poniedziałek, 15 lipca 2013

Rozdział VII - "Bankiet"

Obudził mnie potworny ból głowy. Nigdy więcej, pomyślałam. Otworzyłam oczy i rozejrzałam sie dookoła. Panowała idealna cisza. Powoli przypominałam sobie wczorajsze wydarzenia. Zbyszka koło mnie nie było. Może zraził się głupotami, które mówiłam? Ukryłam twarz w dłonie. Nigdy więcej.. powtórzyłam w myślach i wstałam. Weszłam do łazienki. Wyglądałam okropnie, zresztą jak zawsze na kacu. Wzięłam długą kąpiel, która zdecydowanie mi pomogła. Ubrałam się i wyszłam z pokoju. Przy stole w kuchni siedział jedynie Zbyszek. Zatrzymałam się gwałtownie w drzwiach, gdy go zobaczyłam.
- Nikt jeszcze nie wstał? - spytałam. Modliłam się o to, żeby nie pamiętał tego co wczoraj do niego mówiłam. Po uśmiechu jaki mi posłał, odrzuciłam wszelkie nadzieję.
- Nie.. - pokręcił przecząco głową. - Mam się ubrać? Nadal przeszkadza ci to, że jestem tak cholernie seksowny? - wyszczerzył się. Czułam, że się rumienie.
- Byłam pijana. - wycedziłam przez zaciśnięte zęby. - Zawsze wtedy mówię takie głupoty..  - nie dokończyłam bo do kuchni wszedł Ian, a za nim Justin z Sarą. Wstrzymałam na chwilę oddech. Kompletnie o nim zapomniałam.. Stał i patrzył to na mnie, to na Zbyszka ze zmarszczonymi brwiami. W tym samym momencie dołączył do nas Bartek, również bez koszulki.
- Cześć - przywitał się.
- Julie.. - zaczął Ian. - Możesz wytłumaczyć mi co tu się dzieję? - spytał, nie rozumiejąc. Nie wiedziałam o co mu chodzi. Ale już po chwili zdałam sobie sprawę z tego, jak to musi wyglądać.
- To nie tak jak myślisz.. - powiedziałam szybko.
- Czyli nie widzę w twojej kuchni dwóch mężczyzn bez koszulki?
- Wiedziałem, że lubisz się bawić, ale żeby od razu dwóch? - zarechotał Justin. Spiorunowałam go wzrokiem.
- To są siatkarze. To Zbyszek - wskazałam na Bartmana, który obserwował całą sytuację. - A to Bartek. - ten wyraźnie zdziwiony, o co w tym wszystkim chodzi, uniósł niepewnie rękę z uśmiechem. - Wczoraj urządziliśmy grilla i wszyscy zostali na noc.
- Ja bym jej nie wierzył.. - Justin pokręcił głową z uśmiechem.
- Ja mam do niej zaufanie. - zwrócił się do niego mój niby chłopak. Podszedł do mnie i wpił się w moje usta, widocznie nie przejmując się tym, że nie jesteśmy sami.
- Pójdę się ubrać - chrząknął Zbyszek. Gdy oderwaliśmy się od siebie nie było już ani jego, ani Bartka.
- Zaprowadzisz Sarę i Justina do pokoju? - spytałam Iana. Skinął jedynie głową i wyszli. Zaczęłam robić śniadanie. Nie wiedziałam co kto lubi, więc przygotowałam się na wszystko. Powoli zaczęli się schodzić i zajmować miejsca przy stole.
- Zaraz będą naleśniki.. - powiedziałam, kładąc przed nimi dwa wielkie półmiski jajecznicy.
- Pomóc ci? - spytała Iwana, zaspanym głosem.
- Nie, nie.. Poradzę sobie.. - rzuciłam przez ramie i wróciłam do kuchni. W salonie robiło się coraz głośniej. Widocznie Justin i Ian poznali się ze wszystkimi, bo tylko ich słyszałam. Reszta jedynie się śmiała. Nie dziwiło mnie to. Oboje są duszami towarzystwa, a połączenie ich to naprawdę duża dawka humoru. Wciąż myślałam o Zbyszku. Musiałam mu to wszystko wyjaśnić. Wczoraj jeszcze to wszystko pogorszyłam. Nie mogłam się zamknąć? Musiałam mówić, że jest seksowny? Westchnęłam, załamana swoją głupotą. Z pełnym talerzem naleśników weszłam do salonu. Wszyscy śmiali się z opowieści Iana.
- No nareszcie.. - usiadłam koło niego. Przytulił mnie i pocałował w policzek.
- Ładnie ze sobą wyglądacie. - uśmiechnęła się Ola. - Kiedy wychodzi wasz film?
- Za niecałe dwa miesiące.. - odpowiedziałam. Jeszcze dwa miesiące tej całej szopki i będę mogła spotykać się z kim chcę. Gdy podpisywałam umowę, nie sądziłam, że to będzie takie trudne. Nie przejęłam się też karą, którą poniesiemy, jeśli ktoś się dowie o tym, że to kłamstwo. Nie miałam ochoty sprzedawać dwóch domów i samochodu, żeby ją opłacić. Do salonu weszła Laura, ubrana w piżamę.
- Która godzina? -spytała, zdziwiona, że nie śpimy.
- Dochodzi 11. - spojrzałam na zegarek.
- Która? - z przerażeniem spojrzała na duży zegar wiszący na ścianie. - Jestem za stara na imprezy z wami.. - pokręciła głową i wyszła z salonu. W tym samym momencie ktoś zapukał do drzwi. Z kanapką w ręce, pobiegłam otworzyć.
- Dzień dobry.. - zobaczyłam kilka kobiet, uśmiechających się do mnie przyjaźnie. -Katarzyna - wyciągnęła do mnie rękę. - My jesteśmy z cateringu na dzisiejszy bankiet.
- A tak, tak.. - uścisnęłam jej dłoń i zaprosiłam je do środka. - Wszystko zaczyna się o 18, więc myślę, że macie wystarczająco dużo czasu.. - powiedziałam, prowadząc je w stronę kuchni.
Gdy wróciłam wszyscy skończyli jeść i rozeszli się w różne strony. Wyszłam przed dom, gdzie ekipa montowała oświetlenia i podest. Wszystko szło dobrze, więc wpadłam na pewien pomysł. Podeszłam do grupy siedzącej przy basenie.
- Michał mam do ciebie prośbę.. - uśmiechnęłam się, siadając koło niego. Kątem oka zerknęłam na Zbyszka, który upijał właśnie łyk soku. - Mogę cię porwać na chwilę? - uśmiechnęłam się.
- To zależy gdzie.. - odpowiedział niepewnie.
- Nie będziesz żałował. - obiecałam, wstając. - Monia oddam ci go za jakąś godzinę, góra dwie.. - wyciągnęłam w jego kierunku rękę i pociągnęłam. Razem ruszyliśmy w stronę parkingu. Minęliśmy po drodze Bartka. Złapałam go za rękę. - Ty też jedziesz z nami. - trzymając się za ręce, doszliśmy do auta.
- A gdzie jedziemy? - spytał Bartek, drapiąc się po głowie.
- Chce wam kogoś przedstawić. - powiedziałam tajemniczo i ruszyłam. Po 30 minutach byliśmy już pod szpitalem.


- Dziękuję.. - powiedziałam z wielkim uśmiechem na twarzy, gdy wróciliśmy do samochodu. - Wiktoria była prze szczęśliwa..
- Skąd się znacie? - spytał Bartek.
- Jest jedną z podopiecznych mojej fundacji. - odpowiedziałam. - I szczerze powiedziawszy jedną z moich ulubienic. Ostatnio udało nam się zebrać pieniądze na operację, którą będzie za miała za miesiąc.
- Bardzo fajna dziewczyna.. - dodał Kubiak. - Jakie są szanse?
- Nic nie wiadomo.. Jeśli operacja się nie uda.. - urwałam, nie chciałam o tym myśleć. Nie czekali, aż dokończę, wiedzieli czego nie powiedziałam. W milczeniu dojechaliśmy pod dom. Reszta siedziała na tarasie i słuchała Zosi.
- .. A potem zabroniła mi mówić o tym mamie. - wszyscy się zaśmiali.
- O czym mowa? - spytałam z uśmiechem, dosiadając się.
- Zosia właśnie opowiada, jak kibicowałaś nam na Igrzyskach. I jak ładnie wyrażałaś się o naszych przeciwnikach z Australii. - wyjaśnił mi Winiar, wciąż się śmiejąc.
- Mówiłaś mamie? - zwróciłam się w jej kierunku. Pokręciła przecząco głową. - To dobrze.
- Julka! - usłyszałam głos Laury, dobiegający z domu. - Dziewczyny przyjechały! - W tym samym momencie na taras weszła Hania, a zaraz za nią Majka.
- Jesteście.. - podeszłam do nich szybko i przytuliłam po kolei. - Poznajcie się.. - zaczęłam przedstawiać im wszystkich zawodników. One nie były fankami siatkówki, więc nikogo tu nie znały. Gdy skończyłam usłyszałam dzwonek telefonu. Na wyświetlaczu pojawił się numer mamy. Spodziewałam sie po co dzwoni, ale mimo wszystko odebrałam.
- Słucham.. - odeszłam na bok.
- Cześć - przywitała się. - Przykro mi, ale nie damy rady przyjechać z tatą. - powiedziała jak zwykle oficjalnym tonem. Widocznie nie dostrzegała różnicy między rozmową z córką, a wygłaszaniem mowy końcowej w sądzie.
- Dlaczego? - spytałam, chociaż mało mnie to obchodziło.
- Tata ma poważną rozprawę dzisiaj. Musi się na niej wstawić. - odpowiedziała. No tak, praca. To dla nich było najważniejsze. Oboje byli prawnikami i prowadzili wspólną kancelarię. Nie tworzyliśmy normalnej rodziny. Praktycznie zostałam wychowana przez babcię. Rodziców widywałam jedynie na śniadaniu i kolacji. Przychodzili zmęczeni po pracy i od razu kładli się spać. W weekendy zasiadali w osobnych gabinetach i tonęli w papierkowej robocie. Nie podobało mi się to, gdy byłam mała. Chciałam spędzać z nimi więcej czasu, ale nigdy nie mieli go dla mnie wystarczająco. Gdy byłam nastolatką, nawet się z tego cieszyłam. Babcia już mnie nie niańczyła, wpadała tylko gotować mi obiady. Brak czasu wynagradzali mi spełniając moje zachcianki. Gdy odnosiłam sukcesy w siatkówce lub w szkole dostawałam od nich pieniądze lub drogie rzeczy. Nigdy nie powiedzieli, że są ze mnie dumni. W ogóle nie byli skłonni do okazywania uczuć.
- Ok. - mruknęłam jedynie i się rozłączyłam. Praca ważniejsza, niż pomoc dzieciom. Mieli tyle pieniędzy, że spokojnie mogli wydać trochę licytując. Jednak wszystkie pieniądze szły na kolejne samochody dla taty lub kosmetyki i ubrania dla mamy.
- I co? Przyjadą? - spytała Majka. Ona jedyna wiedziała jaka sytuacja panuję u mnie w rodzinie.
- Nie.. - pokręciłam przecząco głową. Spojrzałam na zegarek. - Już po 16.. Ja idę się szykować. Chodźcie - zwróciłam się do dziewczyn. - Pokaże wam pokój.. - wstały i w trójkę ruszyliśmy w stronę domu.
- Chyba zacznę oglądać siatkę.. - wyszczerzyła się Hania. - Nieźli są..
- A ta tylko o jednym.. - wywróciła oczami Majka.
- No co? - wzruszyła ramionami. - Powiedź nam lepiej dlaczego ten brunet.. Zbyszek, tak? Nie spuszczał z ciebie wzroku, gdy rozmawiałaś przez telefon? - uśmiechnęła się do mnie, czekając na odpowiedź. Nie chciałam im teraz tego tłumaczyć, to nie był najlepszy moment.
- Opowiem wam wszystko później.. - powiedziałam, otwierając im drzwi do pokoju. Ruszyłam w stronę swojego. Nie miałam najmniejszej ochoty na ten cały bankiet, ale nie miałam wyjścia. Wzięłam kąpiel i ubrałam się. Fryzurę i makijaż zrobiła mi Majka. Z zawodu była fryzjerką. Prowadziła jeden z najlepszych salonów fryzjerskich we Wrocławiu. Pół godziny przed startem byłam już gotowa. Wyszłam na zewnątrz, by razem z Ianem witać gości, którzy powoli przybywali. Miejsca przed sceną się wypełniały. Wyszłam na podest i przywitałam wszystkich zebranych. Po aukcji wszyscy zajęci byli rozmową, drinkami i przekąskami. W tle słychać było cichą muzykę, która miała umilić czas gościom. Krążyłam z Ianem wokół największych snobów, jakich kiedykolwiek widziałam, uśmiechając się sztucznie. To nie było miejsce dla mnie.

