niedziela, 7 lipca 2013

Rozdział IV - "Justin"



- Nareszcie! – weszłam do salonu i zobaczyłam uśmiechniętego Justina. Przytulił mnie mocno.
- Udusisz mnie.. – mruknęłam w jego koszulkę.
- Wybacz – odsunął mnie od siebie. – Patrz co mam! – wskazał na papierową torbę z naszej ulubionej restauracji.
– Kupiłeś kurczaka.. – powiedziałam wesoło. – Poczekaj przebiorę się i zaraz wracam. – pobiegłam szybko do garderoby. Zrzuciłam niewygodne ubrania i założyłam zwykły, różowy dres. Gdy wróciłam Justin siedział na kanapie, oglądając film, w którym sam grał. Podeszłam i zabrałam mu pilot. – Ah.. to samouwielbienie.  Nie ma filmu, w którym główny bohater umie grać? – spytałam złośliwie, skacząc po kanałach. Próbował wyrwać mi z ręki pilota, ale mu na to nie pozwoliłam.  
- Bardzo zabawne.. Za tą rolę dostałem nagrodę. – oburzył się. – Jedź, bo ci wystygnie. - Nałożyłam dużą porcję na talerz i zaczęłam jeść.
- Jesz jak świnia.. – pokręcił głową, patrząc na mnie z przerażeniem. – Wiesz, że istnieje coś takiego jak sztućce?
- Wiem, ale tak mi bardziej smakuję – pokazałam mu język. – Lepiej powiedz mi po co przyjechałeś.. Kupiłeś kurczaka i jesteś zadziwiająco miły.. Coś musi być na rzeczy.. – popatrzyłam na niego podejrzliwie.
- Mówiłem Ci, że się stęskniłem.. – wzruszył ramionami.
- I z tej tęsknoty leciałeś tutaj z innego kontynentu?. – uniosłam brwi. Czy on naprawdę myślał, że jestem taka głupia? - Mów.
- Oświadczyłem się Sarze.. – wypalił, obserwując moją reakcje. Nie byłam zaskoczona. Wiedziałam, że prędzej, czy później tak to się skończy. Nie byłam zadowolona, ale co mi do tego?
- Gratuluję. – uśmiechnęłam się lekko, przytulając go.
- Tyle? – spytał zdziwiony, nadal gotowy na mój wybuch.
- Tyle. To ty z nią będziesz żył, nie ja – wzruszyłam ramionami. Sam się zdecydował na taki los. Ja ostrzegałam go niejednokrotnie. Wstałam i zaczęłam zbierać brudne naczynia. – Ja mam czyste sumienie. Jak przyjdziesz do mnie załamany po sprawie rozwodowej będę mogła uczciwie powiedzieć a nie mówiłam.
- Nie będzie żadnej sprawy rozwodowej.. – wstał i zaczął mi pomagać. – Wiem, że to ta jedyna.
- W takim razie współczuje.. Spędzisz z nią resztę życia.. – uśmiechnęłam się pocieszająco.
- Nie rozumiem dlaczego tak jej nie lubisz..
- No nie wiem.. – udałam, że się zastanawiam. – Może dlatego, że jest pustą, zapatrzoną w siebie egoistką bez poczucia humoru.. I ma irytujący śmiech. – dodałam.
- Ja uważam wręcz przeciwnie. – powiedział, podając mi naczynia.
- I dlatego ty się z nią żenisz, a nie ja.. – uniosłam brwi. Westchnął przybity. Byłam okropną przyjaciółką, zamiast się cieszyć razem z nim, wytykałam wady jego przyszłej żony. – Słuchaj.. Jeśli ją kochasz i jesteś szczęśliwy to mi nic do tego. Postaram się ją zaakceptować, chociaż niczego nie obiecuję. – pokręciłam głową. Przytulił mnie mocno.
- Dziękuję.. Wiesz, gdyby nie te twoje przerażające oczy to może mógłbym się w tobie zakochać – wyznał z uśmiechem. Odsunęłam się od niego.
- Niektórzy uważają je za mega seksowne. – oburzyłam się. Chciał coś powiedzieć, ale ostatecznie wyszedł mu grymas na twarzy. Dałam mu kuksańca łokciem i oboje wybuchliśmy śmiechem.
- A jak tam siatkarze? Wpadł Ci któryś w oko? – spytał, gdy wracaliśmy do pokoju.
- Mam Iana, pamiętasz? – rzuciłam przez ramię.
- Daj spokój.. Przecież wiem, że to jedna wielka ściema. – westchnął. – A nie wierzę, że żaden umięśniony sportowiec nie zrobił na tobie wrażenia.
- Żaden.. -  odparłam stanowczo. Nie dał się oszukać. Patrzył na mnie z uniesionymi brwiami. – Dobra.. Jest jeden ciekawy.. – mimowolnie uśmiechnęłam się, przypominając sobie, że już we wtorek ponownie spotkam się z Bartmanem.
- Znam ten uśmiech! – krzyknął. – Masz co do niego plany.. – zaczął podekscytowany. – Niech zgadnę jest pewny siebie, sarkastyczny, a do tego umięśniony.. Twój ideał – wyszczerzył się.
- Nie prawda. – odpowiedziałam szybko. Nienawidziłam, gdy miał rację. – Idę spać. Połóż się, w którymś pokoju.. – wstałam i ruszyłam w stronę łazienki.
- Ja i tak wiem swoje! – usłyszałam za sobą, ale tylko pokręciłam głową i wyszłam z salonu.

Rano odwiozłam Justina na lotnisko, słuchając jego spekulacji na temat seksownego sportowca, który zawrócił mi w głowie. Odwiedziłam Wiktorię, której ze szczegółami opowiedziałam o pierwszym spotkaniu z siatkarzami. Resztę dnia spędziłam w fundacji, walcząc ze stosem papierkowej roboty. W domu byłam dopiero o 22. Wykończona, po gorącej kąpieli, od razu odpłynęłam.

