczył? - spytałem, gdy leżeliśmy u niej na łóżku i oglądaliśmy film, w którym grał Justin.
- Umówiłabym cię na wizytę do psychiatry. - odpowiedziała, a ja się zaśmiałem. Wtuliła się bardziej w moje ramiona. Byłem szczęśliwy. Mógłbym leżeć z nią tak już zawsze. - Julka..
- Hm? - mruknęła w moja koszulkę. Odwagi, pomyślałem.
- Kocham Cię.. - szepnąłem. Ale jestem idiotą. Zamiast powiedzieć to po męsku to ja SZEPNĄŁEM. Podniosła głowę i popatrzyła na mnie. Serce biło mi w zawrotnym tempie, gdy czekałem na odpowiedź.
- Skąd wiesz? - spytała. No tak, mogłem się spodziewać tego, że nie odpowie mi po prostu "Ja ciebie też."
- Stąd, że jesteś pierwszą dziewczyną, która wkurza mnie tak bardzo, a mimo to za każdym razem gdy cię widzę mam ochotę cię pocałować - odparłem bez zastanowienia, patrząc jej prosto w oczy.
- W takim razie.. - zaczęła, ale po chwili urwała. - Ja ciebie bardziej, bo za każdym razem mam ochotę się na ciebie rzucić. - uśmiechnęła się nieśmiało. Chyba pierwszy raz widziałem ten uśmiech i pewnie ostatni. Musnęła dłonią mój policzek. Pochyliłem się i delikatnie ją pocałowałem. Było idealnie.

Następnego dnia Julka pojechała do Paryża na próby. Od razu zauważalna był różnica, podczas jej nieobecności. Nie tylko ja to odczuwałem. Igła wyglądał tak jakby zdechł mu ukochany pies. Mecz z Francją wygraliśmy 3:1 i zaraz po niej wszyscy udaliśmy się do autobusu. Jak się okazało Julka na koncert zaprosiła również Antka i zabrał się z nami. Przez te półtora godziny w autobusie panował wesoły gwar. Inicjatorem zabawy jak zwykle był Ignaczak.
- Humor wrócił, bo zaraz zobaczysz Julkę, nie? - wyszczerzyłem się do niego.
- Nawet nie wiesz jak się za tą złośnicą stęskniłem. - pokręcił głowa, jakby sam był tym zaskoczony. Rozumiałem go doskonale. Julka była typem dziewczyny do której przywiązywało się w mgnieniu oka. Dojechaliśmy na miejsce, a mnie zamurowało. Myślałem, że na mecze siatkówki przychodzą tłumy, ale liczba osób stojących przed wejściem wbiła mnie w ziemie. Gdy wyszliśmy z autobusu podszedł do nas jakiś francuz i kazał iść za sobą. Jak się okazało wprowadził nas od tyłu do loży vipów. Siedzieliśmy na balkonie, skąd widać było wszystko idealnie. Pierw na scenie pojawiła się jakaś francuska piosenkarka, która miała rozgrzać publiczność. Gdy po półgodzinnym występie zeszła ze sceny cała hala krzyczała "Julie". Nagle światła zgasły, a ona zaczęła śpiewać. Aplauz był porażający. Po chwili reflektory ją oświetliły i zobaczyłem jak pięknie wygląda. Stała na środku sceny, ubrana w długą niebieską suknie. Śpiewała wolną piosenkę o miłości, w odpowiednich momentach pokazując swój naprawdę mocny wokal. Tłum kołysał się w prawo i lewo, świecąc telefonami. Jednym słowem magia. Gdy skończyła, światła znów zgasły, a już po chwili Julka tańczyła w legginsach i krótkim topie wśród kilkunastu tancerzy. Swoją energią porwała chyba każdego. Do publiczności zwracała się.. po francusku, nawet nie wiedziałem, że potrafi mówić w tym języku. W połowie poprosiła na scenę cztery dziewczyny, które z nią śpiewały i tańczyły. Koncert skończył się po 3 bisach.