***

- Zeza dostaniesz – usłyszałem za sobą. Oczywiście był to Ignaczak. Ten zawsze widział i wiedział wszystko. – Za wysokie progi na twoje nogi, kolego – wyszczerzył się.
- Siedź cicho. – mruknąłem, upijając spory łyk szampana. Obserwowałem ją z daleka. Wyglądała mega seksownie. Zresztą jak zawsze. Nie wiem co sprawiało, że nie mogłem przestać na nią patrzeć. Jej wielkie, brązowe oczy? Jej słodki uśmiech satysfakcji, którym kończyła każdą naszą rozmowę? Czy to, że była pyskata i złośliwa? A może wszystko naraz? To nie miało najmniejszego znaczenia. Mogłem patrzeć na nią z daleka. Na nią i na tego jej faceta. Ulubieńca każdego dookoła. Co ona w nim widzi? Przecież jest starszy od niej o 10 lat! Stali przytuleni, rozmawiając z jakimiś snobami. Wiedziałem, że ją to nudzi. Może tylko mi się wydawało, że zerka na mnie ukradkiem, myśląc, że tego nie widzę. Ze mną na pewno by się nie nudziła. Wiedziałem jak na nią działam. Widziałem tą zazdrość w jej oczach, gdy przyszedłem z Izą. Nie zamierzałem się poddawać. Może ten aktorzyna ma ładną buźkę, ale to nie na niego Julie patrzy teraz pożądliwie..

***

- Przepraszam na chwilę - powiedziałam z uśmiechem i oddaliłam się szybkim krokiem od grupy zamożnych biznesmenów.
- Napije się pani? - spytał mężczyzna z tacą pełną kieliszków szampana. Nie odpowiadając wzięłam jeden z nich do ręki i w szybkim tempie go opróżniłam. Nie wiem, czy na trzeźwo zniosę to wszystko. Już miałam sięgać po kolejny, ale przypominając sobie dzisiejszy poranek, cofnęłam rękę i ruszyłam dalej. Zauważyłam Justina i Sarę siedzących przy basenie. Jego narzeczona była najmniej lubianą przeze mnie osobą na tym bankiecie, ale jeśli miałam dać jej szansę, to czemu nie zacząć właśnie teraz?
- Cześć.. - przysiadłam się do nich. - Jak wam się podoba?
- Nie jest źle - odpowiedział mi. - Ale ty się tutaj chyba zanudzisz..
- Wiesz, że nie lubię takich imprez.. - westchnęłam. - Masz śliczną sukienkę. - zwróciłam się do Sary. Jak dotąd, nie zwracała na mnie uwagi, jedynie rozglądała się po gościach. Gdy w końcu na mnie spojrzała, od razu zmierzyła mnie wzrokiem.
- Dziękuję. - odpowiedziała donośnie. Tyle? Mogła przynajmniej skłamać, że moja sukienka też jej się podoba, ale chyba za dużo od niej wymagałam. Była typową hollywoodzką gwiazdką, uważającą się za kogoś niezwykłego. Jeśli kiedyś uważałam Justina za mądrego, teraz miałam wątpliwości co do tego.
- Zobaczymy się później.. - wstałam i oddaliłam się szybko. Chciałam dołączyć do siatkarzy, ale zauważyłam, że Ian macha do mnie z drugiego końca tarasu. Pewnie chciał mi przedstawić ludzi stojących obok niego. Z grymasem na twarzy ruszyłam w jego kierunku.


     Siedziałam na tarasie przed domem. Lubiłam takie wieczory. Siedziałam sama i miałam czas, żeby pomyśleć, bo w ciągu dnia było go naprawdę mało. Patrzyłam na widok, który przekonał mnie do kupna tego domu. Budynek mi się nie podobał, był zdecydowanie za duży jak dla jednej osoby, ale widok z tarasu urzekł mnie tak bardzo, że nie zastanawiałam się długo. Uspakajało mnie patrzenie na drzewa, które leniwie kołysał wiatr, na księżyc który odbijał się w tafli małego jeziora.
    Byłam zła. Nie na rodziców, ale wyłącznie na siebie. Jak mogłam myśleć, że tym razem przyjadą? Jak mogłam myśleć, że akurat dzisiaj mnie nie zawiodą? Tym bardziej, że opuścili wszystkie moje urodziny odkąd się wyprowadziłam. Pewnie na wcześniejszych też by się nie pojawili, gdyby nie odbywały się w ich domu. Jak wcześniej mogło mi to nie przeszkadzać? Byłam tak pusta, że wystarczało mi to, że spełniają moje zachcianki. Zmieniło się to dopiero wtedy, kiedy sama mogłam sobie wszystko kupić. Dopiero wtedy zauważyłam, że nie mam tej mamy z filmów. Tej która jest nie tylko mamą, ale też najlepszą przyjaciółką, do której można zwrócić się z problemami. Uważali, że rodzicielstwo polega na dawaniu pieniędzy, że to załatwi wszystko. Nie interesowali się mną tak jak rodzice moich znajomych. W sumie, gdy jeszcze trenowałam nie miałam czasu na imprezy. Sporadycznie wybierałam się do klubu razem z Majką. Nie piłam wtedy dużo, bo następnego dnia miałam kolejny trening. Może mieli do mnie zaufanie? Brakuję mi ich. Cholernie brakuję mi kogoś do kogo mogłabym się zwrócić. Na przykład teraz, kiedy nie mam pojęcia co dalej..


________________
Kolejny rozdział w czwartek :) Mile widziane komentarze :) Może pod tym rozdziałem uda się przekroczyć liczbę 6 :)

piątek, 12 lipca 2013

Rozdział VI - "Grill"

Dzisiaj wyjątkowo nienawidziłam mojego budzika. Przerwał mi nieprzyzwoity sen z Bartmanem. Próbowałam zasnąć ponownie, licząc na to, że nastąpi kontynuacja, ale moje starania zdały się na nic. Zawiedziona wstałam i weszłam do łazienki. Ubrałam czarne spodnie i białą bluzkę, na którą narzuciłam jeansową koszulę. Chciałam zapomnieć o wczorajszym wydarzeniu. Miałam nadzieję, że Zbyszek nikomu o tym nie powiedział. Nie zniosłabym pytań o to jak się czuję. Weszłam na parking i ruszyłam w stronę mojego auta. Ku mojemu zdziwieniu stał przy nim, nie kto inny tylko sam Bartman. 
- Co ty tutaj robisz? – stanęłam w miejscu i patrzyłam na niego ze zdziwieniem. – Będziesz robił za mojego ochroniarza? – uniosłam jedną brew.
- Chciałabyś.. – uśmiechnął się krzywo. – Może gdybym nie wiedział jak bardzo złośliwa jesteś to, może bym się zdecydował, a tymczasem jedziemy na posterunek złożyć zeznania. – przypomniał mi. Cholera. Kompletnie o tym zapomniałam. Westchnęłam i otworzyłam swój samochód. – Możesz jechać ze mną.. – wskazał na drzwi swojego Audi Q7.