We wtorek wstałam przed budzikiem. Wyjątkowo bez problemu zeszłam z łóżka i weszłam do łazienki się ogarnąć. Stanęłam przed szafą. W co mam się ubrać? Postawiłam na spodenki, białą bluzkę i bluzę. Zeszłam na dół. Dziewczyn jeszcze nie było. Nie miałam czasu czekać, aż wstaną więc wyjęłam patelnię i zaczęłam przyrządzać sobie naleśniki. Uwielbiałam gotować, szczególnie dla kogoś. Pierwszy raz od dawna w normalnym tempie zjadłam śniadanie. Nie śpiesząc się wyszłam na zewnątrz. Był piękny, słoneczny ranek. A ja będę musiała siedzieć na hali. Jak mus to mus.. Wsiadłam do auta i ruszyłam w drogę do Spały. Na miejsce dotarłam na czas. Wyszłam z samochodu i rozejrzałam się. Widok był całkiem ładny. Weszłam do środka. Odnalezienie sali nie zajęło mi dużo czasu. Siatkarze już zaczynali rozgrzewkę. Odmachałam im, po tym jak mnie zauważyli.
- Julie! – krzyknął Anastasi, gdy mnie zobaczył. Podszedł do mnie. – Olek jest u siebie.. Korytarzem prosto i pierwsze drzwi po prawej – uśmiechnął się.
- O, dziękuję. – rzuciłam przelotny uśmiech w stronę Igły i Bartka, którzy na mnie patrzyli. Nigdzie nie zauważyłam Bartmana, ale może przeoczyłam go wśród tych olbrzymów. Wyszłam i udałam się w wyznaczonym kierunku. Zapukałam i otworzyłam, słysząc zaproszenie. Olek stał przy stole do masażu, na którym wyciągnięty był nie kto inny tylko sam Zbyszek.
- Cześć – przywitałam się, zamykając za sobą drzwi. – Jak żona? – spytałam, siadając na drugim stole.
- Jaka żona? – spytał, marszcząc brwi. Po chwili jednak zorientował się o co mi chodzi. – A..
- Nie tłumacz się – przerwałam ze śmiechem. – Bartek cię wydał.
- Ty masz żonę? – Zibi uniósł głowę do góry, patrząc na niego ze zdziwieniem. Przy okazji po raz pierwszy dzisiaj spojrzał na mnie. Popatrzył na moje wyciągnięte nogi i z lekkim uśmiechem, ponownie ułożył głowę na poduszce.
- Nie mam żony.. Przepraszam, ale to jedyne wpadło mi do głowy – powiedział skrępowany. – Wiesz.. W sobotę miałem urodziny kumpla.. Ale za to dzisiaj możesz spokojnie obserwować moją pracę. – uśmiechnął się, myśląc, że oddaje mi tym przysługę. Akurat dzisiaj,  kiedy Bartman leżał napinając mięśnie na stole do masażu, akurat teraz musiał wykazać się wspaniałomyślnością. Zaczął tłumaczyć mi co robi, po co, dlaczego, a ja skrzętnie wszystko notowałam. W trójkę wróciliśmy na salę. Chłopaki podzieleni na dwa składy właśnie rozpoczynali pojedynek. Zbyszek dołączył do jednej z drużyn. Usiadłam na trybunach i obserwowałam z zazdrością poczynania chłopaków. W przerwie, wszyscy zgromadzili się wokół mnie. Czułam się jak maskotka drużyny, która jest największą atrakcją treningu.
- Musimy koniecznie powtórzyć taki wypad. – zaproponował Bartek, uśmiechając się przyjaźnie. – Nie miałem okazji jeszcze z Tobą zatańczyć.
- Nadrobimy. – uśmiechnęłam się, patrząc mu w oczy. Lubiłam mieć kontakt wzrokowy z drugą osobą. Niektórzy nawet nie wiedzą, jak dużo można wyczytać z oczu rozmówcy.
- Wracasz do Warszawy, czy zostajesz w ośrodku? – spytał Kubiak, siadając obok.
- Wracam to niecałe dwie godziny drogi.. Nie opłaca mi się zostawać. – odpowiedziałam. Trener zagwizdał, sygnalizując koniec przerwy, po czym wyszedł rozmawiając przez telefon.
- Może zagrasz z nami? – krzyknął Igła, gdy ustawili się już na boisku. – Nie bój się.. Będziemy delikatni..
- Nie chce wam przeszkadzać.. – próbowałam się wykręcić.
- No chyba, że się boisz.. – Bartman uśmiechnął się złośliwie. – Paznokcie, fryzura.. – popatrzył na mnie wyzywająco. – Nie bój się nie będziemy się śmiać..
Miałam wybór, albo dać satysfakcję Zbyszkowi i móc potem ruszać ręką lub zedrzeć ten głupi uśmieszek z jego twarzy, a potem cierpieć z bólu. Wybór był prosty.
- Ok.. – wzruszyłam ramionami, zdejmując czarną bluzę. Weszłam na parkiet za Ruciaka. Po drugiej stronie siatki Zbyszek stał w polu zagrywki. Dlaczego wydawało mi się, że będę zaraz przyjmować?
- Tylko Zibi nie 100 km/h – krzyknął Bartek. Wyrzucił piłkę i odbił idealnie w moim kierunku. Nie z całej siły, ale wystarczająco, żeby mnie odrzucić. Nie dałam się i przyjęłam odbijając idealnie w kierunku Fabiana, który wystawił Jarskiemu i nasza drużyna zdobyła punkt. Wyszczerzyłam się w kierunku Zibiego, który stał trzymając się pod boki. Kolejne akcje odbyły się bez mojego większego udziału. W końcu nadszedł czas na zagrywkę.
- Możesz dolnym! – krzyknął Zibi. Spiorunowałam go wzrokiem i wyrzuciłam piłkę wysoko nad siebie. Podskoczyłam i trafiłam w sam róg boiska. Syknęłam z bólu. Ręka bolała mnie nie miłosiernie, ale zobaczyć zdumioną minę Bartmana – bezcenne. Na salę wrócił Anastasi, ogłaszając czas na obiad. Zeszłam z parkietu razem z chłopakami, trzymając się za rękę.
- Coś nie tak? – spytał Bartek, który zmaterializował się obok.
- Nie wszystko ok. – uśmiechnęłam się sztucznie. Siatkarze ruszyli w stronę szatni, a ja z Olkiem i trenerem w stronę stołówki. Zaraz potem przyszli zawodnicy, zajmując stolik obok.
- Zaczęłaś już pisać pracę? – zagadnął Olek.
- Mam dopiero spis treści.. Nie wiem kiedy jak to wszystko ogarnę. Jeszcze w weekend mam bankiet i aukcje charytatywną u siebie w domu – westchnęłam. – A wciąż brakuję przedmiotów..
- Może koszulki siatkarzy z autografami? – zaproponował trener. – Może znalazłby się jakiś chętny na komplet koszulek..
- Genialne! – powiedziałam. – Tak w ogóle to serdecznie zapraszam na bankiet i aukcje. To jest w sobotę.
- W sumie chłopakom przydałby się odpoczynek.. – zaczął się zastanawiać.
- Jeśli o odpoczynku mowa, to możecie jechać ze mną już w piątek po treningu. Może urządzimy jakiegoś grilla? – rzuciłam, obserwując jego reakcję.
- Zapytamy chłopaków.. – wstał i podszedł do ich stolika. Wszyscy przyjęli to jeszcze pozytywniej, niż się tego spodziewałam. – Załatwione. – wrócił na swoje miejsce. Kończyliśmy obiad, rozmawiając o przyszłych meczach w Lidze Światowej.


Czas na siłowni minął mi szybko. Skorzystałam z wolnego czasu i zaczęłam pisać pracę. Nie sprawiało mi to problemu. Zawsze miałam lekkie pióro. Zanim się obejrzałam miałam zapełnioną całą stronę. Po tym jak pożegnałam się z chłopakami, podbiegł do mnie Bartek.
- Śpieszy ci się do Warszawy? – spytał, dotrzymując mi kroku. Głos mu lekko zadrżał.
- Nie.. W sumie nie.. – wzruszyłam ramionami. – Nie mam żadnych planów, a co?
- Tak sobie pomyślałem.. – uśmiechnął się nieśmiało.- Ostatnio znalazłem jedną z najlepszych cukierni w Polsce. Może chciałabyś się wybrać?
- Ok.. Idź się przebierz. Czekam na parkingu. - Wyszłam na zewnątrz i stanęłam przy samochodzie. Po niecałych 10 minutach Bartek stał już obok.
- Zakładam, że nie dasz mi prowadzić..
- Dobrze, zakładasz. – uśmiechnęłam się siadając za kierownicą. Po kilkunastu minutach podjechaliśmy pod małą cukiernię. Zajęliśmy miejsca, przy jednym ze stolików i złożyliśmy zamówienie.
- Jak Ci idzie pisanie? – zagadnął, gdy czekaliśmy na ciastka.
- Dopiero zaczynam.. Mam tyle na głowie, że ciężko znaleźć na to czas. Ale po weekendzie już się za to zabiorę. – wyjaśniłam z uśmiechem.
- Dlaczego akurat fizjoterapia? – oparł głowę na rękach, patrząc na mnie z zainteresowaniem. Wyraźnie się rozluźnił.
- Chciałam robić coś przydatnego. Wiesz, to nie jest pewne, że do końca życia będę w show biznesie. Nie chce potem robić rzeczy wbrew sobie, tylko po to, żeby o mnie pisali.. Jeśli minie mój czas to zacznę pracę jako rehabilitantka. A dlaczego ty grasz w siatkówkę?
- Hmm.. Po pierwsze jestem wysoki, po drugie mój tata grał i mnie zaraził pasją do tego, a po trzecie to jest coś co kocham. – wyliczał na palcach. – Ale tobie siatka też chyba nie jest obca. Pokazałaś klasę na treningu – wyszczerzył się.
- Grałam trochę. – odpowiedziałam krótko. Przyniesiono nam zamówienia.
- Rzeczy wbrew sobie, czyli co?
- Rzeczy dzięki którym będą o mnie pisać. Wiesz, niektórzy wychodzą z założenia, że nie ważne co, ważne żeby o nich pisali. A nie wiem czy jest coś gorszego, niż pchanie się na siłę tam gdzie cię nie chcą.
- Zgadzam się. – powiedział z uśmiechem.
- Słyszałam, że przenosisz się do Włoch..
- Tak.. Widocznie Rosja mi nie służy.. – zmarszczył brwi. – Wydaje mi się, że duży wpływ miała kontuzja.. Przez długi czas nie mogłem grać..
- Wiem, wiem.. Śledziłam twoje losy..
- Serio? – spytał zdziwiony, ale jednocześnie zadowolony. – Też sporo o tobie czytałem.. Ostatnio widziałem cię na okładce jakiegoś pisma.. Jesteś też modelką?
- No co ty – zaśmiałam się. – Do bycia modelką trzeba mieć wzrost, figurę i urodę, a ja mam tylko wzrost. – popatrzył na mnie, mrużąc oczy. – Czemu tak na mnie patrzysz?
- Muszę ci się do czegoś przyznać.. Na początku myślałem, że jesteś kolejną napuszoną gwiazdą, a tu taka miła niespodzianka.. – pokręcił głową z bananem na twarzy.
- Wow. – uniosłam brwi. – Cieszę się, że zaskoczyłam cię pozytywnie. – popatrzyłam na zegarek, było już po 18. – Muszę się zbierać. Dwie godziny jazdy przede mną. – wstałam i wyjęłam portfel.
- No nawet nie żartuj! - oburzył się. – Ja Cię zaprosiłem i nie pozwolę ci zapłacić.
- Ale ja zawsze za siebie płacę. – powiedziałam stanowczo.
- Ale nie tym razem – rzucił szybko na stół banknot pięćdziesięciozłotowy, zanim znalazłam portfel w torebce. Pociągnął mnie za rękę w kierunku drzwi.
- Dobra, ale następnym razem ja płace. – westchnęłam zrezygnowana. Bartek jedynie się uśmiechnął. Odwiozłam go pod ośrodek i ruszyłam w drogę do Warszawy.