Czekaliśmy na Julkę w autobusie już pół godziny, ale wszyscy byli tak nakręceni po koncercie, że nikt chyba tego nie zauważył. W końcu wparowała do autobusu, po czym została nagrodzona gromkimi brawami. Uśmiechnęła się i ukłoniła.
- Nareszcie. - wyszczerzył się Igła, machając do niej, żeby zajęła miejsce obok niego.
- Igła skarbie.. Jestem zmęczona i ostatnie na co mam ochotę to siedzenie obok ciebie.. - uśmiechnęła się przepraszająco i opadła na siedzenie z przodu.
- Jeszcze się nią Krzysiu nacieszysz.. - uśmiechnął się Możdżon. Ignaczak westchnął zawiedziony i nałożył słuchawki na uszy. Robiłem się senny, więc zrobiłem to samo.

Oczami Julki..

Otworzyłam oczy i usiadłam prosto. Cały czas byliśmy w autobusie, ale miałam nadzieję, że to już 2/3 siedmiogodzinnej podróży. Rozejrzałam się po autobusie. Większość siatkarzy spała. O dziwo, nawet Igła padł i teraz leżał rozłożony na tyłach autobusu. Zaczęłam grzebać w torbie, ale tak jak myślałam, nie wzięłam książki. Wyjęłam za to telefon ze słuchawkami i włączyłam muzykę na fula. Nawet nie wiem kiedy ponownie zasnęłam.
- Wstawaj śpiochu.. - usłyszałam niski głos Bartmana i zanim otworzyłam oczy, uśmiechnęłam się. - Wiem co ci chodzi po głowie, ale nadal jesteśmy w autobusie. - szepnął mi do ucha, a ja się podniosłam.
- Gdzie jesteśmy? - spytałam, przeciągając się. W autobusie panował gwar i wszyscy się już zbierali.
- Zaraz będziemy.. - uśmiechnął się. - Chciałem cię ostrzec, żebyś nie musiała wychodzić w takim stanie.. - popatrzył na moje włosy.
- Biedaku, a ciebie nikt nie ostrzegł.. - pokręciłam głową z współczuciem. Wyjęłam lusterko i westchnęłam. Przeczesałam włosy palcami i schowałam wszystko do torebki.
- Ja jestem przystojny nawet po siedmiu godzinach w autobusie.. - odpowiedział z szerokim uśmiechem.
- Yhm. - mruknęłam.
- Słuchajcie! - krzyknął trener, wstając ze swojego miejsca. - Po kolacji macie dwie godziny czasu wolnego. Możecie wyjść na miasto. O 23 macie być w swoich łóżkach, bez wyjątku bo jutro rano mamy trening.
- Słyszałeś Bartman w swoich łóżkach.. - powiedziałam cicho, a on się tylko skrzywił.