- Wolę jednak swoje.. – pokręciłam głową i wsiadłam do środka. Dopiero teraz zdałam sobie sprawę z tego, że nie mam pojęcia gdzie jest najbliższy posterunek policji. Jechałam więc za Zbyszkiem. Nie było to łatwe, bo nie przejmował się widocznie czymś takim jak przepisy. W końcu dojechaliśmy. Zaparkowałam obok.
- Ale się wleczesz.. – uśmiechnął się z wyższością.
- Jechałam za tobą bo nie miałam pojęcia, gdzie jest posterunek. – wywróciłam oczami i nie czekając na niego weszłam do budynku. Na korytarzu wpadliśmy na funkcjonariusza, który kazał nam się zgłosić. Weszłam pierwsza i odpowiedziałam na kilkanaście pytań, które w sumie były takie same. Po mnie wszedł Zbyszek. Nie wiedziałam, czy czekać, czy nie. Przesądziło to, że nie wiedziałam jak stąd dojechać do ośrodka. Wyszedł szybciej, niż ja.
- Czekałaś? – zmarszczył brwi zdziwiony.
- Nie mam ochoty błądzić po Spale.. – wzruszyłam ramionami i wyszłam na parking. – Poczekaj.. – zatrzymałam się. – Mówiłeś komuś co się wczoraj stało?
- Nie, nikomu nie mówiłem, że byliśmy razem w łóżku – wyszczerzył się. Walnęłam go w ramię.
- Wiesz dobrze o co mi chodzi. – wycedziłam przez zaciśnięte zęby.
- Tylko  trenerowi.. – westchnęłam, załamując ręce. – Musiałem mu wytłumaczyć, dlaczego się spóźnimy, tak?
- W sumie.. Dobra prowadź.. – wsiadłam do auta i czekałam, aż ruszy. Dojechaliśmy pod ośrodek i razem weszliśmy do środka.
- Do zobaczenia później.. – uśmiechnął się do mnie i ruszył w stronę szatni. Poszłam w przeciwnym kierunku i po chwili znalazłam się w pokoju fizjoterapeuty. Tak jak wczoraj słuchałam Olka i notowałam to co najważniejsze. Po treningu na siłowni przed naszymi drzwiami ustawiła się długa kolejka siatkarzy. Na moim stole pierwszy znalazł się Igła. W tym samym momencie na Olka stole rozkładał się Zbyszek. Jak pech to pech. Wyczerpana, pożegnałam się z grupką ludzi, która została i wróciłam do hotelu.
Następnego dnia już rano wyjechałam do Warszawy. Musiałam wszystko przygotować, a nie wyrobiłabym się po treningu. Dojechałam po 2 godzinach i zabrałam się razem z Laurą do przygotowania miejsca na grilla. Gdy wszystko było gotowe, wybrałam się do schroniska. Chciałam zrobić niespodziankę Zosi. Nie wiedziałam, że wybór będzie tak trudny. W końcu wybrałam dwa małe yorki i wróciłam do domu. Gdy zaparkowałam, zobaczyłam kilka samochodów, w tym Audi Zbyszka. Szybkim krokiem ruszyłam do domu, ale nikogo nie zastałam. Wyszłam tylnymi drzwiami na taras. Wszyscy siedzieli przy nierozpalonym jeszcze grillu i rozmawiali z Laurą.
- Przepraszam, myślałam, że zajmie mi to mniej czasu.. – doszłam do nich z pudełkiem w rękach. Niektórzy przyjechali ze swoimi partnerkami, które poznałam już wcześniej.
- Julka! – krzyknęła Zosia, wybiegając z domu. – Gdzie byłaś?
- Po prezent dla ciebie.. – uśmiechnęłam się, wyciągając w jej kierunku pudełko z yorkami. Na ich widok pisnęła z radości.
- Dwa? – spytała jednocześnie z Laurą, choć ta druga, raczej z przerażeniem.
- Nie mogłam ich przecież rozdzielić.. – wzruszyłam ramionami.
- A no chyba, że tak.. – wywróciła oczami.
- Dziękuję, dziękuję, dziękuję! – krzyczała cały czas Zosia. Po chwili już jej nie było. Pobiegła zrobić im łóżeczko. Odwróciłam się do gości.
- Nie rozpaliliście jeszcze grilla? – spytałam z uśmiechem.
- Chcieliśmy poczekać na ciebie.. – odpowiedział mi Igła, który już wstawał, żeby zabrać się do pracy. On i kilku innych siatkarzy zajęli się rozpalaniem, a ja usiadłam obok Iwony. Zaczęła się żywa dyskusja, na temat jutrzejszego bankietu.
***

- Przyniosę więcej butelek.. – powiedziała Julka, wstając i zmierzając w kierunku domu. Utworzyły się grupki, rozmawiające na różne tematy.
- Powiem Wam, że nie spodziewałam się, że ona jest tak normalna.. – Iwona, pokręciła głową z niedowierzaniem. Grupa siedząca pod altaną skinęła głowami.
- Nie dość, że się nie wywyższa to na dodatek ma serce ze złota.. – przytaknęła jej Laura. – Nie wiem, czy wiecie jak to się stało, że zaczęłam tu pracować.. Kiedyś miałam męża, byliśmy szczęśliwą rodziną. Po jego śmierci, załamałam się. Potem straciłam pracę. Nie mam żadnej rodziny, więc w końcu skończyłyśmy na ulicy. Najbardziej szkoda było mi Zosi. Była taka mała, a musiała ze mną stać i żebrać. Stałyśmy w różnych miejscach, ale najczęściej na lotnisku. Tam ludzie, dawali najwięcej pieniędzy. Pamiętam tamten dzień, jakby to było wczoraj. Miałyśmy już wychodzić, gdy wylądował samolot Julki. Przeszła koło nas, zerkając jedynie kątem oka w naszym kierunku. Wokoło niej było pełno dziennikarzy. To chyba było, zaraz po jej debiucie. Nawet nie chcecie wiedzieć co ja o niej wtedy myślałam.. Wielka pani, opływająca w luksusy, a nawet złamanego grosza nie wrzuci. Nie mogę tego do dzisiaj sobie darować. Nie minęło 10 minut, a wróciła już bez dziennikarzy i spytała, czy umiem gotować. Wzięła Zosię za rękę i razem z nią przyjechałyśmy tutaj.. – w czasie gdy kończyła swoją opowieść Zbyszek wstał i ruszył w kierunku domu.. 

***

Weszłam do kuchni i wyjęłam z lodówki kilkanaście butelek piwa. Zaczęłam szukać czegoś, w czym mogłabym je zanieść na zewnątrz. Nie śpieszyłam się zbytnio. Siedziałam na wprost Zbyszka i nie mogłam oderwać od niego wzroku. Założył białą koszulkę, opinającą jego umięśnione ciało. Jak można być tak cholernie seksownym? Nie pomagał mi fakt, że on też często zerkał w moim kierunku.
- Pomóc Ci? – usłyszałam za sobą. Zamknęłam oczy i się uśmiechnęłam. Odwróciłam się już panując nad sobą i z koszykiem wiklinowym w ręce.
- Już nie trzeba. – odpowiedziałam, podchodząc do blatu kuchennego i pakując butelki. Czułam na sobie przeszywające spojrzenie zielonych tęczówek. 
- Na dworze się tobą zachwycają.. – podszedł bliżej i uśmiechnął się pod nosem.
- Widzisz.. Nie wszyscy mają o mnie takie złe zdanie.. – przekrzywiłam lekko głowę, patrząc mu w oczy.
- Nie mam o tobie, aż tak złego zdania.. – mruknął, przybliżając się do mnie jeszcze bardziej.
- Czyżby.. – uniosłam jedną brew. Nasze twarze dzieliło zaledwie kilka centymetrów. Czułam jego szybki oddech na skórze. Wiedziałam, że on też czekał od dawna na ten moment. Złapał mnie obiema rękami i przygwoździł do ściany. Nie spuszczałam z niego wzroku. W końcu popatrzyłam na jego pełne usta i przygryzłam wargę, doprowadzając go tym samym do szaleństwa. Wpił się w moje usta, pozbawiając mnie tchu. Swoim ciałem przycisnął mnie mocniej do ściany. Wplotłam palce w jego czarne włosy, chcąc go mieć jeszcze bliżej siebie. Złączyliśmy się w namiętnym pocałunku. Błądziłam dłońmi po jego torsie, który opinała bawełniana koszulka. Czułam przyspieszone bicie jego serca, które idealnie komponowało się z moim własnym. Nagle podniósł mnie i usadowił na blacie kuchennym, całując teraz po szyi. Wykorzystałam ten moment na złapanie oddechu, jednocześnie rozkoszując się dotykiem jego ust. Podniósł głowę i popatrzył mi w oczy, oddychając ciężko. Musnęłam dłonią jego policzek, a on znów mnie pocałował, tym razem delikatniej. Mogłam przez chwilę napawać się ciepłem i miękkością jego ust, bo za chwilę nasz pocałunek stał się niemal szaleńczą symfonią miażdżonych warg.
- Julka! – usłyszałam wołanie Zosi. Zbyszek niechętnie się odsunął, patrząc na mnie pożądliwe. Wbiegła do kuchni, zatrzymując się gwałtownie. Najwyraźniej, zawstydzona obecnością nieznajomego. – Przeczytasz mi coś na dobranoc? – spytała nieśmiało.
- Pewnie – odpowiedziałam z uśmiechem. Zeskoczyłam z blatu. Złapała mnie za rękę  i pociągnęła do wyjścia. Wychodząc, rzuciłam przez ramię krótkie spojrzenie Bartmanowi. Stał i patrzył z żalem jak wychodzę.

Gdy wróciłam impreza trwała w najlepsze. Wszyscy przenieśli się nad basen. Niektórzy pływali w strojach kąpielowych, o których przypomniałam im jeszcze dzisiaj rano. Pozostali siedzieli na leżakach lub tańczyli do muzyki. Rozejrzałam się szukając Zbyszka. Znalazłam go przy basenie, stojącego razem z Dzikiem i Igłą. Nie słuchał ich, tylko patrzył na mnie uważnie.
- Mamy okazję zatańczyć i muszę ją wykorzystać. – usłyszałam za sobą. Odwróciłam się i zobaczyłam Bartka, który zmierzał w moim kierunku.
- Chodź.. – uśmiechnęłam się i złapałam jego rękę. Dołączyliśmy do tańczących par.
- Świetna impreza.. – zwrócił się do mnie.
- Cieszę się, że Ci się podoba, bo jutro będzie zdecydowanie sztywniej.. – wywróciłam oczami. Gdyby nie to, że fundusze idą na cele charytatywne to nigdy bym nie zorganizowała takiego bankietu.
- Domyślam się.. Ale noc jest długa – wyszczerzył się. Zaraz potem Igła wskoczył do basenu „na bombę”, oblewając wodą wszystkich tańczących. Stałam najbliżej i teraz cała moja sukienka była dużo cięższa. Wycisnęłam z niej wodę.
- Przepraszam! – krzyknął Igła, zaraz po wynurzeniu.
- Idź po strój i wskakuj do nas! – zawołała z uśmiechem na ustach Ola, dziewczyna Pita.
- Zaraz wracam.. – odwróciłam się i ruszyłam w stronę domu. Wygrzebałam z szafy białe bikini i wróciłam nad basen. Bartek, Ola, Iwona i Winiar stali, trzymając się za ręce, żeby wskoczyć razem. Podbiegłam do nich i razem wylądowaliśmy w basenie. Impreza trwała w najlepsze. Kilku zawodników odwiedziło mój barek, a ja pochwaliłam się swoimi umiejętnościami w robieniu drinków.
Starałam się przebywać jak najdalej od Zbyszka. Nie mogłam dopuścić, żeby tak sytuacja się powtórzyła. Ja teoretycznie miałam chłopaka, a nie chciałam, żeby uważał mnie za dziwkę..