______________

Kolejny rozdział w środę o północy :))

piątek, 5 lipca 2013

Rozdział III - "Blondyna i Pan Seksowny"


- Co robisz po meczu? – spytał Igła, gdy kończyłam masaż
- Jadę do domu.. – odpowiedziałam naciskając coraz mocniej.
- Może wyskoczyłabyś z nami na kolację? – podniósł głowę i popatrzył na mnie, czekając na odpowiedź.
- Nie chce wam psuć męskiego wieczoru – pokręciłam głową. Nie lubiłam się wpychać nieproszona.
- Nie popsujesz, niektórzy zabierają partnerki, które będą na meczu.. – przekonywał mnie. – Iwony nie będzie, więc możesz iść ze mną – uśmiechnął się przyjaźnie.
- A jeśli pozostali będą mieć coś przeciwko? – spytałam niepewnie. Co się ze mną dzieje. W sumie skoro zaprasza cię Ignaczak, to czemu przejmujesz się resztą?
- Pokażesz im, że nie jesteś stworem z innej planety..
- Uważają mnie za stwora z innego planety? – zmarszczyłam brwi. Krzysiek się zaśmiał.
- Nie.. – pokręcił szybko głową. – To była metafora.. Po prostu się krępują, jakbyś była nie wiadomo kim.. Nawet jak o tobie mówią to z dystansem, co do nich w ogóle nie jest podobne. Ja od razu wiedziałem, że jesteś spoko babka. – wyszczerzył się.
- Dzięki – odpowiedziałam, śmiejąc się. A więc rozmawiali o mnie.. Ciekawe co konkretnie mówili – Wiec.. rozmawialiście o mnie? – nacisnęłam mocniej, na co on cicho syknął.
- Nic złego nie mówiliśmy – powiedział szybko, chyba myślał, że zrobiłam to specjalnie. – Wiesz tak sobie gadaliśmy..
- Rozumiem.. Gotowe – odeszłam od niego, pozwalając mu wstać.
- Dzięki wielkie – westchnął z ulgą. – Idziesz ze mną? – wskazał na drzwi.
- W sumie.. I tak nie mam co robić.. – wzruszyłam ramionami. Wyszłam pierwsza i razem z Igłą ruszyliśmy w kierunku boiska. Gdy weszliśmy, chłopaki właśnie kończyli trening. – Pójdę się przywitać z trenerem.. – oznajmiłam i podeszłam do Andrei.
- Dzień dobry – uśmiechnęłam się.
- O Julie.. I jak? – spytał zaciekawiony. – Podobno Olek miał problem z dotarciem?
- A tak, tak.. Wypadło mu.. coś.. Ale zastąpiłam go przy Bartku i Igle – wyjaśniłam. Kątem oka widziałam Bartmana, mierzącego wzrokiem moje nogi. Czułam, że założenie tak krótkiej spódniczki było najlepszą decyzją jaką dzisiaj podjęłam.
- No to się cieszę. – dotknął mojego ramienia. Chyba mnie polubił. Doszli do nas zawodnicy. 
- Słyszałem, że idziesz z nami na kolację? – zagadnął Kurek. Wydawało mi się czy zobaczyłam grymas niezadowolenia na twarzy Zbyszka. Przepraszam, czy to nie on przed chwilą rozbierał mnie wzrokiem?! Zdenerwowana odwróciłam wzrok. Wbijając go w Bartka, który ucieszył się znacznie bardziej.
- Jeśli nie macie nic przeciwko.. – uśmiechnęłam się nieśmiało.
- Nie, no co ty.. – rozległy się głosy zawodników.
- W końcu się poznamy – zwrócił się do mnie Kubiak. – Trenerze idziemy na obiad? Umieramy z głodu..
- Tak, tak.. Julie może wybierzesz się z nami? – popatrzył na mnie.
- A nie, dziękuję.. Muszę jechać przebrać się na mecz.. – zaczęłam.
- W koszulkę z moim nazwiskiem? – w końcu się odezwał. Z widocznym oporem zatrzymałam na nim spojrzenie.
- Ma wartość sentymentalną.. Dostałam ją od przyjaciółki.. Twoje nazwisko to jedynie dodatek.. – powiedziałam patrząc mu w oczy. – Podejrzewam, że wybrała taką, bo ona jedyna się nie sprzedała.. – rozległo się jedno wielkie „buu” w stronę Zbyszka. Zarumienił się lekko, ale nie spuścił ze mnie wzroku. Uśmiechałam się prowokująco, ale znów Anastasi nam przerwał.
- Do szatni.. – zarządził. Wszyscy ruszyli w kierunku bocznych drzwi. Bartman uśmiechnął się lekko i odwrócił do mnie tyłem. Po chwili zdjął przepoconą koszulkę, ukazując umięśnione plecy. Odwrócił głowę, żeby zobaczyć, czy to widzę. Pokręciłam głową, ze śmiechem i wyszłam z sali. Nie mogłam się doczekać, aż to on znajdzie się na stole do masażu.