Zostawiłam walizkę w hotelowym pokoju i zeszłam do restauracji. Umierałam z głodu. Nałożyłam sobie dwa omlety i zajęłam miejsce obok Igły.
- Teraz masz ochotę koło mnie siedzieć? - spytał poważnym tonem.
- Teraz twoje ciągłe gadanie irytować będzie mnie trochę mniej.. - odpowiedziałam, na co Ziomek wybuchnął śmiechem.
- Tęskniłem za tobą. - odparł Igła z uśmiechem. Sięgając po szklankę wody. - Smakuję jak woda z kranu.. - skrzywił się.
- Bo to jest woda z kranu. - zaśmiałam się. - Francuzi piją taką.
Pokręcił jedynie głową i zajął się jedzeniem. Po kolacji razem z nim, Ziomkiem i Zibim  ruszyliśmy na miasto.
- Co chcecie zobaczyć? - spytałam, gdy wsiadaliśmy do taksówki. Byłam w Paryżu kilka razy i widziałam wszystko co warto tu zobaczyć.
- Wieżę Eiffla. - odpowiedział Zbyszek.
- Notre-Dame. - odparła reszta.
- Przyjechać do Paryża i nie widzieć tej wieży? - jęknął Bartman.
- My już widzieliśmy.. Byliśmy to dwa lata temu i nie zdążyliśmy zobaczyć Notre-Dame. - wyjaśnił my Ziomek.
- Mam pomysł.. Ja pójdę ze Zbyszkiem, a wy razem i każdy szczęśliwy.
- Świetny pomysł. - skinął Igła z uśmiechem.
Tak jak ustaliliśmy podjechaliśmy pod Notre-Dame i wysadziliśmy chłopaków, a my ruszyliśmy dalej. W końcu znaleźliśmy się przy wieży. Już sam widok z dołu, oświetlonej budowli zapierał dech w piersiach. Nie mogłam się doczekać, aż Zbyszek zobaczy widok z góry. Wjechaliśmy na górę i tak jak myślałam widok nas nie zawiódł.
- Miałaś bardzo dobry pomysł z tym, żebyśmy się rozdzielili.. - uśmiechnął się do mnie.
- Wiem.. Widziałam tą katedrę chyba pięć razy.. - pokręciłam głową, udając, że nie wiem o co chodzi. Na górze było kilka osób, ale ja ubrana byłam w duży kapelusz i okulary. W lustrze sama siebie nie poznałam.
- Wiesz kochanie mam takie dziwne przeczucie.. - powiedział. Staliśmy przytuleni patrząc na nocna panoramę Paryża.
- Jakie? - popatrzyłam na niego zaciekawiona.
- Że powinniśmy zapamiętać ten moment. że będzie to moment, który będziemy opowiadać naszym wnukom.
- Chcesz mieć ze mną wnuki?
- Jeśli odziedziczą po mnie urodę to tak.. - wyszczerzył się. Pokręciłam głową ze śmiechem i wtuliłam się w niego ponownie.


________________
Rozdział już jest :) Mam dla Was dobrą wiadomość (mam nadzieję). Mam kilka rozdziałów do przodu i dzięki temu będą one publikowane 3 razy w tygodniu! :) Wtorek, piątek i niedziela :)

W razie pytań..
ask

piątek, 2 sierpnia 2013

Rozdział XV - "Francja cz. 1"

- Wszyscy są? - krzyknął trener, gdy czekaliśmy na odprawę. Nikt nic nie zgłaszał, więc powoli wchodziliśmy na pokład samolotu. Miałam ogromny problem ze wstaniem, właściwie to nic nowego. Nie wiem jak udało mi się wstać o piątej, ubrać się i w drodze na lotnisko odwiedzić jeszcze Wiktorię. Siatkarze śmiali się ze Zbyszka i jego przywiązania do mamy. Nie chciałam, żeby zaczęli coś podejrzewać, więc śmiałam się najgłośniej, co Zibiego jeszcze bardziej denerwowało. Zajęłam swoje miejsce, jak się okazało między Wroną, a Kubiakiem. Idealnie.
- Cześć. - uśmiechnął się do mnie Andrzej. - Jak tam po imprezie?
- Miewałam lepsze poranki. - odpowiedziałam i przypomniałam sobie tamtą pobudkę.
- O wypraszam sobie.. Spałaś koło mnie, więc lepszego poranka nie mogłaś mieć nigdy. - wyszczerzył się Kubiak.
- Jakiś ty skromny.. - pokręciłam głową z uśmiechem. Zerknęłam na Zbyszka, który siedział po drugiej stronie, obok Ignaczaka, który zawzięcie mu coś opowiadał. Rozejrzałam się, żeby zorientować się kto gdzie siedzi. Wstałam i klęknęłam na siedzeniu, żeby widzieć Bartka, który siedział za mną.
- Jak tam? - spytałam, uśmiechając się przyjaźnie. - Słyszałam, że masz problem z lataniem..
- A nie, już jest coraz lepiej. - odpowiedział i trochę się zarumienił.
- Ciesze się. - odpowiedziałam, posyłając mu szczery uśmiech. Zajęłam swoje miejsce i zapięłam się pasami bo za chwilę mieliśmy startować.