Około 3 nad ranem byłam już w swoim pokoju. Miałam dobry humor. Zresztą jak zawsze po nadmiarze alkoholu. Zaczęłam rozmyślać nad dzisiejszym dniem. Wiedziałam, że siatkarze są rozrywkowi, ale nie wiedziałam, że aż tak! Próbowałam nie myśleć o tym pocałunku.. Był idealny, ale wiedziałam, że nic takiego nie może się powtórzyć. Wskoczyłam do łóżka i zaczęłam układać poduszki. W tym samym momencie usłyszałam pukanie do drzwi.
- Proszę.. – krzyknęłam, patrząc w tamtym kierunku. Do pokoju wszedł Zbyszek. Ubrany w spodnie od piżamy. Wstrzymałam na krótką chwilę oddech, patrząc na umięśnioną klatę Bartmana. Myśl racjonalnie, powtarzałam sobie w myślach.
- Przeszkadzam? – spytał, uśmiechając się zawadiacko. Wyglądał mega seksownie. Mierzyłam go od stóp do głów, powstrzymując się.
- Teoretycznie nie.. – zaczęłam swoją pijacką gadkę. – Ale zdecydowanie za dużo wypiłam, by przebywać z tobą w jednym pomieszczeniu… Tym bardziej, że jesteś bez koszulki.. – westchnęłam rozmarzona. – Ja nie wiem.. Jak to możliwe, że jesteś tak cholernie seksowny?
- Jesteś pijana.. – zaśmiał się i usiadł obok mnie na łóżku.
- Bardzo widać? –spytałam z przejęciem. – Wiesz.. zawsze było tak, że normalnie widać nie było. Ale jak się odezwałam to każdy się już orientował. Za dużo mówię, gdy jestem pijana. Ale po prostu włącza mi się taki słowotok, że nie mogę przestać mówić. A tak poza tym to mi się okropnie spać chcę. Nie chce ci się spać?
- Nie.. – pokręcił przecząco głową.
- Widzisz.. bo mi zawsze się chce spać jak wypije, ale nigdy nie mogę zasnąć. Najgorszy i tak z tego wszystkiego jest ten słowotok. Zawsze jak byłam na imprezach to takich głupot nagadałam. A na następny dzień, pod prysznicem chciałam się utopić ze wstydu, gdy przypominałam sobie to co mówiłam.. Ale mam to chyba po tacie. On też zawsze mówi takie głupoty… - pokręciłam głową.
- Połóż się i idź spać.. – nie wiem kiedy znalazłam się na jego ramieniu.
- Mógłbyś się przykryć? –spytałam, marszcząc brwi. – Trochę rozprasza mnie to, że jesteś bez koszulki i muszę leżeć przy twoim umięśnionym ciele.. A właśnie po co przyszedłeś?
- Porozmawiać, ale chyba nie jestem w stanie ci przerwać.. – uśmiechnął się słodko.
- Jeśli chodzi o to w kuchni.. – uniosłam trochę głowę. – Naprawdę, nie powinieneś się mną interesować. Ja na ciebie nie zasługuje.. Jesteś przystojny i cholernie seksowny.. Powinieneś być z jakąś modelką o idealnych kształtach.. A nie z dziewczyną o przerażająco dużych oczach i nie idealnym rozmiarze.. Serio, powinnam przejść na dietę, ale no co ja na to poradzę, że lubię jeść..
- Wiesz, że jesteś urocza, gdy  jesteś pijana.. – popatrzył na mnie, mrużąc oczy. – Bez tego całego sarkazmu i pewności siebie..
- Taa.. Już to słyszałam.. – odpowiedziałam, wzruszając ramionami. Byłam strasznie senna. Próbowałam utrzymać powieki w górze, ale nie dałam rady. Wtulona w Bartmana odpłynęłam do krainy Morfeusza.


___________________
Nie jedziemy do Argentyny.. Co myślicie o dzisiejszym meczu?
Rozdział tak na pocieszenie, bo miał być jutro :) 

środa, 10 lipca 2013

Rozdział V - "Bohater"

Obudził mnie budzik. Niechętnie wstałam i poszłam do łazienki się ogarnąć. Musiałam się jeszcze spakować, bo do piątku miałam nocować w jednym ze spalskich hoteli. Myślałam, że dojazdy nie będą uciążliwe, ale skoro mam spędzać cały dzień tam, to bez sensu wracać na noc do Warszawy. Ubrałam sukienkę w kwiatki i ciemnozieloną koszulę. Dzisiaj czekał na mnie już pełny stół smakołyków.
- Cześć – przywitałam się z Laurą, cmokając Zosię w policzek.
- Mama nie chce mi kupić pieska.. – złożyła usta w podkówkę i patrzyła na mnie ze łzami w oczach.
- Powtarzam Ci, że nie możemy  kupować sobie pieska do domu Julki. – słychać było, że powtarzała to już milion razy.
- Pomyślimy o tym.. dobra? – zapewniłam ją. Nie mogłam patrzeć na płacz dziecka. W sumie nigdy nie myślałam o psie. Może to przez mój tryb życia, ale skoro dziewczyny by się nim zajmowały to czemu nie?
- Wracasz w piątek? – spytała Laura, wyraźnie szczęśliwa, że zakończyliśmy poprzedni temat.
- Tak, ale nie sama. Wrócę z chłopakami.. Urządzimy grilla, ok?
- Julka, to twój dom. Nie rozumiem dlaczego ciągle pytasz mnie o zgodę.. – westchnęła, kręcąc głową. – Z przyjemnością poznam tych panów. – uniosłam brwi, szczerząc się. – No co? Nie jestem przecież taka stara. – oburzyła się.
- Przecież nic nie mówię. – zaśmiałam się. – Dobra.. Ja muszę uciekać. Jeśli chodzi o bankiet to wszystko załatwione, nie musisz się martwić. – pożegnałam się z dziewczynami i wyszłam na zewnątrz. Włożyłam torbę do bagażnika i ruszyłam w kierunku Spały.

Zawiozłam rzeczy do hotelu i po 20 minutach byłam już pod ośrodkiem. Tym razem od razu ruszyłam w stronę pokoju Olka. Gdy weszłam zauważyłam, że siedzi sam i przygotowuje sprzęt.
- Cześć Julka. – uśmiechnął się na mój widok.
- Hej – odpowiedziałam. – Nie ma nikogo?
- Nie, ale skoro już tu jesteś to na pewno coś kogoś zaboli. – zaśmiał się. Usiadłam na jednym z krzeseł. Nie mylił się. Minęło zaledwie kilka minut, a ktoś zapukał do drzwi. – A nie mówiłem? – pokręcił głową. W drzwiach stanął Bartek. Na mój widok uśmiechnął się szeroko.
- Cześć. – zwrócił się do mnie, jak gdyby Olka w ogóle nie było. – Nie wiedziałem, że już jesteś..
- Niespodzianka. – uśmiechnęłam się, widząc jak mój szef wywraca oczami.
- Co ci jest Bartuś? – spytał, siląc się na powagę.
- A coś ramię odczuwam.. – złapał się za nie, a na jego twarzy pojawił się grymas. – Jakby Julka mogła coś z tym zrobić..
- Kładź się.. – wskazał na stół – Ja się tobą zajmę, jako fizjoterapeuta kadry. Julka jest tutaj tylko do obserwacji i zajmowała się wami wyjątkowo raz. – wyjaśnił. – Ale świetnie się składa, że przyszedłeś. Pomożesz Julce w pisaniu, opiszesz co ci dolega..
- Właśnie. – przytaknęłam. – Tylko musisz opisać dokładnie co czujesz, bo inaczej napisze głupoty..
- Wiecie co.. To chyba nie najlepszy pomysł.. Nie wiem czy potrafię opisać ten ból, a nie chce ci namieszać.. Wiecie, chyba mnie przestało – zmarszczył brwi. – Może wrócę do treningu? – nie czekając na odpowiedź wyszedł z pokoju. Wybuchliśmy śmiechem.
- Patrz jakimi jesteśmy dobrymi fizjoterapeutami.. – pokręciłam głową. – Chwila z nami w jednym pomieszczeniu i ból znika. – Olek zaśmiał się jeszcze głośniej.

Większość dnia, spędziłam z nim w pokoju. Opowiadał mi o najciekawszych kontuzjach z którymi miał do czynienia. Na obiad dołączyliśmy dopiero wtedy, gdy już większość kończyła jedzenie. Zjedliśmy szybko i wróciliśmy do poprzedniego zadania. Po tym dniu byłam wyczerpana. Gdy skończyliśmy na dworze było już ciemno. W drodze na parking zobaczyłam, że na sali się świeci. Uchyliłam powoli drzwi i zobaczyłam jak Zbyszek ćwiczy zagrywkę.
- Zawstydziłam Cię i chcesz poprawić swoją? – krzyknęłam, żeby mnie usłyszał. Weszłam pewnie na salę i ruszyłam w jego kierunku. Uśmiechnęłam się z satysfakcją, gdy na mnie popatrzył.
- Tak, nie mogłem przeżyć tego, że chuchro mierzące metr siedemdziesiąt w szpilkach odbija z siłą podobną do mojej.. – odpowiedział sarkastycznie.
- Metr siedemdziesiąt pięć bez szpilek.. – poprawiłam go dumnie.
- Wybacz, że odjąłem ci pięć centymetrów. – rzucił, zanim podbił piłkę i odbił z zabójczą siłą.
- I szpilki – dodałam. – Treningi ci nie wystarczają? – spytałam, unosząc brwi.
- Nie idzie mi.. A ja tego nie lubię. – w końcu stanął i na mnie popatrzył.
- Rozumiem.. – pokiwałam głową. – Ale wiesz, że jak się zamęczysz to może być jeszcze gorzej?
- Zaryzykuję. – wzruszył ramionami i wrócił do zagrywek. – A ty co tutaj robisz o tej porze?
- Dopiero skończyliśmy z Olkiem.. – wyjaśniłam.
- Zapytałbym czy chcesz zagrać, ale w tym stroju.. – zmierzył mnie wzrokiem.
- I tak jestem zmęczona.. Dobra, na mnie już czas – ruszyłam w stronę wyjścia – Powodzenia. – rzuciłam przez ramie. Zibi podniósł tylko rękę. 