Gdy dotarłam do domu, czekał na mnie już obiad. Usiadłam przy stole z Zosią i Laurą i zaczęłyśmy jeść.
- Jak tam pierwszy dzień? – zagadnęła Laura.
- W porządku.. Musiałam zająć się dwójką siatkarzy.. – powiedziałam dumnie. – Podoba mi się to..
- Nie wątpię – uśmiechnęła się – Nie wiem, czy znalazłaby się dziewczyna, której by się to nie podobało..
- Ale to nie chodzi o siatkarzy.. – próbowałam ją przekonać, choć obie wiedziałyśmy jaka jest prawda.- Chodzi mi o doświadczenie jakie tam zdobywam..
- Oczywiście.. – pokręciła głową ze śmiechem.
- A co tam robisz? – spytała Zosia, która do tej pory jedynie przysłuchiwała się naszej rozmowie.
- Pomagam siatkarzom.. Masuję ich, żeby byli sprawni.. – wyjaśniłam.
- Ja też tak chce jak będę duża! – krzyknęła wesoło. – Mogę mamo?
- Jeśli chcesz.. – uniosła ręce do góry.
- Super! 
- A teraz wybaczcie muszę się iść przebrać.
Weszłam do garderoby i już sięgałam po koszulkę z nazwiskiem Bartman, ale wstrzymałam rękę. Miałam siedzieć przy stolikach.. To będzie trochę dziwnie wyglądało.. Nie zauważyłam by tam ktoś siedział ubrany w barwy narodowe.. Poza tym zobaczyć minę Zbyszka.. Założyłam jeansy i białą bokserkę.
Gdy dojechałam na halę, parking był prawie pełny. Weszłam tylnymi drzwiami, pokazując identyfikator. Na boisku siatkarze już się rozgrzewali. Pierwszy zobaczył mnie Igła i pomachał szczerząc się przy tym. Za jego przykładem poszła reszta, tylko nie Zbyszek. Stał i patrzył na mnie uśmiechając się pod nosem. Zajęłam swoje miejsce.
- Przepraszam.. – usłyszałam za sobą. Odwróciłam się myśląc, że to jakiś fan, chce prosić o autograf. Ku mojemu zdziwieniu zobaczyłam Łukasza Kadziewicza z mikrofonem w ręce, a obok niego kamerę. – Możemy zadać kilka pytań? – spytał niepewnie.
- Pewnie. – wzruszyłam ramionami i wstałam.
- Jeśli chcesz to przygotuj się..
- A co? Coś ze mną nie tak? – spytałam, wycierając się w kącikach ust.
- Nie, nie.. Dobra zaczynamy.. – odwrócił się twarzom do kamery – Udało mi się dorwać piosenkarkę, aktorkę i jedną z największych i najładniejszych – wywróciłam oczami – fanek polskiej siatkówki. Julie każdy kto choć trochę cię zna wie, że jesteś ogromną fanką siatkówki. Skąd to się wzięło? I jak długo już to trwa?
- Hmm.. trwa to już ładnych kilkanaście lat. Nie mam pojęcia skąd się to wzięło.. – wzruszyłam ramionami. – Pamiętam, że obejrzałam pierwszy mecz reprezentacji i po prostu zakochałam się w tym sporcie.
- Masz warunki do tego, żeby być siatkarką.. Nie myślałaś nigdy o tym?
- Kiedyś grałam, ale ostatecznie stanęło na muzyce – uśmiechnęłam się. Odpowiadałam standardowo. Nie wyobrażałam sobie przed kamerą opowiadać mojej całej historii.
- Dobra.. Wiesz, że nie jestem prawdziwym dziennikarzem, więc takie pytanie zostawię profesjonalistom.. Powiedz mi, który zawodnik według ciebie jest najlepszy?
- Ojej.. – rozejrzałam się, szukając pomocy. – Wiesz co.. Nasza kadra jest tak dobra, że wydaje mi się, że wybranie jednego jest trudne, a może nawet niemożliwe. – miałam nadzieję, że taka odpowiedź go usatysfakcjonuje, ale patrzył na mnie wyczekująco. Westchnęłam. – No na pewno jednym z lepszych jest Bartek Kurek, Michał Winiarski, Krzysiek Ignaczak, Zbyszek.. – to ostatnie z trudem przeszło mi przez gardło. – Piotrek Nowakowski, Marcin..
- Dobra – przerwał mi. – Widzimy, że nie możesz wybrać jednego. No to powiedź, który jest najprzystojniejszy? – wyszczerzył się.
- Z reprezentacji?
- Wiem, że wolisz się upewnić, czy na pewno nie może wymienić mnie..
- Taaaaak. – zaśmiałam się. – Ale przyjmijmy, że ty jesteś przystojny, ale muszę wybrać spośród nich.. Co nie jest proste, bo znów muszę wymienić kilku.. Bartek, Winiar, Zbyszek.. Nie no każdy ma coś w sobie – wzruszyłam bezradnie ramionami.
- Przepraszam, nie słuchałem Cie.. Zatrzymałem się na tym „ty jesteś przystojny” – pokręcił głową, na co ja wybuchłam śmiechem. – Dobra.. Mecz się zaczyna.. Dziękuję i życzę sukcesów.
- Dziękuję i wzajemnie. – skinęłam lekko głową i usiadłam ponownie. Spotkanie się rozpoczęło. Polacy grali dużo lepiej niż w piątkowym meczu i pokonali przeciwników, zdobywając 3 punkty. Aplauz kibiców był porażający. Coś w tym jest, że polscy kibice są najlepsi. Gdy zawodnicy rozdawali autografy i udzielali wywiadów, ja już byłam w drodze do auta. Wbiegłam szybko do domu. Przebrałam się i od razu wróciłam do samochodu. Na miejsce dojechałam w tym samym momencie co chłopaki. Nie rozglądając się po nowych twarzach doszłam do Igły i wszyscy razem weszliśmy do klubu jak się okazało. Zajęliśmy najdłuższy stolik i dopiero wtedy mogłam zorientować się, kto  z kim przyszedł. Igła przedstawiał mnie po kolei.
- A to.. – wskazał na chudą blondynę, obok ZB9.
- Iza. – dokończył za niego. A więc pan seksowny ma jednak kogoś. To dlatego nie był zadowolony, że ja idę z nimi? Chciał zachować w tajemnicy istnienie wytapetowanej blondyny?  Poczułam dziwną chęć rywalizacji. Chyba zostało mi to jeszcze z boiska. Zaczęłam się z nią porównywać. Tak jak ja była wysoka, choć ona kilka centymetrów wyższa. Była jasną blondynką z niebieskimi małymi oczami i wąskimi ustami. Ja byłam brunetką z nienaturalnie dużymi, brązowymi tęczówkami i pełnymi ustami. Jednym słowem różniłyśmy się całkowicie. Jedyne czym mogłam z nią wygrać to moje 75C, bo z tego co widziałam była dość płaska.
- Myślałam, że idziemy na kolację.. – zwróciłam się do Krzyśka, który siedział obok. – Tak wyglądają u Was kolacje? Pizza, taniec? – uśmiechnęłam się. Podobało mi się to.
- Przeważnie.. Wolimy to, niż siedzenie w cichej restauracji i zamulanie.. – wyjaśnił z uśmiechem. – A jeśli chodzi o taniec.. – wstał i wyciągnął rękę. Wszyscy spojrzeli na nas. – Mogę prosić do tańca, madam? – spytał szarmancko.
- Jak już to mademoiselle.. Nie jestem taka stara – poprawiłam go z uśmiechem.
- Za trudne – zmarszczył brwi, na co ja się zaśmiałam i wstałam. Dołączyliśmy do obcych par, podczas gdy w głośnikach zaczęła się nowa piosenka. Igła chociaż grał całe 3 sety, w ogóle nie wydawał się być zmęczonym.
- Parkiet jest nasz – powiedział, śmiejąc się. To prawda, większość osób ustąpiła nam miejsca, widząc, że potrzebujemy go dość sporo.
- Odbijany – Kubi klasnął w dłonie, gdy piosenka się zmieniła. Na parkiet wyszło więcej zawodników z partnerkami. Wszyscy bawili się świetnie. Po jakimś czasie musiałam wyjść się przewietrzyć. Na szczęście lub nieszczęście przed klubem spotkałam się twarzą w twarz z blondyną i Zbyszkiem.
- Strasznie miło mi Cię poznać – podeszła do mnie. – Jestem twoją fanką.
- Miło mi – uśmiechnęłam się. – Dobrze się bawicie? – spytałam, patrząc bardziej na Bartmana. Rozmowa z jego dziewczyną, wcale mnie nie interesowała. Jednak to ona mi odpowiedziała.
- Nie mam jakoś ochoty tańczyć… - westchnęła. – Ty się tutaj nie nudzisz? Wydawało mi się, że będziesz przyzwyczajona do innego typu imprez.. – próbowała nawiązać rozmowę.
- Nie ważne gdzie, ważne z kim – powiedziałam sucho. Na zewnątrz wyszedł też Kubiak z Moniką.
- Ale gorąco.. – westchnęła. – O czym rozmawiacie?
- O niczym konkretnym.. – uśmiechnęłam się tym razem szczerze. Ją akurat polubiłam od razu. – Wracam do środka.. – ruszyłam z powrotem w kierunku drzwi. Szłam przez parkiet w stronę stolika, gdy nagle ktoś pociągnął mnie za rękę. Zanim zorientowałam się, że to Zbyszek, byłam już w jego ramionach. Jak na złość w głośnikach słychać było „wolny kawałek”. Bartman przyciągnął mnie jeszcze bliżej do siebie.
- Nie założyłaś dzisiaj koszulki.. – mruknął mi do ucha. Próbowałam zebrać myśli, ale utrudniał mi to jego gorący oddech na karku.
- Zależało ci na tym? – spytałam cicho. Czułam, że jego ręka błądzi po moich plecach. Nie wiem dlaczego, aż tak na mnie działał. Oddalił mnie od siebie, obracając i ponownie zamykając w żelaznym uścisku. - Nie wystarczyło ci to, że twoja dziewczyna ubrana była w taką koszulkę? – musiałam ostudzić atmosferę, bo serce biło mi coraz bardziej. A ostatnie czego chciałam to, to, żeby Zibi wiedział jak na mnie działa. Rozluźnił uścisk. Wyraźnie nie spodobało mu się to pytanie.
- Czyżbyś była zazdrosna? – odsunął mnie na taką odległość, że mógł spokojnie patrzeć mi w oczy.
- Chciałbyś – odpowiedziałam złośliwie, mierząc go wzrokiem.
- Julka! – krzyknął Igła. – Telefon!
Wyswobodziłam się z uścisku i ruszyłam w stronę stolika. Wzięłam komórkę i na wyświetlaczu zobaczyłam zdjęcie głupiej miny Justina.
- Słucham? – odebrałam.
- Julie za ile będziesz? Siedzę właśnie na twojej kanapie i czekam na Ciebie. – powiedział radośnie.
- Co? Po co przyjechałeś? – zmarszczyłam brwi.
- Jakaś ty miła.. – westchnął – Stęskniłem się..
- Jasne.. – zaśmiałam się. – Zaraz będę – rzuciłam i się rozłączyłam. Schowałam telefon do torebki i popatrzyłam na zebranych. Zbyszek i blondyna wrócili na swoje miejsca i teraz oboje na mnie patrzyli. – Ja niestety się muszę już zbierać. Justin..
- Timberlake? – przerwała mi Iza, wyraźnie podekscytowana – Uwielbiam go!
- Justin czeka na mnie w domu. – dokończyłam, ignorując ją – Bardzo dobrze się bawiłam. Do wtorku.- pożegnałam się i ruszyłam w stronę wyjścia. Czułam, że Bartman odprowadza mnie wzrokiem. Uśmiechnęłam się z satysfakcją.
- Poczekaj! – krzyknął za mną Igła. – Odprowadzę cię.. – podszedł do mnie szybkim krokiem i razem wyszliśmy przed klub. – Widzisz.. Mówiłem, że się do ciebie przekonają – wypiął dumnie pierś, dumny z siebie. – Wszyscy cię polubili.
- Cieszę się.. – powiedziałam szczerze.
- Ty i Zibi coś ten tego.. – zmarszczył brwi, szczerząc się.
- No co ty.. On ma dziewczynę.. Nie interesują mnie zajęci. – otworzyłam drzwi, ale nie wsiadałam.
- Ta blondyna? – zdziwił się. – To nie jest jego dziewczyna. Pierwszy raz laskę na oczy widzę..
- Nieważne – skłamałam, kręcąc głową. – Muszę już lecieć.. Dzięki wielkie za zaproszenie, świetnie się bawiłam.
Pożegnaliśmy się i wsiadłam do auta. Wieczór mogłam uznać za udany. Zastanawiałam się dlaczego Zibi nie zaprzeczył. Chciał żebym była zazdrosna? Udało mu się. 