- Pobudka. - usłyszałam i otworzyłam oczy. Leżałam na ramieniu Kubiaka. Widocznie musiałam zasnąć.
- Jesteśmy? - spytałam zaspanym głosem.
- Ta.. - mruknął Misiek, rozgrzewając ramię, na którym spałam.
- Wybacz.. - uśmiechnęłam się nieśmiało. - Rozmasuję ci je na miejscu.
Wyszliśmy na lotnisku we Francji. Wzięłam swój bagaż i weszłam do autobusu, którym mieliśmy jechać do hotelu.  Usiadłam na przednim siedzeniu i wyjęłam książkę.
- O nie, nawet o tym nie myśl.. - podniosłam wzrok i zobaczyłam Igłę, który wszedł właśnie do autobusu przed Zbyszkiem. - Idziesz do nas. - powiedział, tonem nie znoszącym sprzeciwu.
- Nie.. - zaczęłam, ale złapał mnie za rękę i pociągnął za sobą. Westchnęłam i ruszyłam za nim. Zajęłam miejsce między nim, a Możdżonem i otworzyłam książkę, żeby nie patrzeć na Bartmana.
- Zbysiu, nie zrobiła ci mama jakichś kanapek na drogę? - zarechotał Igła. - Zjadłbym coś..
- Zbyszek najadł się już wczoraj, więc kanapki już mu nie były potrzebne.. - dodał Możdzonek.
- Teraz wiemy, dlaczego Zibi jest sam.. - odezwałam się, nie spuszczając wzroku z książki. - Żadna kobieta nie dbała o niego tak jak mama.. - wszyscy w pobliżu wybuchnęli śmiechem. Nie mogłam się powstrzymać i spojrzałam na Zbyszka, uśmiechając się z satysfakcją. Jeden zero dla mnie.
- Masz rację jeszcze takiej perfekcyjnej nie znalazłem. - odparł, a ja przestałam się uśmiechać. Dobra, remis. Usłyszałam dźwięk telefonu. Na wyświetlaczu pojawiła się moja menadżerka.
- Słucham? - odebrałam.
- Jesteś już we Francji? - spytała od razu.
- Tak, właśnie jadę do hotelu, stało się coś? - przestraszyłam się.
- Masz propozycję zagrania koncertu dla ponad miliona osób w sobotę, we Francji oczywiście.
- Ale jak..
- To koncert charytatywny ktoś się wycofał w ostatniej chwili.. Mają nóż na gardle, bo sprzedaż biletów rusza jutro, a oni nie wiedzą co z artystką
- Ale w sobotę jest mecz, ja pracuję..
- Julie, rozumiem. Pomyśl może też o karierze, bo jak znikniesz nawet na chwile to potem możesz juz nie wrócić na szczyt. Już nie będę nic mówiła o koncertach, które odwołałaś.
- Dobra, spytam trenera i oddzwonię. - rzuciłam i się rozłączyłam. Dojechaliśmy właśnie na miejsce i w autobusie panował straszny tłok. Przepchnęłam się i stanęłam oko w oko z Anastasim. Wytłumaczyłam o co chodzi i bez problemu się zgodził. Emily, moja menadżerka miała się zając wszystkim. Poprawił mi sie znacznie humor. Uwielbiałam koncerty, a szczególnie te, przed tak liczną publicznością. Gdy myślałam, że nie może być lepiej, zobaczyłam swój  pokój. Niech tylko Igła go zobaczy. Wzięłam szybko kąpiel i  przebrałam się.
Gdy weszłam na halę zobaczyłam, że panuje zamieszanie. Na boisku wszyscy zgromadzili się wokoło Antonina Rouziera.
- Poznaj naszą fizjoterapeutkę. - zwrócił się do niego Ruciak, gdy mnie zauważyli. - Julie. Julka to jest Antek.
- Miło mi cię poznać - zwrócił się do mnie z uroczym akcentem. Na żywo wyglądał jeszcze przystojniej niż w telewizji.