Wyszłam na parking. Padałam z nóg. Całe szczęście, że zarezerwowałam ten pokój. Nie wyobrażałam sobie, jechać dwie godziny do Warszawy. Podeszłam do auta i wrzuciłam torebkę na tylne siedzenie.
- Julie! – usłyszałam za sobą. W moja stronę szedł jakiś mężczyzna. Ubrany w przetarte jeansy i granatową bluzę z kapturem. Ręce trzymał w kieszeni. Zatrzymał się przede mną.
- Mogę w czymś pomóc? – spytałam nie pewnie.
- Jestem twoim fanem.. – powiedział głosem wypranym z emocji. – Zawsze marzyłem o tym, żeby cię poznać.
- Miło mi.. - uśmiechnęłam się przyjaźnie. - Mam ci się podpisać gdzieś?
- Zakochałem się w tobie, gdy tylko usłyszałem twój cudowny głos. - kontynuował, jakby nie usłyszał mojego pytania. -  Może pójdziemy do mnie, porozmawiamy?
- Trochę się śpieszę.. – chciałam otworzyć drzwi, ale położył na nich rękę.
- Przepraszam, że to zrobię.. Nie bój się i nie krzycz. – wyciągnął nóż, łapiąc mnie mocno za rękę – Nie możesz być taka piękna, jeśli nie jesteś moja.. – stałam jak sparaliżowana. Bałam się ruszyć, krzyczeć. Powoli zbliżał ostrze, ku mojej twarzy.
- Proszę cię.. – szepnęłam. – Nie rób tego..
- Nie pozostawiasz mi wyboru, skarbie.. – powiedział, jakby w amoku.
- Ej! – usłyszałam niski głos Bartmana. Nieznajomy również, bo odwrócił się gwałtownie. W naszym kierunku biegł Zbyszek. Mężczyzna próbował uciec, ale nie udało mu się. Zibi przygwoździł go do betonu, wyrywając z ręki nóż. Wyciągnął jedną ręką telefon z kieszeni i wezwał policję.
- Wszystko ok? – krzyknął w moim kierunku. Usiadłam na krawężniku.
- Tak.. – odpowiedziałam cicho, ale widocznie usłyszał. Schowałam twarz w dłonie, próbując się uspokoić. Gdy podniosłam głowę, policja była już na miejscu i skuwała nieznajomego kajdankami. Jeden z  funkcjonariuszy podszedł do mnie.
- Jak się pani czuję? Nic się pani nie stało? – przykucnął obok mnie.
- Nie, wszystko jest ok.. – powiedziałam szybko, wstając. – Zamkniecie go? – chciałam się upewnić.
- Musimy pierw panią i pani kolegę przesłuchać. Zgłoście się jutro na komisariat, dobrze? – zwrócił się również do Zbyszka, który zmaterializował się obok. Skinęliśmy oboje głowami. – Mamy panią odwieźć? Może chce pani, jechać do szpitala na obserwacje?
- Nic mi nie jest. – odpowiedziałam stanowczo.
- Ja ją odwiozę.. – nie czekając na moją reakcję, otworzył sobie drzwi do mojego auta.
- Proszę się upewnić, że dotrze bezpiecznie - ruszył w stronę radiowozu,  a ja stałam w miejscu.
- Nie musisz mnie odwozić.. – zwróciłam się do Zbyszka. – Poradzę sobie.
- Wsiadaj. – powiedział, wiercąc się za kierownicą. – Nie wyjdę z tego samochodu, więc jak chcesz mieć mnie szybciej z głowy, to radziłbym ci wsiąść. – westchnęłam zrezygnowana i wsiadłam na miejsce pasażera. Z grymasem na twarzy podałam mu kluczyki.
- W którym hotelu się zatrzymałaś?
- W Mościckim.. – mruknęłam.  Uśmiechnął się pod nosem i ruszył z piskiem opon. Pod hotelem byliśmy już po 10 minutach. Nie wiem jakim cudem. – Możesz wrócić tym autem.. Jutro sobie jakoś poradzę. – wysiadłam z samochodu. Ku mojemu zdziwieniu, Zbyszek zrobił to samo. – Nie mów, że mnie odprowadzisz pod drzwi.. – stanęłam oszołomiona.
- Miałem zapewnić ci bezpieczeństwo. A jak ktoś cię zaatakuję w drodze do pokoju? – uniósł brwi. Pokręciłam jedynie głową i weszłam do budynku. Odebrałam klucz z recepcji i wsiadłam do windy, razem z moim dwumetrowym ogonem.
- Nie łudź się, że wpuszczę cię do pokoju..
- Nie musisz mnie wpuszczać.. Sam wejdę. – wyszczerzył się. – Odejdę dopiero wtedy, kiedy będziesz leżeć grzecznie w łóżku i spać..
- Nie musisz zgrywać bohatera.. Serio..
- Nie zgrywam bohatera. Po prostu robię to co każdy na moim miejscu by zrobił. – odpowiedział. – Chociaż nie wiem, czy każdy wytrzymałby z tobą tak długo.. – pokręcił głową. Otworzyłam drzwi do pokoju. Nie zdążyłam się wcześniej rozpakować. Podeszłam do torby i zaczęłam szukać piżamy. Bartman, widocznie się nie krępował bo wskoczył na łóżko i patrzył na mnie. – Zaskoczyłaś mnie.. Myślałem, że będzie panikować, płakać i w ogóle, a Ciebie to nawet nie obeszło..
- Przyzwyczajona jestem.. Codziennie napada mnie psychopata z nożem.. – uśmiechnęłam się.
- Znowu ten sarkazm.. – pokręcił głową. – Jak ludzie z tobą wytrzymują?
- Ze mną? To ty zacząłeś.. – przymrużyłam oczy. W końcu znalazłam piżamie. No ładnie jedyne co miałam to koszulka nocna. Bartman będzie miał dzisiaj swój dzień dziecka. Zabrałam potrzebne rzeczy i weszłam do łazienki. Wzięłam gorącą kąpiel i wróciłam do pokoju. Zbyszek starał się nie patrzeć, ale widziałam, że kątem oka mierzy mnie wzrokiem. Uśmiechnęłam się z satysfakcją. Wskoczyłam pod kołdrę obok niego.
- Grałaś kiedyś w siatkę, nie? – spytał zaciekawiony.
- Trochę.. – wzruszyłam ramionami.
- Na pewno nie trochę.. Nie każdy potrafi zagrywać z wyskoku.. A już szczególnie kobieta.. – patrzył na mnie przeszywając swoimi zielonymi tęczówkami.
- Dobrze.. Trochę więcej, niż trochę..
- I rzuciłaś to dla śpiewania?
- Nie.. – westchnęłam.
- Znudziło ci się? – nie dawał za wygraną.
- Żebyś zrozumiał, musiałabym opowiedzieć ci wszystko od początku.. A to naprawdę dużo gadania..
- Słucham.. – usiadł wygodniej i patrzył na mnie wyczekująco.
- Kiedyś grałam i gdyby nie kontuzja to pewnie grałabym dalej.
- Wow.. zastanawiałem się kiedy skończysz.. – zaśmiał się. – To dlatego po każdym uderzeniu łapiesz się za rękę? Nie da się tego wyleczyć?
- Gdyby się dało to zapewne bym to zrobiła.. – przekrzywiłam głowę. – Kiedyś była taka możliwość, ale.. ale byłam głupia i myślałam, że jestem mądrzejsza od lekarzy. Byłam dobra, nawet bardzo dobra. Wróżono mi świetlaną przyszłość. Wzorowa uczennica, sukcesy w sporcie, oczko w głowie tatusia. Myślałam, że wszystko mi się należy i nie wyobrażałam sobie tego, że to wszystko może mi się zawalić w jeden dzień. Po jednym z treningów zaczął boleć mnie nadgarstek, ale to zignorowałam. Potem ból się zaostrzał, ale do lekarza poszłam dopiero wtedy, gdy mój trener mi kazał. Od razu zrobiono mi operację. Było lepiej, dużo lepiej, ale miałam zakaz gry na co najmniej miesiąc. Nie byłam przyzwyczajona do tego, że ktoś mi czegoś zabrania. Nie posłuchałam ich i grałam dalej. Po pewnym czasie doszło do tego, że nie mogłam nią ruszać. Miałam kolejną operację, po której już miałam kategoryczny zakaz, jeśli chciałam jeszcze kiedykolwiek ruszać ręką. Wtedy się załamałam. Dziwisz się, że nie płakałam.. Od tamtego momentu nie uroniłam ani jednej łzy.. Nie wiem czemu.. Moja przyjaciółka twierdzi, że jeszcze nie spotkało mnie nic gorszego, ale ona zawsze ma takie dramatyczne tezy. Wszyscy mnie pocieszali, patrzyli na mnie ze współczuciem, niektórzy nawet z satysfakcją.. W końcu pani idealnej się coś nie udało. Miałam tego dość. Wyjechałam do rodziny w USA. Chciałam  być niezależna, więc zatrudniłam się w pewnej restauracji, tam zauważył mnie jeden z producentów muzycznych. I w ten sposób zostałam, tym kim zostałam. – skończyłam i w końcu na niego popatrzyłam. Poczułam się dziwnie. Pierwszy raz opowiedziałam komuś tą historię. Ulżyło mi.
- Nawet nie wyobrażam sobie tego co musiałaś wtedy czuć.. – pokręcił głową. No nie.. znów to spojrzenie.
- Nie patrz tak mnie. – westchnęłam, myślałam, że przynajmniej on mi tego oszczędzi. – Nie jest tak źle. Jak widzisz najgorzej nie skończyłam. – uśmiechnęłam się. – Dobra było zadziwiająco miło, ale oczy mi się zamykają. Ty też już idź. Obiecuję, że nigdzie się stąd nie ruszę.
- No ja myślę. – wstał i ruszył w kierunku drzwi.
- Dziękuję – powiedziałam, wywracając oczami.
- Co? – stanął i popatrzył na mnie z uśmiechem.
- Wiem, że słyszałeś.. Nie powtórzę. – wyszczerzyłam się.
- Zamknij drzwi – rzucił przez ramię i wyszedł. Przekręciłam kluczyk w zamku i wróciłam do łóżka.


________________


U góry powstała zakładka "czytam". Staram się być na bieżąco z blogami, na które zapraszacie mnie w komentarzach. Jeśli czyjegoś nie ma to albo jeszcze nie doczytałam do końca, albo go przeoczyłam. W obu przypadkach zostawcie linki w komentarzach :)


Dziękuję za dotychczasowe komentarze.. :) Ogromnie motywują mnie do dalszego pisania :) I oczywiście proszę o następne :)

Kolejna zakładka to "informuję", jeśli chcecie, żebym informowała Was o nowych rozdziałach :)

niedziela, 7 lipca 2013

Rozdział IV - "Justin"