środa, 3 lipca 2013

Rozdział II - "Jak zrobić dobre pierwsze wrażenie?"



Wszyscy stanęli jak wryci na mój widok. Chyba byłam ostatnią osobą, której się spodziewali. Zbliżyli się powoli do mnie, ale nikt nic nie powiedział. Wtedy wpadłam na pomysł. Popatrzyłam na dłonie.
- Ta piłka – popatrzyłam na nią ze wstrętem – złamała mi paznokieć. – przeniosłam wzrok na Pita, który stał patrząc na mnie i nie wiedział co zrobić. Próbowałam zachować powagę. – Wczoraj robiłam manicure.. – oburzyłam się.
- Przepraszam.. – wymamrotał. Zrobiło mi się go szkoda. Poza tym jego mina sprawiała, że coraz trudniej było mi powstrzymać się od śmiechu. Popatrzyłam na resztę, stali i gapili się na mnie.
- Ale macie miny – zaśmiałam się. Popatrzyli po sobie zdziwieni. – Żartowałam.. – westchnęłam. Podrzuciłam wysoko piłkę i zaserwowałam idealnie do rąk Pita. Nie musiałam długo czekać na reakcję ręki. Syknęłam cicho z bólu, ale nie chciałam dać po sobie nic poznać. – Ja do trenera.. Jest tutaj gdzieś? – rozejrzałam się ponownie, ale znów nigdzie nie mogłam go dostrzec.
- Korytarzem prosto i drugie drzwi na lewo... – odpowiedział mi w końcu Ignaczak. Tylko on chyba zrozumiał, że nie mówiłam poważnie.
- Dziękuję. – uśmiechnęłam się i wyszłam, pozostawiając ich wrytych nadal w ziemie. Bez problemu znalazłam drzwi z tabliczką „Trener”. Zapukałam i słysząc zaproszenie weszłam pewnie do środka.
- Dzień dobry. – wyciągnęłam rękę, którą uścisnął.
- Witam. Proszę siadać. – wskazał na krzesło, naprzeciw swojego. – W czym mogę pomóc?
- Chciałabym o coś zapytać. Nie jestem pewna, czy w ogóle coś takiego jest możliwe, ale stwierdziłam, że nie zaszkodzi spróbować. Chodzi o to, że piszę pracę magisterską na temat urazów występujących w grach zespołowych. Mój chłopak na wczorajszym meczu podsunął mi pomysł, że praca będzie dużo ciekawsza, jeśli będę opisywała własne obserwację. Dlatego też przychodzę z pytaniem, czy byłaby możliwość, żebym obserwowała pracę fizjoterapeutów, którzy pracują z chłopakami. – skończyłam czekając z niecierpliwością na odpowiedź. Nie spuszczałam wzroku z mojego rozmówcy. Wiedziałam, że to pomaga. Szczególnie wtedy, gdy ma się wielkie, brązowe oczy.
- Cóż.. Ja nie widzę najmniejszego problemu, ale to nie ja tutaj mam ostateczne słowo. Proszę za mną – wstał i otworzył mi drzwi. Wyszłam z gabinetu i ruszyłam za nim w stronę kolejnych. Jak się okazało był to pokój fizjoterapeutów. W środku zastaliśmy jedynie Aleksandra Bieleckiego. Wstał i popatrzył na nas zdziwiony.
- Olek przedstawiam Ci Julie, która ma do ciebie pytanie. Wracam do chłopaków. Jeśli się zgodzisz, przyjdźcie na boisko. – skinął głową w moim kierunku i wyszedł.
- Na co mam się zgodzić? – spytał, być może mój przyszły pracodawca z uśmiechem na twarzy.
- Piszę pracę magisterską na temat najczęstszych urazów w grach zespołowych. Chciałabym opisać własne obserwację. Dlatego chciałabym zapytać, czy mogłabym przypatrzeć się pańskiej pracy? Oczywiście za darmo.. – dodałam szybko.
- O – zmarszczył brwi. – Tego się nie spodziewałem.. – popatrzył na mnie przez dłuższą chwilę. – Właściwie to nie widzę przeszkód.. Skoro ma pani to pomóc w pisaniu pracy.. Zgoda. – uśmiechnął się.
- Proszę mi mówić Julka, Jula, Julia.. ale nie per pani.. Nie jestem jeszcze taka stara – zaśmiałam się lekko.
- Nie ma sprawy.. Olek – wyciągnął rękę, którą uścisnęłam. – Witamy na pokładzie. – To właśnie chciałam usłyszeć, idąc tu. – Chodźmy ogłosić dobre nowiny – otworzył mi drzwi i wspólnie powędrowaliśmy w stronę hali. Siatkarze, podzieleni na dwie drużyny prowadzili zacięty pojedynek. Doszliśmy do trenera.
- I co? – spytał zaciekawiony – Będziemy mieć tą młodą damę w ekipie?
- Ja nie widzę przeszkód. – uniósł ręce do góry. Anastasi zagwizdał i pojedynek został przerwany. Zawodnicy zgromadzili się wokół nas.
- Musimy wam coś ogłosić – powiedział spokojnie – Od dzisiaj będzie z nami współpracować Julie..
- Julka – poprawiłam go cicho.
- Niech będzie i Julka – przytaknął.
- A co konkretnie będzie robić? – spytał zaciekawiony Ignaczak. Popatrzyłam na niego. Czułam od razu, że nadajemy na tych samych falach. Obok niego stał Zibi, świdrując mnie wzrokiem. Nie uśmiechnęłam się, tylko patrzyłam na niego, mrużąc oczy. Z bliska wyglądał jeszcze seksowniej..
- Pisze prace magisterską o urazach w grach zespołowych.. Będzie współpracowała z Olkiem.
- Będzie nas masować? – zdziwił się Zbyszek, nie odrywając ode mnie wzroku.
- Boisz się? – uśmiechnęłam się zadziornie. Na twarzach niektórych zawodników pojawił się lekki uśmiech.
- Wątpię, żebyś tymi rączkami mogła sprawić mi ból – odgryzł się, patrząc na mnie z satysfakcją.
- Te  rączki  potrafią więcej, niż myślisz – wyszczerzyłam się, ukazując rząd śnieżnobiałych zębów.
- Ok, ok.. – przerwał nam Anastasi, widząc, że Zibi ma zamiar mi odpowiedzieć. – Wracajcie do gry.
Zostawiłam swoje namiary i pożegnałam się z moimi pracodawcami. Miałam stawić się jutro o 10. Nasunęłam okulary przeciwsłoneczne na nos i wsiadłam do auta.

- Nie wierzę! – krzyknęła podekscytowana Wiktoria, gdy opowiedziałam jej o mojej nowej pracy.
- No to uwierz – uśmiechnęłam się.
- Naprawdę będziesz pracowała z siatkarzami? – w jej oczach widać było radosne iskierki. – Załatwisz mi autograf Michała Kubiaka? – zrobiła minę kota ze Shreka. I jak miałam odmówić takiemu cukierkowi?
- Postaram się. Teraz mów jak się czujesz.. – odgarnęłam jej włosy z czoła. Przez ten miesiąc, gdy przychodziłam do niej regularnie, zdążyłam się przywiązać. Postanowiłam zrobić wszystko, żeby jej pomóc.
- Tak jak zawsze.. – odpowiedziała cicho. Wiedziałam, że nie lubiła o tym rozmawiać, ale dla mnie to było ważne.
- Nie czujesz się gorzej? – chciałam się upewnić.
- Nie, ale też nie czuję się lepiej.. – wbiła wzrok w okno.
- Będzie dobrze.. Zobaczysz - uśmiechnęłam się, chcąc dodać jej otuchy. – Pokaże Ci zdjęcia z wczorajszego meczu – wyciągnęłam aparat z torebki. Usiadła prosto z wielkim bananem na twarzy. Wiedziałam, że to poprawi jej humor.