- Mnie również. - odpowiedziałam uśmiechając się. Usiadłam na trybunach. Nie chciałam im przeszkadzać. Gdy chłopaki zaczęli trening, Antek usiadł obok mnie.
- Byłem kiedyś na twoim koncercie. - zagadnął, zerkając w moją stronę. - Do tej pory jestem pod wielkim wrażeniem.
- Dziękuję. - uśmiechnęłam się. - W piątek występuję w Paryżu o 21, więc możesz zabrać sie z chłopakami i przyjechać. - dodałam. Już ustaliłam z trenerem, że po meczu, który był o 14:30 siatkarze przyjadą do Paryża, który jest po drodze do Tuluzy, gdzie mają zagrać mecz w niedziele.
- Z chęcią, jeśli tylko mnie wezmą. - odpowiedział. - Byłaś kiedyś w Rouen?
- Nie, to mój pierwszy raz. Jeśli jestem we Francji to jedynie w Paryżu..
- Jeśli chcesz to mogę pokazać ci miasto.. Naprawdę warto, bo to cudowne miejsce.
- Z chęcią, ale nie wiem co na to mój chłopak.. - zmarszczyłam brwi.
- Nie ma go tutaj, a poza tym to nie będzie randka. - odparł szybko. No tak.. Myśli, że chodzi mi o Iana. Co mam powiedzieć? Mój chłopak tu jest, właśnie na nas zerka?
- W sumie.. - wzruszyłam ramionami.
- Możesz się teraz wyrwać, czy nie bardzo?
- Poczekaj zapytam.
Wstałam i ruszyłam w stronę Anastasiego. Nie był zadowolony, ale z racji tego, że nikt sie na nic nie skarżył i był główny fizjoterapeuta po dłuższej chwili zgodził się. Wyszłam z Antkiem przed halę i podeszliśmy do.. motocykla.
- Proszę. - wręczył mi z uśmiechem kask.
- Serio? Będziemy jechać tym? - uniosłam brwi zdziwiona, ale też zadowolona. Uwielbiałam jeździć motorem.
- Nie wiesz, że miasto najlepiej zwiedza się na motorze? - wyszczerzył sie. Założyłam kask i wsiadłam na motor. Miał rację. Krajobrazy, które mijaliśmy były niesamowite. Dech zapierało od samego patrzenia na nie. Po godzinnej przejażdżce zatrzymaliśmy się w jedej z francuskich restauracji.
- Na co masz ochotę? - spytał, patrząc w swoją kartę menu.
- Artare de saumon au basilic et aux artichauts.. - powiedziałam, po chwili zastanowienia nienagannym francuskim. Popatrzył na mnie zdziwiony. - Uczyłam się francuskiego.. - wyjaśniłam. - A ty co bierzesz?
- Hmm.. Cuisses de grenouilles sauce poulett ou Escargots de Bourgogne..
- Zastanawiasz się między żabami, a ślimakami? - spytałam już po angielsku, krzywiąc się. On jedynie się zaśmiał.
- Nie wiem dlaczego wszyscy się krzywią.. Wiesz jakie to jest dobre?
- Wierzę na słowo. - odparłam szybko. Złożyliśmy zamówienie i zaczęliśmy rozmawiać o siatkówce jedząc przy tym sery, które nam przyniesiono. Obserwowaliśmy ludzi, którzy nie wiedzieli chyba, że we Francji przed daniem głównym podawane są przekąski. Zanim nie zostaną one zjedzone kelner nie przyniesie zamówienia. Po wielu namowach Antka, dałam się przekonać na spróbowanie jego dania. Z grymasem na twarzy połknęłam małą porcję. Nie była zła, ale wątpię żebym spróbowała jej jeszcze kiedyś. Gdy podwiózł mnie pod hotel zobaczyłam, że na jednej z ławek siedzi Zbyszek z Kubiakiem. Cudownie..
- Dziękuję. - zwróciłam się do Antka, oddając mu kask.
- Polecam się na przyszłość.. - powiedział z uśmiechem i odjechał.
- Cześć.. - podeszłam do nich.