- Nareszcie! – weszłam do salonu i zobaczyłam uśmiechniętego Justina. Przytulił mnie mocno.
- Udusisz mnie.. – mruknęłam w jego koszulkę.
- Wybacz – odsunął mnie od siebie. – Patrz co mam! – wskazał na papierową torbę z naszej ulubionej restauracji.
– Kupiłeś kurczaka.. – powiedziałam wesoło. – Poczekaj przebiorę się i zaraz wracam. – pobiegłam szybko do garderoby. Zrzuciłam niewygodne ubrania i założyłam zwykły, różowy dres. Gdy wróciłam Justin siedział na kanapie, oglądając film, w którym sam grał. Podeszłam i zabrałam mu pilot. – Ah.. to samouwielbienie.  Nie ma filmu, w którym główny bohater umie grać? – spytałam złośliwie, skacząc po kanałach. Próbował wyrwać mi z ręki pilota, ale mu na to nie pozwoliłam.  
- Bardzo zabawne.. Za tą rolę dostałem nagrodę. – oburzył się. – Jedź, bo ci wystygnie. - Nałożyłam dużą porcję na talerz i zaczęłam jeść.
- Jesz jak świnia.. – pokręcił głową, patrząc na mnie z przerażeniem. – Wiesz, że istnieje coś takiego jak sztućce?
- Wiem, ale tak mi bardziej smakuję – pokazałam mu język. – Lepiej powiedz mi po co przyjechałeś.. Kupiłeś kurczaka i jesteś zadziwiająco miły.. Coś musi być na rzeczy.. – popatrzyłam na niego podejrzliwie.
- Mówiłem Ci, że się stęskniłem.. – wzruszył ramionami.
- I z tej tęsknoty leciałeś tutaj z innego kontynentu?. – uniosłam brwi. Czy on naprawdę myślał, że jestem taka głupia? - Mów.
- Oświadczyłem się Sarze.. – wypalił, obserwując moją reakcje. Nie byłam zaskoczona. Wiedziałam, że prędzej, czy później tak to się skończy. Nie byłam zadowolona, ale co mi do tego?
- Gratuluję. – uśmiechnęłam się lekko, przytulając go.
- Tyle? – spytał zdziwiony, nadal gotowy na mój wybuch.
- Tyle. To ty z nią będziesz żył, nie ja – wzruszyłam ramionami. Sam się zdecydował na taki los. Ja ostrzegałam go niejednokrotnie. Wstałam i zaczęłam zbierać brudne naczynia. – Ja mam czyste sumienie. Jak przyjdziesz do mnie załamany po sprawie rozwodowej będę mogła uczciwie powiedzieć a nie mówiłam.
- Nie będzie żadnej sprawy rozwodowej.. – wstał i zaczął mi pomagać. – Wiem, że to ta jedyna.
- W takim razie współczuje.. Spędzisz z nią resztę życia.. – uśmiechnęłam się pocieszająco.
- Nie rozumiem dlaczego tak jej nie lubisz..
- No nie wiem.. – udałam, że się zastanawiam. – Może dlatego, że jest pustą, zapatrzoną w siebie egoistką bez poczucia humoru.. I ma irytujący śmiech. – dodałam.
- Ja uważam wręcz przeciwnie. – powiedział, podając mi naczynia.
- I dlatego ty się z nią żenisz, a nie ja.. – uniosłam brwi. Westchnął przybity. Byłam okropną przyjaciółką, zamiast się cieszyć razem z nim, wytykałam wady jego przyszłej żony. – Słuchaj.. Jeśli ją kochasz i jesteś szczęśliwy to mi nic do tego. Postaram się ją zaakceptować, chociaż niczego nie obiecuję. – pokręciłam głową. Przytulił mnie mocno.
- Dziękuję.. Wiesz, gdyby nie te twoje przerażające oczy to może mógłbym się w tobie zakochać – wyznał z uśmiechem. Odsunęłam się od niego.
- Niektórzy uważają je za mega seksowne. – oburzyłam się. Chciał coś powiedzieć, ale ostatecznie wyszedł mu grymas na twarzy. Dałam mu kuksańca łokciem i oboje wybuchliśmy śmiechem.
- A jak tam siatkarze? Wpadł Ci któryś w oko? – spytał, gdy wracaliśmy do pokoju.
- Mam Iana, pamiętasz? – rzuciłam przez ramię.
- Daj spokój.. Przecież wiem, że to jedna wielka ściema. – westchnął. – A nie wierzę, że żaden umięśniony sportowiec nie zrobił na tobie wrażenia.
- Żaden.. -  odparłam stanowczo. Nie dał się oszukać. Patrzył na mnie z uniesionymi brwiami. – Dobra.. Jest jeden ciekawy.. – mimowolnie uśmiechnęłam się, przypominając sobie, że już we wtorek ponownie spotkam się z Bartmanem.
- Znam ten uśmiech! – krzyknął. – Masz co do niego plany.. – zaczął podekscytowany. – Niech zgadnę jest pewny siebie, sarkastyczny, a do tego umięśniony.. Twój ideał – wyszczerzył się.
- Nie prawda. – odpowiedziałam szybko. Nienawidziłam, gdy miał rację. – Idę spać. Połóż się, w którymś pokoju.. – wstałam i ruszyłam w stronę łazienki.
- Ja i tak wiem swoje! – usłyszałam za sobą, ale tylko pokręciłam głową i wyszłam z salonu.

Rano odwiozłam Justina na lotnisko, słuchając jego spekulacji na temat seksownego sportowca, który zawrócił mi w głowie. Odwiedziłam Wiktorię, której ze szczegółami opowiedziałam o pierwszym spotkaniu z siatkarzami. Resztę dnia spędziłam w fundacji, walcząc ze stosem papierkowej roboty. W domu byłam dopiero o 22. Wykończona, po gorącej kąpieli, od razu odpłynęłam.

We wtorek wstałam przed budzikiem. Wyjątkowo bez problemu zeszłam z łóżka i weszłam do łazienki się ogarnąć. Stanęłam przed szafą. W co mam się ubrać? Postawiłam na spodenki, białą bluzkę i bluzę. Zeszłam na dół. Dziewczyn jeszcze nie było. Nie miałam czasu czekać, aż wstaną więc wyjęłam patelnię i zaczęłam przyrządzać sobie naleśniki. Uwielbiałam gotować, szczególnie dla kogoś. Pierwszy raz od dawna w normalnym tempie zjadłam śniadanie. Nie śpiesząc się wyszłam na zewnątrz. Był piękny, słoneczny ranek. A ja będę musiała siedzieć na hali. Jak mus to mus.. Wsiadłam do auta i ruszyłam w drogę do Spały. Na miejsce dotarłam na czas. Wyszłam z samochodu i rozejrzałam się. Widok był całkiem ładny. Weszłam do środka. Odnalezienie sali nie zajęło mi dużo czasu. Siatkarze już zaczynali rozgrzewkę. Odmachałam im, po tym jak mnie zauważyli.
- Julie! – krzyknął Anastasi, gdy mnie zobaczył. Podszedł do mnie. – Olek jest u siebie.. Korytarzem prosto i pierwsze drzwi po prawej – uśmiechnął się.
- O, dziękuję. – rzuciłam przelotny uśmiech w stronę Igły i Bartka, którzy na mnie patrzyli. Nigdzie nie zauważyłam Bartmana, ale może przeoczyłam go wśród tych olbrzymów. Wyszłam i udałam się w wyznaczonym kierunku. Zapukałam i otworzyłam, słysząc zaproszenie. Olek stał przy stole do masażu, na którym wyciągnięty był nie kto inny tylko sam Zbyszek.
- Cześć – przywitałam się, zamykając za sobą drzwi. – Jak żona? – spytałam, siadając na drugim stole.
- Jaka żona? – spytał, marszcząc brwi. Po chwili jednak zorientował się o co mi chodzi. – A..
- Nie tłumacz się – przerwałam ze śmiechem. – Bartek cię wydał.
- Ty masz żonę? – Zibi uniósł głowę do góry, patrząc na niego ze zdziwieniem. Przy okazji po raz pierwszy dzisiaj spojrzał na mnie. Popatrzył na moje wyciągnięte nogi i z lekkim uśmiechem, ponownie ułożył głowę na poduszce.
- Nie mam żony.. Przepraszam, ale to jedyne wpadło mi do głowy – powiedział skrępowany. – Wiesz.. W sobotę miałem urodziny kumpla.. Ale za to dzisiaj możesz spokojnie obserwować moją pracę. – uśmiechnął się, myśląc, że oddaje mi tym przysługę. Akurat dzisiaj,  kiedy Bartman leżał napinając mięśnie na stole do masażu, akurat teraz musiał wykazać się wspaniałomyślnością. Zaczął tłumaczyć mi co robi, po co, dlaczego, a ja skrzętnie wszystko notowałam. W trójkę wróciliśmy na salę. Chłopaki podzieleni na dwa składy właśnie rozpoczynali pojedynek. Zbyszek dołączył do jednej z drużyn. Usiadłam na trybunach i obserwowałam z zazdrością poczynania chłopaków. W przerwie, wszyscy zgromadzili się wokół mnie. Czułam się jak maskotka drużyny, która jest największą atrakcją treningu.
- Musimy koniecznie powtórzyć taki wypad. – zaproponował Bartek, uśmiechając się przyjaźnie. – Nie miałem okazji jeszcze z Tobą zatańczyć.
- Nadrobimy. – uśmiechnęłam się, patrząc mu w oczy. Lubiłam mieć kontakt wzrokowy z drugą osobą. Niektórzy nawet nie wiedzą, jak dużo można wyczytać z oczu rozmówcy.
- Wracasz do Warszawy, czy zostajesz w ośrodku? – spytał Kubiak, siadając obok.
- Wracam to niecałe dwie godziny drogi.. Nie opłaca mi się zostawać. – odpowiedziałam. Trener zagwizdał, sygnalizując koniec przerwy, po czym wyszedł rozmawiając przez telefon.
- Może zagrasz z nami? – krzyknął Igła, gdy ustawili się już na boisku. – Nie bój się.. Będziemy delikatni..
- Nie chce wam przeszkadzać.. – próbowałam się wykręcić.
- No chyba, że się boisz.. – Bartman uśmiechnął się złośliwie. – Paznokcie, fryzura.. – popatrzył na mnie wyzywająco. – Nie bój się nie będziemy się śmiać..
Miałam wybór, albo dać satysfakcję Zbyszkowi i móc potem ruszać ręką lub zedrzeć ten głupi uśmieszek z jego twarzy, a potem cierpieć z bólu. Wybór był prosty.
- Ok.. – wzruszyłam ramionami, zdejmując czarną bluzę. Weszłam na parkiet za Ruciaka. Po drugiej stronie siatki Zbyszek stał w polu zagrywki. Dlaczego wydawało mi się, że będę zaraz przyjmować?
- Tylko Zibi nie 100 km/h – krzyknął Bartek. Wyrzucił piłkę i odbił idealnie w moim kierunku. Nie z całej siły, ale wystarczająco, żeby mnie odrzucić. Nie dałam się i przyjęłam odbijając idealnie w kierunku Fabiana, który wystawił Jarskiemu i nasza drużyna zdobyła punkt. Wyszczerzyłam się w kierunku Zibiego, który stał trzymając się pod boki. Kolejne akcje odbyły się bez mojego większego udziału. W końcu nadszedł czas na zagrywkę.
- Możesz dolnym! – krzyknął Zibi. Spiorunowałam go wzrokiem i wyrzuciłam piłkę wysoko nad siebie. Podskoczyłam i trafiłam w sam róg boiska. Syknęłam z bólu. Ręka bolała mnie nie miłosiernie, ale zobaczyć zdumioną minę Bartmana – bezcenne. Na salę wrócił Anastasi, ogłaszając czas na obiad. Zeszłam z parkietu razem z chłopakami, trzymając się za rękę.
- Coś nie tak? – spytał Bartek, który zmaterializował się obok.
- Nie wszystko ok. – uśmiechnęłam się sztucznie. Siatkarze ruszyli w stronę szatni, a ja z Olkiem i trenerem w stronę stołówki. Zaraz potem przyszli zawodnicy, zajmując stolik obok.
- Zaczęłaś już pisać pracę? – zagadnął Olek.
- Mam dopiero spis treści.. Nie wiem kiedy jak to wszystko ogarnę. Jeszcze w weekend mam bankiet i aukcje charytatywną u siebie w domu – westchnęłam. – A wciąż brakuję przedmiotów..
- Może koszulki siatkarzy z autografami? – zaproponował trener. – Może znalazłby się jakiś chętny na komplet koszulek..
- Genialne! – powiedziałam. – Tak w ogóle to serdecznie zapraszam na bankiet i aukcje. To jest w sobotę.
- W sumie chłopakom przydałby się odpoczynek.. – zaczął się zastanawiać.
- Jeśli o odpoczynku mowa, to możecie jechać ze mną już w piątek po treningu. Może urządzimy jakiegoś grilla? – rzuciłam, obserwując jego reakcję.
- Zapytamy chłopaków.. – wstał i podszedł do ich stolika. Wszyscy przyjęli to jeszcze pozytywniej, niż się tego spodziewałam. – Załatwione. – wrócił na swoje miejsce. Kończyliśmy obiad, rozmawiając o przyszłych meczach w Lidze Światowej.