Wróciłam do domu około 18. Byłam padnięta. Opadłam na kanapę z wielkim talerzem kanapek.
- Gdzie Ci się to wszystko mieści? – usłyszałam za sobą. Odwróciłam się i zobaczyłam Iana. Stał i kręcił głową. To prawda, potrafiłam dużo zjeść, ale nie musiał mi tego wypominać.
- Cicho – syknęłam, zdążyłam się wciągnąć w jakiś melodramat.
- Zbieraj się – usiadł obok mnie i zabrał pilota – Zabieram cię na romantyczną kolację, przed moim jutrzejszym wyjazdem..
- Serio? – westchnęłam. Nie miałam najmniejszej ochoty ruszać się z kanapy.
- Powinnaś się cieszyć, że twój chłopak tak o ciebie dba – popatrzył na mnie z uniesionymi brwiami.
- Chłopak.. Chyba staruszek lubiący młodsze – pokazałam mu język i szybko wstałam z kanapy, unikając tym samym ataku poduszkom.
- Bo nie dostaniesz deseru! – krzyknął za mną. – Poza tym ja cię nie lubię!
- Jasne.. -  zaśmiałam się i ruszyłam w stronę garderoby. Narzuciłam szybko na siebie różową sukienkę i czarne szpilki i poprawiłam makijaż. Nie będę się stroić dla Iana.
- No i w końcu wyglądasz jak kobieta.. – powiedział, gdy pojawiłam się w drzwiach. Czekał oparty o samochód. – Ten dres powinnaś wyrzucić.
- Ja go lubię.. – mruknęłam i wsiadłam do auta. – Nie rozumiem po co to wszystko..
- Żeby ludzie, wciąż myśleli, że tak bardzo się kochamy.. – odpowiedział, tak jakby to było oczywiste.
- Nie wystarczy, że jutro odwiozę cię na lotnisko i przykleję się do ciebie na 5 minut?
- Planowanie zostaw mi.. Wiesz, że to ja mam najlepsze pomysły.. – wyszczerzył się. – A jeśli o tym mowa.. Jak na spotkaniu?
- Przyjęli mnie.. Mam się wstawić jutro o 10 – uśmiechnęłam się.
- Teraz już możesz powiedzieć to magiczne słowo dziękuję. – popatrzył na mnie wyczekująco. – Które tak trudno przechodzi ci przez usta – dodał złośliwie.
- Dziękuję – powiedziałam dobitnie, żeby nie było, że mam z tym jakiś problem.
- Proszę – uśmiechnął się.

Po 30 minutach dojechaliśmy pod restauracje. Przed wejściem musieliśmy pozować przed bandą paparazzi ze sztucznymi uśmiechami na twarzach. Gdy w końcu udało nam się wejść, zajęliśmy stolik w kącie. Jedynie w ten sposób mogliśmy uniknąć, tych natrętów czających się za oknami.
- Na co masz ochotę? – spytał Ian, czytając kartę Menu. – Może spróbowałbym jakiegoś polskiego dania?
- To zamów rosół i schabowego – wzruszyłam ramionami. – Ja poproszę filet z kurczaka podany z nowalijkami duszonymi w śmietanie z dodatkiem ziół ogrodowych – zwróciłam się do kelnera, który zmaterializował się obok.
- A dla pana?
- To co ona powiedziała rosół..
- .. i ziemniaki ze schabowym – dokończyłam za niego. – A na deser ciasto czekoladowe podane z lodami kokosowymi dwa razy. – oddałam kartę dań.
- No to opowiadaj jak wrażenia po spotkaniu z siatkarzami? – oparł głowę na rękach i popatrzył na mnie z zainteresowaniem.
- Różnie.. – pomyślałam o Zibim i Igle – Wiesz.. nie miałam z nimi jeszcze bliższego kontaktu..
- Jak bliski kontakt z nimi chcesz mieć? – wyszczerzył się.
- Przestań – wywróciłam oczami. On i te jego myśli.. – Chodzi mi o to, że nie rozmawiałam z większością jeszcze..
- Znając ciebie to nadrobisz to już jutro – uśmiechnął się. Kelner przyniósł nasze zamówienie i zaczęliśmy jeść.
- Kiedy planujesz powrót do USA? – spytał, gdy czekaliśmy na deser.
- Wątpię, żebym miała na to czas. Tym bardziej teraz, kiedy będę większość czasu spędzać w Spale. – wyjaśniłam.
- To daleko od Warszawy?
- Jakieś 1,5 godziny.. – o tym nie pomyślałam. Przecież codziennie będę musiała dojeżdżać.. – Nie tak źle..
- Może pomyśl o hotelu?
- Proszę cię – westchnęłam – To nie jest, aż tak daleko.
- Jak uważasz – wzruszył ramionami poddając się. – Czyli widzimy się dopiero na bankiecie?
- Na to wygląda.  
Dokończyliśmy deser i wróciliśmy do domu. Zmęczona padłam na łóżko i nawet nie wiem kiedy zasnęłam.

Obudził mnie dźwięk telefonu. Nie otwierając oczu wymacałam telefon i przyłożyłam do ucha.
- Słucham.. – mruknęłam zaspana.
- Cześć Julka.. Z tej strony Olek.. – przedstawił się. – Jest pilna sprawa moja żona jest w szpitalu.. Mogłabyś przyjść dzisiaj wcześniej i mnie zastąpić? Poradzisz sobie.. Tylko jeden zawodnik potrzebuje masażu.. – powiedział błagalnym tonem. Czy mi się wydawało, czy on również był zaspany?
- Nie ma sprawy.. Zaraz będę – odpowiedziałam mówiąc w poduszkę. Z wielkim trudem podniosłam się z wygodnego łóżka i poszłam szybko ogarnąć się do łazienki. Ubrałam trójkolorowy wełniany sweter i białą krótką spódniczkę i bez śniadania wybiegłam z domu. Po 30 minutach byłam już przed halą. Weszłam szybkim krokiem i ruszyłam w stronę pokoju fizjoterapeutów. Przed drzwiami siedział Bartek.
- Przepraszam za spóźnienie. – powiedziałam zdyszana. Ten tekst mówiłam tak często, że powinnam napisać sobie go na czole.
- Spoko.. – zmarszczył brwi. Widocznie nie spodziewał się mnie tutaj.
- Dzisiaj ja się tobą zajmę – uśmiechnęłam się, otwierając. –  Z Olka żoną się coś dzieje..
- Ale on nie ma żony.. – popatrzył na mnie zdziwiony.
- No to sobie zrobił wolne – wywróciłam oczami. Wyglądało na to, że będę go wyręczała w obowiązkach. Nie miałam mu tego za złe, szczególnie teraz gdy patrzyłam na umięśnioną klatę Kurka. – Połóż się – wskazałam na stół do masażu. Posłusznie ułożył  się na wyznaczonym miejscu. – Jak samopoczucie przed dzisiejszym meczem? – spytałam, chcąc nawiązać rozmowę. W tym samym momencie napierając rękami na jego umięśnione plecy. Bądź profesjonalistką…
- Tak jak przed każdym meczem – odpowiedział, słychać było, że masaż sprawia mu przyjemność. – Wiemy, że nawaliliśmy w piątek..
- Przegraliście w.. – zaczęłam, ale przerwał mi dźwięk mojego telefonu. Chciałam wyłączyć, ale zobaczyłam, że dzwoni Ian. O Boże.. złapałam się za głowę – Przepraszam, ale muszę odebrać.
- Nie ma sprawy.. – mruknął z głową w poduszce. Wzięłam głęboki oddech i nacisnęłam zieloną słuchawkę.
- Ian przepraszam. – powiedziałam szybko. – Wiem, że miałam cię odwieźć, ale musiałam być wcześniej na sali i..
- Dobra – przerwał mi – Rozumiem, że teraz masz poważną pracę.. Zamówiłem taksówkę nie martw się.. Tylko grzecznie mi tam.. – zaśmiał się.
- Postaram się – odpowiedziałam – Do zobaczenia w sobotę... Ja ciebie też – dodałam na koniec. Usłyszałam jedynie śmiech Iana i się rozłączyłam.
- Wybaczył? – spytał Bartek.
- Tak, tak.. – wróciłam do masażu. – A wracając do meczu… - znów nie dokończyłam bo drzwi do pokoju otworzyły się z impetem.
- Olek błagam ratuj – powiedział błagalnym tonem Ignaczak. Na mój widok, aż podskoczył, a teraz patrzył, to na mnie, to na Bartka. – Gdybym wiedział, że ty dzisiaj pracujesz przyszedł bym wcześniej – wyszczerzył się, na co ja się zaśmiałam. Lubiłam takich pozytywnych ludzi.
- Następnym razem będę cię informować. – uśmiechnęłam się.  
- Mnie też – Bartek podniósł rękę – Olek ma sporą konkurencję – popatrzył mi prosto w oczy. – Dzięki – uśmiechnął się i wyszedł, pozostawiając mnie samą z Igłą.
- No to kładź się.. – wzruszyłam ramionami i wskazałam ręką na stół do masażu.