- Hej. - odpowiedział mi Kubiak. - Gdzie byliście?
- Pokazywał mi miasto.. - wzruszyłam ramionami, zerkając kątem oka na Zbyszka.
- Idę do pokoju.. - mruknął i ruszył w stronę wejścia. Zobaczyłam jak znika za drzwiami.
- Nie przejmuj się. - Kubi też wstał i objął mnie ramieniem. - Od treningu chodzi jakby go coś ugryzło. - westchnął. - Chodź, bo robi się zimno.
Weszłam do pokoju i rzuciłam torebkę na łóżko. O co chodziło Zbyszkowi? Przecież nic złego nie zrobiłam. Wyciągnęłam telefon i napisałam do niego, pytając czy możemy porozmawiać. Nie odpisał mi, ale po chwili usłyszałam pukanie do drzwi.
- Wejdź. - krzyknęłam. Wszedł do środka, zamykając za sobą. - Możesz mi powiedzieć o co ci chodzi? - spytałam, wciąż siedząc na łóżku. Stanął przede mną i włozył ręce do kieszeni.
- O co mi chodzi? - powtórzył, unosząc brwi. - No nie wiem.. Pamiętasz jak robiłaś mi wyrzuty o Paulę? A dzisiaj pojechałaś z Antkiem na przejażdżkę..
- Właśnie, na przejażdżkę.
- A to jak wrócimy to mogę zabrać Paulę i pokazać jej na przykład Rzeszów?
- To nie to samo..
- Tak, bo to ja bym wychodził na tego złego, a nie ty..
- Nie, chodzi o to, że ona jest twoja byłą, a Antek pokazywał mi tylko miasto. Mówiłam mu, że nie wiem czy to spodobałoby się mojemu chłopakowi..
- A co on na to?
- Powiedział, że go tu nie ma, a poza tym to nie będzie randka.. - odpowiedziałam już ciszej.
- Jego tu nie ma - powtórzył, kręcąc głową.
- Chodziło przecież o Iana.. - powiedziałam, wstając. - Mówiłeś, że ci to nie będzie przeszkadzało..
- Nie wiedziałem, że to będzie takie trudne.. - wycedził przez zęby i wyszedł trzaskając za sobą drzwiami. Stałam jak wryta, patrząc w to samo miejsce cały czas. Rozumiem, że to jest dla niego ciężkie, ale przecież się na to zgodził! W końcu się ruszyłam i wyszłam na balkon. Potrzebowałam świeżego powietrza. Oparłam się o barierkę i ukryłam twarz w dłoniach.
- Stało się coś? - usłyszałam. Dopiero teraz zauważyłam, że balkon był dla całego piętra, a pod ścianą swojego okna siedzi Kubiak.
- Pokłóciłam się ze Zbyszkiem.. - westchnęłam, opadając obok niego.
- Znowu poszło wam o Incepcję? - spytał, uśmiechając się lekko.
- Tak.. - skłamałam. I tak nie mogłam mu powiedzieć prawdy. - A ty dlaczego tutaj siedzisz?
- Właśnie skończyłem rozmawiać z Moniką.. - powiedział, patrząc na swój telefon. - Nie wiem co się dzieje.. - pokręcił głową.
- To znaczy?
- Cały czas się kłócimy.. O byle co.. Teraz na przykład zarzuca mi, że spędzam z nią za mało czasu, chociaż wie, że gra w reprezentacji do czegoś zobowiązuje. Wcześniej jej to nie przeszkadzało. Nie wiem o co chodzi..
- Wiesz co.. Związki na odległość są trudne i nie każdy jest gotowy na takie poświęcenie..
- Jesteśmy ze sobą trzy lata.. Dlaczego nie mówiła nic wcześniej? Dlaczego dopiero teraz?
- Może teraz potrzebuję spędzać z tobą więcej czasu? Im dłużej z kimś jesteśmy, tym bardziej się do tego kogoś przywiązujemy..
- A ty i Ian? Cały czas jesteście ze sobą na odległość i jakoś to znosicie..