Czas na siłowni minął mi szybko. Skorzystałam z wolnego czasu i zaczęłam pisać pracę. Nie sprawiało mi to problemu. Zawsze miałam lekkie pióro. Zanim się obejrzałam miałam zapełnioną całą stronę. Po tym jak pożegnałam się z chłopakami, podbiegł do mnie Bartek.
- Śpieszy ci się do Warszawy? – spytał, dotrzymując mi kroku. Głos mu lekko zadrżał.
- Nie.. W sumie nie.. – wzruszyłam ramionami. – Nie mam żadnych planów, a co?
- Tak sobie pomyślałem.. – uśmiechnął się nieśmiało.- Ostatnio znalazłem jedną z najlepszych cukierni w Polsce. Może chciałabyś się wybrać?
- Ok.. Idź się przebierz. Czekam na parkingu. - Wyszłam na zewnątrz i stanęłam przy samochodzie. Po niecałych 10 minutach Bartek stał już obok.
- Zakładam, że nie dasz mi prowadzić..
- Dobrze, zakładasz. – uśmiechnęłam się siadając za kierownicą. Po kilkunastu minutach podjechaliśmy pod małą cukiernię. Zajęliśmy miejsca, przy jednym ze stolików i złożyliśmy zamówienie.
- Jak Ci idzie pisanie? – zagadnął, gdy czekaliśmy na ciastka.
- Dopiero zaczynam.. Mam tyle na głowie, że ciężko znaleźć na to czas. Ale po weekendzie już się za to zabiorę. – wyjaśniłam z uśmiechem.
- Dlaczego akurat fizjoterapia? – oparł głowę na rękach, patrząc na mnie z zainteresowaniem. Wyraźnie się rozluźnił.
- Chciałam robić coś przydatnego. Wiesz, to nie jest pewne, że do końca życia będę w show biznesie. Nie chce potem robić rzeczy wbrew sobie, tylko po to, żeby o mnie pisali.. Jeśli minie mój czas to zacznę pracę jako rehabilitantka. A dlaczego ty grasz w siatkówkę?
- Hmm.. Po pierwsze jestem wysoki, po drugie mój tata grał i mnie zaraził pasją do tego, a po trzecie to jest coś co kocham. – wyliczał na palcach. – Ale tobie siatka też chyba nie jest obca. Pokazałaś klasę na treningu – wyszczerzył się.
- Grałam trochę. – odpowiedziałam krótko. Przyniesiono nam zamówienia.
- Rzeczy wbrew sobie, czyli co?
- Rzeczy dzięki którym będą o mnie pisać. Wiesz, niektórzy wychodzą z założenia, że nie ważne co, ważne żeby o nich pisali. A nie wiem czy jest coś gorszego, niż pchanie się na siłę tam gdzie cię nie chcą.
- Zgadzam się. – powiedział z uśmiechem.
- Słyszałam, że przenosisz się do Włoch..
- Tak.. Widocznie Rosja mi nie służy.. – zmarszczył brwi. – Wydaje mi się, że duży wpływ miała kontuzja.. Przez długi czas nie mogłem grać..
- Wiem, wiem.. Śledziłam twoje losy..
- Serio? – spytał zdziwiony, ale jednocześnie zadowolony. – Też sporo o tobie czytałem.. Ostatnio widziałem cię na okładce jakiegoś pisma.. Jesteś też modelką?
- No co ty – zaśmiałam się. – Do bycia modelką trzeba mieć wzrost, figurę i urodę, a ja mam tylko wzrost. – popatrzył na mnie, mrużąc oczy. – Czemu tak na mnie patrzysz?
- Muszę ci się do czegoś przyznać.. Na początku myślałem, że jesteś kolejną napuszoną gwiazdą, a tu taka miła niespodzianka.. – pokręcił głową z bananem na twarzy.
- Wow. – uniosłam brwi. – Cieszę się, że zaskoczyłam cię pozytywnie. – popatrzyłam na zegarek, było już po 18. – Muszę się zbierać. Dwie godziny jazdy przede mną. – wstałam i wyjęłam portfel.
- No nawet nie żartuj! - oburzył się. – Ja Cię zaprosiłem i nie pozwolę ci zapłacić.
- Ale ja zawsze za siebie płacę. – powiedziałam stanowczo.
- Ale nie tym razem – rzucił szybko na stół banknot pięćdziesięciozłotowy, zanim znalazłam portfel w torebce. Pociągnął mnie za rękę w kierunku drzwi.
- Dobra, ale następnym razem ja płace. – westchnęłam zrezygnowana. Bartek jedynie się uśmiechnął. Odwiozłam go pod ośrodek i ruszyłam w drogę do Warszawy.

______________

Kolejny rozdział w środę o północy :))

piątek, 5 lipca 2013

Rozdział III - "Blondyna i Pan Seksowny"


- Co robisz po meczu? – spytał Igła, gdy kończyłam masaż
- Jadę do domu.. – odpowiedziałam naciskając coraz mocniej.
- Może wyskoczyłabyś z nami na kolację? – podniósł głowę i popatrzył na mnie, czekając na odpowiedź.
- Nie chce wam psuć męskiego wieczoru – pokręciłam głową. Nie lubiłam się wpychać nieproszona.
- Nie popsujesz, niektórzy zabierają partnerki, które będą na meczu.. – przekonywał mnie. – Iwony nie będzie, więc możesz iść ze mną – uśmiechnął się przyjaźnie.
- A jeśli pozostali będą mieć coś przeciwko? – spytałam niepewnie. Co się ze mną dzieje. W sumie skoro zaprasza cię Ignaczak, to czemu przejmujesz się resztą?
- Pokażesz im, że nie jesteś stworem z innej planety..
- Uważają mnie za stwora z innego planety? – zmarszczyłam brwi. Krzysiek się zaśmiał.
- Nie.. – pokręcił szybko głową. – To była metafora.. Po prostu się krępują, jakbyś była nie wiadomo kim.. Nawet jak o tobie mówią to z dystansem, co do nich w ogóle nie jest podobne. Ja od razu wiedziałem, że jesteś spoko babka. – wyszczerzył się.
- Dzięki – odpowiedziałam, śmiejąc się. A więc rozmawiali o mnie.. Ciekawe co konkretnie mówili – Wiec.. rozmawialiście o mnie? – nacisnęłam mocniej, na co on cicho syknął.
- Nic złego nie mówiliśmy – powiedział szybko, chyba myślał, że zrobiłam to specjalnie. – Wiesz tak sobie gadaliśmy..
- Rozumiem.. Gotowe – odeszłam od niego, pozwalając mu wstać.
- Dzięki wielkie – westchnął z ulgą. – Idziesz ze mną? – wskazał na drzwi.
- W sumie.. I tak nie mam co robić.. – wzruszyłam ramionami. Wyszłam pierwsza i razem z Igłą ruszyliśmy w kierunku boiska. Gdy weszliśmy, chłopaki właśnie kończyli trening. – Pójdę się przywitać z trenerem.. – oznajmiłam i podeszłam do Andrei.
- Dzień dobry – uśmiechnęłam się.
- O Julie.. I jak? – spytał zaciekawiony. – Podobno Olek miał problem z dotarciem?
- A tak, tak.. Wypadło mu.. coś.. Ale zastąpiłam go przy Bartku i Igle – wyjaśniłam. Kątem oka widziałam Bartmana, mierzącego wzrokiem moje nogi. Czułam, że założenie tak krótkiej spódniczki było najlepszą decyzją jaką dzisiaj podjęłam.
- No to się cieszę. – dotknął mojego ramienia. Chyba mnie polubił. Doszli do nas zawodnicy. 
- Słyszałem, że idziesz z nami na kolację? – zagadnął Kurek. Wydawało mi się czy zobaczyłam grymas niezadowolenia na twarzy Zbyszka. Przepraszam, czy to nie on przed chwilą rozbierał mnie wzrokiem?! Zdenerwowana odwróciłam wzrok. Wbijając go w Bartka, który ucieszył się znacznie bardziej.
- Jeśli nie macie nic przeciwko.. – uśmiechnęłam się nieśmiało.
- Nie, no co ty.. – rozległy się głosy zawodników.
- W końcu się poznamy – zwrócił się do mnie Kubiak. – Trenerze idziemy na obiad? Umieramy z głodu..
- Tak, tak.. Julie może wybierzesz się z nami? – popatrzył na mnie.
- A nie, dziękuję.. Muszę jechać przebrać się na mecz.. – zaczęłam.
- W koszulkę z moim nazwiskiem? – w końcu się odezwał. Z widocznym oporem zatrzymałam na nim spojrzenie.
- Ma wartość sentymentalną.. Dostałam ją od przyjaciółki.. Twoje nazwisko to jedynie dodatek.. – powiedziałam patrząc mu w oczy. – Podejrzewam, że wybrała taką, bo ona jedyna się nie sprzedała.. – rozległo się jedno wielkie „buu” w stronę Zbyszka. Zarumienił się lekko, ale nie spuścił ze mnie wzroku. Uśmiechałam się prowokująco, ale znów Anastasi nam przerwał.
- Do szatni.. – zarządził. Wszyscy ruszyli w kierunku bocznych drzwi. Bartman uśmiechnął się lekko i odwrócił do mnie tyłem. Po chwili zdjął przepoconą koszulkę, ukazując umięśnione plecy. Odwrócił głowę, żeby zobaczyć, czy to widzę. Pokręciłam głową, ze śmiechem i wyszłam z sali. Nie mogłam się doczekać, aż to on znajdzie się na stole do masażu.