poniedziałek, 1 lipca 2013

Rozdział I - "Pierwsze Spotkanie"


- Jeszcze raz bokiem! – usłyszałam i ustawiłam się odpowiednio. Nienawidziłam tzw. „ścianki”. Stałam i pozowałam przed stadem głodnych skandalu paparazzi. Zdawałam sobie jednak sprawę z tego, że to część mojej pracy, to całe „bywanie na salonach”. Nie było mi to potrzebne. Chciałam skupić się wyłącznie na pracy w studiu i na planie. Ten cały teatrzyk mogłam zostawić, grupce ludzi czekających w kolejce za mną. Tym, którzy znani są właśnie dzięki temu bywaniu i którzy patrzą na mnie teraz zawistnie, marząc by kiedykolwiek cieszyć się takim zainteresowaniem.
- Chodźmy już. – szepnęłam na ucho Ianowi, który stał obok. Skinął jedynie głową i jak przystało na dżentelmena przepuścił mnie w drzwiach. Wyobrażałam sobie nagłówki jutrzejszych gazet, jak bardzo zakochani jesteśmy. Guzik prawda. Nikt, nawet moi znajomi nie wiedzieli, że ten nasz związek to jedna wielka ściema, na potrzeby filmu, który ma pojawić się za dwa miesiące. Zajęliśmy wyznaczone miejsca, czekając, aż gala wręczenia nagród się rozpocznie. Pierwszy raz w Polsce odbywała się, aż tak wielka impreza. Nagrody miały zostać rozdane wśród muzyków, aktorów, pisarzy, a nawet sportowców. Zerkałam kątem oka na wystrojonych w garnitury tenisistów, koszykarzy. Gdzieś mignął mi nawet Robert Lewandowski z żoną. Musiałam być przy tym dyskretna. Nie chciałam potem czytać, że rozglądam się za innymi z Ianem u boku. Chwilę później tuż obok mnie przeszła grupa wysokich mężczyzn. Spojrzałam w górę. To byli oni. Zajęli miejsca przede mną. Widziałam, że też się rozglądają. Pierwszy zauważył mnie Winiar i od razu szturchnął siedzącego obok Zibiego. Ten, nawet się nie kryjąc odwrócił się zaraz i spojrzał na mnie. Nie zdążyłam się uśmiechnąć, bo zawstydzony usiadł  prosto. Gala się rozpoczęła. Kilka słabych żartów prowadzących i doczekaliśmy się pierwszej kategorii – najlepsza piosenka. Byłam nominowana z moją „Love Story”.
- A zwycięzcą jest.. – chwila napięcia. - Julie! – krzyknął. Aplauz był porażający. Pocałowałam Iana w policzek i ruszyłam w kierunku sceny. Zaczęłam  zastanawiać się nad przemową, jednocześnie przeklinając samą siebie, że nie przemyślałam tego wcześniej. Odebrałam nagrodę i stanęłam przy mikrofonie z kompletną pustką w głowię. Myśl, Julka..
- Dziękuję.. Naprawdę nie spodziewałam się tej nagrody, dlatego nie przygotowałam żadnej przemowy. Ale improwizując.. Chciałabym podziękować wszystkim, którzy na mnie głosowali, wszystkim, dzięki którym ta piosenka powstała i oczywiście Ianowi, który był inspiracją. Jeszcze raz dziękuję. – uśmiechnęłam się i zeszłam ze sceny, nagrodzona brawami.
- Gratuluję – szepnął mój chłopak, gdy usiadłam.
- Dziękuję. – popatrzyłam na niego. Gdyby nie to, że był ode mnie 10 lat starszy, to może i bym mogła się w nim zakochać. Tymczasem, muszę wmawiać ludziom, że wiek nie ma znaczenia. W sumie otrzymałam dzisiaj, aż 5 statuetek, powtarzając ciągle, że jestem zaskoczona i dziękując wszystkim, którzy się do tego przyczynili. Najbardziej czekałam na kategorie „Sportowiec roku”. Gdy doszło i do tego trzymałam mocno kciuki, żeby nagroda powędrowała w ręce jakiegoś siatkarza. Nominowani byli Kurek, Bartman, Winiar. Mimo dość poważnej konkurencji (Lewandowski, Janowicz, Radwańska) zwycięzcą okazał się Bartek. Brawa biłam chyba najgłośniej ze wszystkich. Zasłużenie! Pod koniec części uroczystej wyszłam do swojej garderoby, przygotować się do występu. Przebrałam się w wygodniejszy strój. Nie wyobrażałam sobie tańczyć w sukni i kilku centymetrowych szpilkach. W końcu nadszedł czas na mój występ. Wzięłam głęboki oddech i wyszłam na scenę..

- Świetny występ – podszedł do mnie jakiś mężczyzna, gdy siedziałam z Ianem przy stoliku na afterparty.
- Dziękuję – uśmiechnęłam się, upijając łyk szampana. Cały czas czułam na sobie spojrzenia, ale byłam do tego przyzwyczajona. Siedziałam wśród polskich gwiazd i sportowców. Wszyscy trzymali się w grupkach. Co jakiś czas zerkałam w stronę siatkarzy, ale tam wszyscy byli zajęci słuchaniem rozbawionego Ignaczaka.
- Zeza dostaniesz. – uśmiechnął się do mnie Ian.
- Co? – w końcu popatrzyłam na niego.
- Który wpadł Ci w oko? – uniósł jedną brew.
- Żaden. – pokręciłam głową, starając się nie zerkać w tamtym kierunku.
- Podejdź i porozmawiaj – powiedział, tak jakby to było dziecinnie proste.
- Chyba żartujesz..
- To ja podejdę – wstał, ale za nim zrobił krok, złapałam go za rękę.
- Siadaj! – syknęłam cicho. Usiadł i popatrzył na mnie rozbawiony.
- Od kiedy ty jesteś taka nieśmiała? – popatrzył na mnie, kręcąc głową.
- Od dzisiaj. – odpowiedziałam. – Wychodzimy? – nie miałam ochoty już tutaj siedzieć.
- Skoro chcesz. – wstaliśmy i ruszyliśmy w kierunku drzwi. Po drodze minęliśmy stolik siatkarzy. Gdy przechodziliśmy wszyscy umilkli i patrzyli na nas. Wbiłam wzrok przed siebie i szłam dalej.

Następnego dnia wstałam około 10. Nie miałam siły na nic. Wczorajszy występ dal mi w kość. Miałam parę spotkań na głowie, więc zeszłam niezgrabnie z łóżka i poszłam do łazienki. Wzięłam szybko prysznic i zeszłam na dół.
- Cześć Jula! – przywitała się ze mną Zosia, wskakując mi na ręce.
- No cześć. – cmoknęłam ją w policzek i posadziłam na krześle. Usiadłam obok i nałożyłam sobie naleśnika na talerz.
- Napijesz się kawy? – spytała Laura uśmiechając się, przez co jej twarz stawała się jeszcze bardziej pulchna.
- Nie mam czasu – powiedziałam z pełną buzią. – Za pół godziny muszę być w fundacji. – napiłam się soku, pożegnałam ze wszystkimi i wybiegłam przed dom. Wsiadłam do mojego Audi A5 i szybko wyjechałam na ulicę.