- Ja i on to coś zupełnie.. innego. Nie warto się nami wzorować. Powinieneś szczerze porozmawiać z Moniką. Bardzo dobrze, że mówi ci o swoich problemach i o tym co jej nie pasuje. Moi rodzice praktycznie ze sobą nie rozmawiali, a teraz biorą rozwód.
- Przykro mi..
- Nie potrzebnie. - odparłam szybko. - Trzymam kciuki, żeby wam się udało. - dodałam z uśmiechem.
- Dziękuję.. - przytulił mnie mocno. - Chcesz to się za ciebie wstawię u Zbyszka i też powiem, że się nie wybudził..
- Nie trzeba. - zaśmiałam się, wstając. - Idę spać, dobranoc.
- Dobranoc.
Weszłam od razu do łazienki i wzięłam gorącą kąpiel. Uwielbiałam leżeć w wannie i się relaksować. No, może gdy nie miałam takich problemów jak teraz. Założyłam koszulę nocną  i wyszłam z łazienki. Stanęłam jak wryta, gdy zobaczyłam Zbyszka, siedzącego u mnie na łóżku. Bez słowa usiadłam obok czekając, aż się odezwie. Po chwili, spojrzałam na niego. Nie mówił nic.
- Chcesz mi coś powiedzieć? - spytałam cicho.
- Nie.. Czekam, aż ty coś powiesz.. - odpowiedział patrząc przed siebie.
- Ok.. - westchnęłam, wstając. - Mówię ci, że możesz mi już powiedzieć, że nie potrzebnie się uniosłeś, bo nic takiego się nie stało.
- Chodziło mi raczej o to, żebyś przyznała, że miałem prawo poczuć się zazdrosny..
- Mam kłamać? - zmarszczyłam brwi. Wiedziałam, że złość mu przeszła i nie zamierzałam ustępować, tym bardziej, że dzięki nocnej koszuli byłam na wygranej pozycji. - Ktoś tu ma problem ze słowem przepraszam.. - pokręciłam głową.
- I tą osobą nie jestem ja.. - uśmiechnął się pod nosem, zbliżając się do mnie powoli.
- Jedno słowo.. - uniosłam brwi, gdy nasze twarze dzieliło zaledwie kilka centymetrów.
- Nawet o tym nie myśl.. - mruknął, po czym przyciągnął mnie do siebie. Jedynie pocałowałam go delikatnie i od razu się odsunęłam. Mierzyliśmy się wzrokiem, ale żadne z nas nic nie powiedziało. Dosyć. Musiałam wyciągnąć tajną broń. Spuściłam nieśmiało wzrok na dół i przygryzłam lekko wargę. Nie musiałam czekać długo na reakcję. Jęknął, zawiedziony swoją słabością i wpił się mocno w moje usta. Odwzajemniłam pocałunek i po chwili leżałam już na nim. W momencie, gdy chciał pozbyć się mojej koszuli oderwałam się od niego.
- Jestem gotowa, żeby to usłyszeć. No chyba, że koszulka zostanie tam gdzie jest.. - uśmiechnęłam się z satysfakcją.
- Serio? - jęknął. Skinęłam głową i patrzyłam w jego zielone tęczówki. - Ok.. Przepraszam. - mruknął tak, że ledwo co słyszałam.
- Słucham? - spytałam, marszcząc brwi.
- Wiem, że słyszałaś.. Nie powtórzę. - powiedział i wpił się ponownie w moje usta.


_________________

Czytałam wasze komentarze i wiem, że chcielibyście rozdziały 3 razy w tygodniu ale niestety to nie jest możliwe. A scenę erotyczna Zbyszka i Julki  macie u góry, choć mam nadzieję, że w dalszych częściach będzie coś lepszego :) Zapraszam na bloga koleżanki.
Mile widziane komentarze bo im więcej ich tym szybciej mi się to pisze :) Możecie podrzucać pomysły na dalsze losy Julki. Kto wie, może któryś z nich wykorzystam? :)

W razie pytań jak zwykle ask. Kolejny już we wtorek! :)