Gdy dotarłam do domu, czekał na mnie już obiad. Usiadłam przy stole z Zosią i Laurą i zaczęłyśmy jeść.
- Jak tam pierwszy dzień? – zagadnęła Laura.
- W porządku.. Musiałam zająć się dwójką siatkarzy.. – powiedziałam dumnie. – Podoba mi się to..
- Nie wątpię – uśmiechnęła się – Nie wiem, czy znalazłaby się dziewczyna, której by się to nie podobało..
- Ale to nie chodzi o siatkarzy.. – próbowałam ją przekonać, choć obie wiedziałyśmy jaka jest prawda.- Chodzi mi o doświadczenie jakie tam zdobywam..
- Oczywiście.. – pokręciła głową ze śmiechem.
- A co tam robisz? – spytała Zosia, która do tej pory jedynie przysłuchiwała się naszej rozmowie.
- Pomagam siatkarzom.. Masuję ich, żeby byli sprawni.. – wyjaśniłam.
- Ja też tak chce jak będę duża! – krzyknęła wesoło. – Mogę mamo?
- Jeśli chcesz.. – uniosła ręce do góry.
- Super! 
- A teraz wybaczcie muszę się iść przebrać.
Weszłam do garderoby i już sięgałam po koszulkę z nazwiskiem Bartman, ale wstrzymałam rękę. Miałam siedzieć przy stolikach.. To będzie trochę dziwnie wyglądało.. Nie zauważyłam by tam ktoś siedział ubrany w barwy narodowe.. Poza tym zobaczyć minę Zbyszka.. Założyłam jeansy i białą bokserkę.
Gdy dojechałam na halę, parking był prawie pełny. Weszłam tylnymi drzwiami, pokazując identyfikator. Na boisku siatkarze już się rozgrzewali. Pierwszy zobaczył mnie Igła i pomachał szczerząc się przy tym. Za jego przykładem poszła reszta, tylko nie Zbyszek. Stał i patrzył na mnie uśmiechając się pod nosem. Zajęłam swoje miejsce.
- Przepraszam.. – usłyszałam za sobą. Odwróciłam się myśląc, że to jakiś fan, chce prosić o autograf. Ku mojemu zdziwieniu zobaczyłam Łukasza Kadziewicza z mikrofonem w ręce, a obok niego kamerę. – Możemy zadać kilka pytań? – spytał niepewnie.
- Pewnie. – wzruszyłam ramionami i wstałam.
- Jeśli chcesz to przygotuj się..
- A co? Coś ze mną nie tak? – spytałam, wycierając się w kącikach ust.
- Nie, nie.. Dobra zaczynamy.. – odwrócił się twarzom do kamery – Udało mi się dorwać piosenkarkę, aktorkę i jedną z największych i najładniejszych – wywróciłam oczami – fanek polskiej siatkówki. Julie każdy kto choć trochę cię zna wie, że jesteś ogromną fanką siatkówki. Skąd to się wzięło? I jak długo już to trwa?
- Hmm.. trwa to już ładnych kilkanaście lat. Nie mam pojęcia skąd się to wzięło.. – wzruszyłam ramionami. – Pamiętam, że obejrzałam pierwszy mecz reprezentacji i po prostu zakochałam się w tym sporcie.
- Masz warunki do tego, żeby być siatkarką.. Nie myślałaś nigdy o tym?
- Kiedyś grałam, ale ostatecznie stanęło na muzyce – uśmiechnęłam się. Odpowiadałam standardowo. Nie wyobrażałam sobie przed kamerą opowiadać mojej całej historii.
- Dobra.. Wiesz, że nie jestem prawdziwym dziennikarzem, więc takie pytanie zostawię profesjonalistom.. Powiedz mi, który zawodnik według ciebie jest najlepszy?
- Ojej.. – rozejrzałam się, szukając pomocy. – Wiesz co.. Nasza kadra jest tak dobra, że wydaje mi się, że wybranie jednego jest trudne, a może nawet niemożliwe. – miałam nadzieję, że taka odpowiedź go usatysfakcjonuje, ale patrzył na mnie wyczekująco. Westchnęłam. – No na pewno jednym z lepszych jest Bartek Kurek, Michał Winiarski, Krzysiek Ignaczak, Zbyszek.. – to ostatnie z trudem przeszło mi przez gardło. – Piotrek Nowakowski, Marcin..
- Dobra – przerwał mi. – Widzimy, że nie możesz wybrać jednego. No to powiedź, który jest najprzystojniejszy? – wyszczerzył się.
- Z reprezentacji?
- Wiem, że wolisz się upewnić, czy na pewno nie może wymienić mnie..
- Taaaaak. – zaśmiałam się. – Ale przyjmijmy, że ty jesteś przystojny, ale muszę wybrać spośród nich.. Co nie jest proste, bo znów muszę wymienić kilku.. Bartek, Winiar, Zbyszek.. Nie no każdy ma coś w sobie – wzruszyłam bezradnie ramionami.
- Przepraszam, nie słuchałem Cie.. Zatrzymałem się na tym „ty jesteś przystojny” – pokręcił głową, na co ja wybuchłam śmiechem. – Dobra.. Mecz się zaczyna.. Dziękuję i życzę sukcesów.
- Dziękuję i wzajemnie. – skinęłam lekko głową i usiadłam ponownie. Spotkanie się rozpoczęło. Polacy grali dużo lepiej niż w piątkowym meczu i pokonali przeciwników, zdobywając 3 punkty. Aplauz kibiców był porażający. Coś w tym jest, że polscy kibice są najlepsi. Gdy zawodnicy rozdawali autografy i udzielali wywiadów, ja już byłam w drodze do auta. Wbiegłam szybko do domu. Przebrałam się i od razu wróciłam do samochodu. Na miejsce dojechałam w tym samym momencie co chłopaki. Nie rozglądając się po nowych twarzach doszłam do Igły i wszyscy razem weszliśmy do klubu jak się okazało. Zajęliśmy najdłuższy stolik i dopiero wtedy mogłam zorientować się, kto  z kim przyszedł. Igła przedstawiał mnie po kolei.
- A to.. – wskazał na chudą blondynę, obok ZB9.
- Iza. – dokończył za niego. A więc pan seksowny ma jednak kogoś. To dlatego nie był zadowolony, że ja idę z nimi? Chciał zachować w tajemnicy istnienie wytapetowanej blondyny?  Poczułam dziwną chęć rywalizacji. Chyba zostało mi to jeszcze z boiska. Zaczęłam się z nią porównywać. Tak jak ja była wysoka, choć ona kilka centymetrów wyższa. Była jasną blondynką z niebieskimi małymi oczami i wąskimi ustami. Ja byłam brunetką z nienaturalnie dużymi, brązowymi tęczówkami i pełnymi ustami. Jednym słowem różniłyśmy się całkowicie. Jedyne czym mogłam z nią wygrać to moje 75C, bo z tego co widziałam była dość płaska.
- Myślałam, że idziemy na kolację.. – zwróciłam się do Krzyśka, który siedział obok. – Tak wyglądają u Was kolacje? Pizza, taniec? – uśmiechnęłam się. Podobało mi się to.
- Przeważnie.. Wolimy to, niż siedzenie w cichej restauracji i zamulanie.. – wyjaśnił z uśmiechem. – A jeśli chodzi o taniec.. – wstał i wyciągnął rękę. Wszyscy spojrzeli na nas. – Mogę prosić do tańca, madam? – spytał szarmancko.
- Jak już to mademoiselle.. Nie jestem taka stara – poprawiłam go z uśmiechem.
- Za trudne – zmarszczył brwi, na co ja się zaśmiałam i wstałam. Dołączyliśmy do obcych par, podczas gdy w głośnikach zaczęła się nowa piosenka. Igła chociaż grał całe 3 sety, w ogóle nie wydawał się być zmęczonym.
- Parkiet jest nasz – powiedział, śmiejąc się. To prawda, większość osób ustąpiła nam miejsca, widząc, że potrzebujemy go dość sporo.
- Odbijany – Kubi klasnął w dłonie, gdy piosenka się zmieniła. Na parkiet wyszło więcej zawodników z partnerkami. Wszyscy bawili się świetnie. Po jakimś czasie musiałam wyjść się przewietrzyć. Na szczęście lub nieszczęście przed klubem spotkałam się twarzą w twarz z blondyną i Zbyszkiem.
- Strasznie miło mi Cię poznać – podeszła do mnie. – Jestem twoją fanką.
- Miło mi – uśmiechnęłam się. – Dobrze się bawicie? – spytałam, patrząc bardziej na Bartmana. Rozmowa z jego dziewczyną, wcale mnie nie interesowała. Jednak to ona mi odpowiedziała.
- Nie mam jakoś ochoty tańczyć… - westchnęła. – Ty się tutaj nie nudzisz? Wydawało mi się, że będziesz przyzwyczajona do innego typu imprez.. – próbowała nawiązać rozmowę.
- Nie ważne gdzie, ważne z kim – powiedziałam sucho. Na zewnątrz wyszedł też Kubiak z Moniką.
- Ale gorąco.. – westchnęła. – O czym rozmawiacie?
- O niczym konkretnym.. – uśmiechnęłam się tym razem szczerze. Ją akurat polubiłam od razu. – Wracam do środka.. – ruszyłam z powrotem w kierunku drzwi. Szłam przez parkiet w stronę stolika, gdy nagle ktoś pociągnął mnie za rękę. Zanim zorientowałam się, że to Zbyszek, byłam już w jego ramionach. Jak na złość w głośnikach słychać było „wolny kawałek”. Bartman przyciągnął mnie jeszcze bliżej do siebie.
- Nie założyłaś dzisiaj koszulki.. – mruknął mi do ucha. Próbowałam zebrać myśli, ale utrudniał mi to jego gorący oddech na karku.
- Zależało ci na tym? – spytałam cicho. Czułam, że jego ręka błądzi po moich plecach. Nie wiem dlaczego, aż tak na mnie działał. Oddalił mnie od siebie, obracając i ponownie zamykając w żelaznym uścisku. - Nie wystarczyło ci to, że twoja dziewczyna ubrana była w taką koszulkę? – musiałam ostudzić atmosferę, bo serce biło mi coraz bardziej. A ostatnie czego chciałam to, to, żeby Zibi wiedział jak na mnie działa. Rozluźnił uścisk. Wyraźnie nie spodobało mu się to pytanie.
- Czyżbyś była zazdrosna? – odsunął mnie na taką odległość, że mógł spokojnie patrzeć mi w oczy.
- Chciałbyś – odpowiedziałam złośliwie, mierząc go wzrokiem.
- Julka! – krzyknął Igła. – Telefon!
Wyswobodziłam się z uścisku i ruszyłam w stronę stolika. Wzięłam komórkę i na wyświetlaczu zobaczyłam zdjęcie głupiej miny Justina.
- Słucham? – odebrałam.
- Julie za ile będziesz? Siedzę właśnie na twojej kanapie i czekam na Ciebie. – powiedział radośnie.
- Co? Po co przyjechałeś? – zmarszczyłam brwi.
- Jakaś ty miła.. – westchnął – Stęskniłem się..
- Jasne.. – zaśmiałam się. – Zaraz będę – rzuciłam i się rozłączyłam. Schowałam telefon do torebki i popatrzyłam na zebranych. Zbyszek i blondyna wrócili na swoje miejsca i teraz oboje na mnie patrzyli. – Ja niestety się muszę już zbierać. Justin..
- Timberlake? – przerwała mi Iza, wyraźnie podekscytowana – Uwielbiam go!
- Justin czeka na mnie w domu. – dokończyłam, ignorując ją – Bardzo dobrze się bawiłam. Do wtorku.- pożegnałam się i ruszyłam w stronę wyjścia. Czułam, że Bartman odprowadza mnie wzrokiem. Uśmiechnęłam się z satysfakcją.
- Poczekaj! – krzyknął za mną Igła. – Odprowadzę cię.. – podszedł do mnie szybkim krokiem i razem wyszliśmy przed klub. – Widzisz.. Mówiłem, że się do ciebie przekonają – wypiął dumnie pierś, dumny z siebie. – Wszyscy cię polubili.
- Cieszę się.. – powiedziałam szczerze.
- Ty i Zibi coś ten tego.. – zmarszczył brwi, szczerząc się.
- No co ty.. On ma dziewczynę.. Nie interesują mnie zajęci. – otworzyłam drzwi, ale nie wsiadałam.
- Ta blondyna? – zdziwił się. – To nie jest jego dziewczyna. Pierwszy raz laskę na oczy widzę..
- Nieważne – skłamałam, kręcąc głową. – Muszę już lecieć.. Dzięki wielkie za zaproszenie, świetnie się bawiłam.
Pożegnaliśmy się i wsiadłam do auta. Wieczór mogłam uznać za udany. Zastanawiałam się dlaczego Zibi nie zaprzeczył. Chciał żebym była zazdrosna? Udało mu się.