- Przepraszam za spóźnienie – jęknęłam. Nie lubiłam w sobie mojej niepunktualności. Nie miałam pojęcia, dlaczego nigdy nie mogę być na czas.
- Studenckie 15 minut – uśmiechnął się do mnie doktor Janicki. Weszliśmy do mojego biura i zajęliśmy miejsca przy biurku. – Otrzymaliśmy wystarczającą ilość funduszy i operacja zaplanowana jest na 24 lipca. – poinformował mnie.
- Cudownie, to już za miesiąc – klasnęłam w dłonie, szczęśliwa.
- Tak, stan dziecka jest na tyle poważny, że nie możemy dłużej czekać – odpowiedział poważnie. – Musi pani jednak o czymś wiedzieć.
- A mianowicie? – spytałam, a uśmiech zszedł mi z twarzy. Z doświadczenia wiedziałam, że po takich słowach, nie usłyszę nic pozytywnego.
- Nawet jeśli przeprowadzimy tą operację, nie ma stu procentowej szansy na to, że dziewczynka przeżyję..
- Wiem. – przerwałam mu szybko. Nie potrzebowałam słuchać dalej, wiedziałam jak to się może skończyć. Rozbrzmiał telefon doktora.
- Przepraszam, ale muszę już iść – powiedział, chowając telefon do kieszeni marynarki. Wstaliśmy oboje i uścisnęliśmy dłonie. – Mam wizytę u pacjenta.
- Rozumiem, dziękuję za spotkanie. – uśmiechnęłam się, patrząc jak wychodzi. Odpisałam na część wiadomości i ruszyłam dalej. Po 30 minutach byłam już pod szpitalem.
- Julka! – krzyknęła na mój widok Wiktoria.
- Cześć kochanie – podeszłam i cmoknęłam ja w czoło. – Jak się czujesz?
- Dobrze – uśmiechnęła się. – Pokażesz mi jutro zdjęcia z meczu? – popatrzyła na mnie błagalnie, a w oczach pojawiły się iskierki, ma wspomnienie o siatkówce.
- Pewnie. – usiadłam koło niej. – Może kiedyś pójdziesz ze mną?
- Ale by było fajnie poznać siatkarzy! – powiedziała podekscytowana. Ale zaraz ten radosny uśmiech zniknął. Opadła znów na poduszkę i wbiła wzrok w okno. – A jeśli operacja się nie uda?
- Nawet tak nie mów – oburzyłam się. – Obiecuje, że poznasz siatkarzy. – położyłam dłoń na sercu. Teraz to był mój priorytet.

Po wyjściu ze szpitala, wróciłam do domu przebrać się w barwy narodowe. Włożyłam krótkie jeansowe spodenki i biało-czerwoną koszulkę z nazwiskiem Bartman. Ian czekał już w swoim samochodzie. Ubrany w biały T-shirt i czarne spodnie.
- Gotowa? – spytał, gdy wsiadłam do auta.
- Tak, tak możemy jechać – powiedziałam z wielkim bananem na twarzy.
- Nie wiem co ty widzisz w tej siatkówce. – pokręcił głową, nie rozumiejąc. Nie odpowiedziałam. Nie chciałam tłumaczyć mu jak cholernie zazdroszczę tym chłopakom. Jak przeżywam każdą piłkę, zastanawiając się, czy ja bym ją odbiła. Jak wyobrażam sobie, że to ja idę pod siatką witając się z przeciwną drużyną. Jak to na mnie spoczywa odpowiedzialność za zagrywkę przy piłce setowej. On by tego nie zrozumiał. Od zawsze chciał być aktorem i to mu się udało. Ja od dziecka chciałam być siatkarką i przez własna głupotę jestem teraz tu gdzie jestem.

Dojechaliśmy pod hale. Wchodząc musieliśmy rozdać jakiś tysiąc autografów. W końcu zajęliśmy miejsca w pierwszym rzędzie i obserwowaliśmy rozgrzewkę chłopaków. Podeszłam bliżej i zaczęłam robić zdjęcia dla Wiktorii.
- Wybrałaś temat pracy magisterskiej? – spytał Ian, gdy wróciłam na miejsce obok niego.
- Tak. Rodzaje i częstość występowania urazów w grach zespołowych. – wyrecytowałam na pamięć. – Wiesz.. Urazy wśród siatkarzy, koszykarzy.. – zaczęłam wymieniać.
- Wiem co to gry zespołowe – przerwał mi . – Zaczęłaś już?
- Nie. Muszę o nich poczytać, dopiero zacznę. – mruknęłam, oglądając zrobione przed chwilą zdjęcia. Na jednym Zibi patrzył centralnie w obiektyw. Odszukałam go wzrokiem i nasze spojrzenia się spotkały. Ponownie nie zdążyłam się uśmiechnąć, bo odwrócił szybko głowę.
- A gdybyś spróbowała wkręcić się do sztabu fizjoterapeutów na przykład siatkarzy lub koszykarzy. Na pewno praca byłaby ciekawsza, gdybyś pisała o własnych obserwacjach. – zaproponował.
- O Boże.. – popatrzyłam na niego – Jesteś genialny!
- Wiem.. – pokręcił głową, jakby to było oczywiste.
- Tylko ciekawe jak ja się tam wbije. Gdyby to było takie proste to każdy by tak robił.. – westchnęłam zrezygnowana.
- Czy to nie ty zawsze mówisz, że nie ma rzeczy niemożliwych? – uniósł brwi.
- Taaa… zawsze sobie biorę ciebie za przykład. No bo jak to możliwe, że jesteś bożyszczem kobiet? – spytałam poważnie, udając, że się zastanawiam.
- Ja się raczej dziwie, że ludzie wierzą w to, że z taki przystojny facet spotyka się z kimś takim jak ty.. – skrzywił się, po czym wybuchł śmiechem.
- Nic nie przebije tego, że spotykam się ze staruszkiem. – uśmiechnęłam się złośliwie.
- Tego staruszka ci nie daruje! – zagroził, po czym zaczął mnie gilgotać. Na moją reakcję nie trzeba było długo czekać. Wiłam się ze śmiechu na siedzeniu, tak głośno, że siatkarze stojący obok odwrócili głowy w naszym kierunku. Ludzie patrzyli na nas z uśmiechami na twarzach. Gdy w końcu usiadłam prosto i doprowadziłam się do porządku, mecz się rozpoczął. Wstałam i wraz z całą halą odśpiewaliśmy Mazurka Dąbrowskiego. Spotkanie nie było na wysokim poziomie i ostatecznie Polska przegrała mecz fazy grupowej 1:3. Wraz z kibicami wyszliśmy z hali. Ruszyłam w stronę samochodu, ale Ian pociągnął mnie w przeciwnym kierunku.
- Myślałem, że chcesz napisać o kontuzjach siatkarzy.
- No chce i co? – spytałam,nie rozumiejąc dlaczego ciągnie mnie w stronę ich autobusu.
- I to, że musisz porozmawiać z trenerem.
- Co? Teraz? – zaparłam się nogami, ale to nic nie dało.
- O patrz! Idzie! – krzyknął wskazując na Anastasiego. – Przepraszam! – trener odwrócił się i czekał, aż dojdziemy. – Przepraszam, ale moja dziewczyna chciałaby o coś zapytać. – wyjaśnił, gdy podeszliśmy. Wyszłam zza niego i stanęłam twarzą w twarz z samym Anastasim.
- Julie! – otworzył szeroko oczy. - Mam twoje płyty!
- Miło mi. – uśmiechnęłam się. – Możemy porozmawiać?
- Z chęcią, ale śpieszę się. Musimy dojechać do hotelu. Wszyscy jesteśmy zmęczeni. Możemy spotkać się  jutro? Porozmawiamy na spokojnie..
- Nie ma sprawy.. O której Panu pasuje?
- Przyjedź kiedy chcesz. Cały dzień będę na sali.
- Dobrze, będę.
Pożegnaliśmy się z nim i obserwowaliśmy jak szybkim krokiem zmierza ku autokarowi.
- Nie ma za co. – wyszczerzył się do mnie Ian.
- Podziękuję jak się uda. – odpowiedziałam, ruszając w stronę naszego auta.

Starałam się nie myśleć o tym, że jutro mam tak ważną rozmowę. Jednak w mojej głowię, wciąż kłębiły się myśli, o tym co będzie jeśli... Obudziłam się niewyspana. Cudownie. Teraz będę wyglądała jak zombie, a mimo wszystko chciałam wypaść korzystnie. Dołożyłam wszelkich starań do tego, żeby wyglądać tak jakbym przespała całą noc. Efekt końcowy był zadowalający, więc stanęłam przed jeszcze trudniejszym zadaniem, a mianowicie wyborem stroju. Ubrałam jeansy, kremową bokserkę i marynarkę i zeszłam na śniadanie.
- Zosi nie ma? – spytałam Laury, która sama siedziała przy stole.
- Nie, musiała być wcześniej w szkole. – odpowiedziała, nalewając mi kawy. – Stresujesz się?
- Nie bardzo – przymrużyłam lekko oczy – Będzie co ma być. – wzruszyłam ramionami.
- Będzie dobrze. – uśmiechnęła się, próbując dodać mi odwagi. Nie odpowiedziałam. Miałam taką nadzieję, że wszystko się uda. Po śniadaniu wyszłam z domu i wsiadłam do auta. Wzięłam głęboki oddech i przekręciłam kluczyki w stacyjce.
Po godzinie dojechałam pod halę. Ponownie wzięłam głęboki oddech i weszłam do środka. Siatkarze zajęci byli treningiem. Nawet nie zauważyli, że weszłam. Rozglądałam się za trenerem gdy zauważyłam, że w moim kierunku leci piłka odbita przez Piotrka Nowakowskiego. Złapałam ją tuż przed moją twarzą. Dopiero teraz zawodnicy zwrócili na mnie uwagę…

___________________
Pierwszy rozdział już jest :) Kolejny za dwa dni :) Odpowiada Wam długość, czy wolelibyście krótsze?